Życie w Szwecji #3 – hu hu ha, zima nie taka zła

Wielu moich szwedzkich znajomych mówi, że nie znoszą lutego. Powód jest prosty – dalej zimno, dalej ciemno i tak jeszcze przez 2 miesiące, aż w kwietniu można będzie zdjąć czapki i schować rękawiczki. Tak, zimowa pora w Szwecji to szczególny czas w roku i zdecydowanie nie każdemu może przypaść do gustu. Ja jednak zimę uwielbiam i zdecydowanie staram się ją wykorzystać najlepiej jak umiem. Narty i łyżwy to punkty obowiązkowe każdego roku, do tego mroźne spacery i cieszenie się białym puchem. I choć oczywiście nie chciałabym mieć zimy cały rok, tak pomiędzy listopadem a marcem zdecydowanie czekam na jej oznaki. Dzisiaj chciałam się podzielić moimi wrażeniami z naszej pierwszej zimy w Szwecji, głównie spędzanej w Sztokholmie.

 

1. Nie jest dużo zimniej i ciemniej niż w Polsce – to jeden z punktów, którym wszyscy nas straszyli kiedy wyjeżdżaliśmy z kraju, jak tu będzie ciemno i zimno. W ostatnich latach zimy w Sztokholmie były raczej bezśnieżne, dopiero w tym sezonie można nacieszyć się porządnymi opadami śniegu. Temperatury również nie sięgają 20 kresek na minusie – raczej oscylują między +2 a -3. Obecnie pod koniec lutego jest nieco zimniej, w nocy dochodzi do -10, ale w Polsce jest teraz znacznie zimniej.
Tak, w najciemniejszym okresie w roku w Sztokholmie jest ok 1,5h mniej światła w ciągu dnia niż w Polsce. Natomiast wbrew temu co się wydaje nie jest tutaj ciągle ciemno ;) Prawdziwe noce polarne zaczynają się zza kołem podbiegunowym i trwają kilka tygodni. Oczywiście, moje ciało odczuło brak światła, ale nie wydaje mi się, żeby moje zmęczenie było większe niż w Polsce.
Obecnie o 7 rano już jest jasno, podobnie jak o godzinie 17 i mamy pół godziny mniej światła w ciągu dnia w porównaniu do Krakowa.
Podobnie jak w Polsce, słoneczne dni w zimie są na wagę złota. Nie oznacza to jednak, że ciągle jest tylko szaro i buro. Jasne, dla kogoś pochodzącego z Hiszpanii wrażenie na pewno jest inne, ale dla osób z Polski różnica nie jest aż tak kolosalna. Niezależnie od kraju zamieszkania, w zimie jasną część dnia i tak spędzam głównie w pracy :)

 

2. Dlaczego Szwedzi jeżdżą w Alpy? – z północą i zimą wielu osobom kojarzą się… narty. Niestety, Szwecja nie jest krajem bardzo górzystym, a porządne ośrodki narciarskie znajdują się na dość dalekiej północy. Można mówić, że jest tutaj 200 ośrodków narciarskich, ale co z tego, kiedy większość jest zupełnie bez szału? To jest coś, co jest problemem i dla mnie i dla L. – najbliższe “rozsądne” ośrodki narciarskie mamy ok 3h drogi od Sztokholmu! Z dostaniem się na autobus z domu droga w jedną stronę to blisko 4h. Dodatkowo nie są to miejsca, które mogą pochwalić się trasami dla zaawansowanych narciarzy tj. może i tak je oznaczają, ale daleko im nawet do tras w Szczyrku
Dość szybko zrozumieliśmy dlaczego w Austrii widywaliśmy tak wiele szwedzkich turystów.

 

3. Komunikacja narciarska – mimo poziomu ośrodków narciarskich, cieszą się one i tak dużą popularnością. Do tego stopnia, że 3h drogi można pokonać w autokarze, kursującym z dworca w każdy weekend. Specjalny pakiet narciarski zawiera przejazd oraz karnet w cenie i cieszy się sporą popularnością – wybraliśmy się dwa razy i za każdym razem autokarów jechało kilka.

 

4. Narciarstwo biegowe i łyżwiarstwo gdzie tylko chcesz – może nieco przesadzam z tym “gdzie tylko chcesz”, ale biegówki i łyżwy po tafli jeziora są tutaj bardzo popularne. Jest kilka miejsc, gdzie biegacze mogą swobodnie się poruszać, a miasto utrzymuje trasy łyżwiarskie na kilku jeziorach! Najbliższe znajduje się 10 minut autobusem od naszego mieszkania, więc po pracy możemy zabrać łyżwy i po chwili śmigać po jeziorze. Największą radość natomiast dało nam pokonanie najdłuższej trasy – 20 km. Dla nas niesamowite uczucie, a dla Szwedów – normalka ;)
Oczywiście, to nie tak, że na lód można wejść zawsze – oficjalnie trasy są otwarte, kiedy jego grubość wyniesie minimum 20 cm. Dodatkowo dużo osób jeździ z plecakami wypornościowymi i specjalnymi narzędziami pozwalającymi wydostać się z wody w razie załamania lodu. Do tej pory jednak nie widzieliśmy jeszcze by ktoś musiał tego użyć.

 

 

 

5. Sprzęt sportowy w autobusie – biorąc pod uwagę punkty 3 i 4, nikogo tutaj nie dziwią ludzie obładowani sprzętem sportowym czy to w autobusie czy metrze. My nawet zostaliśmy poinstruowani, na którym przystanku wysiąść w drodze na jezioro, bo wyglądaliśmy na zagubionych, a nasze stroje narciarskie nas zdradziły ;)

 

6. Czyste powietrze i spacery – największą odczuwalną różnicą jest dla nas brak smogu i powietrze, którym da się oddychać pełną piersią. Kiedy tylko wyjrzy nieco słońca, ulice, parki i ścieżki spacerowe zaludniają się osobami w każdym wieku. Nieważne gdzie i z kim, byle na dworze, na śniegu, po lodzie itd. Mało kto narzeka tutaj na zimowe aktywności.

 

7. Zimowa moda – o ile w dni pracujące ludzie mają na sobie płaszcze, sztyblety i ubrania nieco bardziej “wyjściowe”, tak w weekendy większość spacerowiczów zakłada sportowe spodnie zimowe, kurtkę narciarską i grube rękawice. Dzieci natomiast chodzą praktycznie tylko w kombinezonach. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam dziewczynki w różowych, pikowanych kurtkach do spódniczki czy chłopca w jeansach. Dla maluchów wyjście z domu oznacza porządny i ciepły strój pozwalający na zabawę na śniegu.

 

6 Replies to “Życie w Szwecji #3 – hu hu ha, zima nie taka zła”

  1. ja taką zimę jaką mamy teraz bardzo lubię i nie narzekam na śnieg :) Na szczęście jest słonecznie, a zimniej faktycznie niż u Ciebie, dziś o 7.30 miałam minus 13 :) Teraz mam już 16 na minusie,aż się boję co będzie za wynik jutro:)

  2. No tak, do Polski zawitała Syberia, ale do zimy stulecia jeszcze nam daleko :-)

  3. No właśnie to tak często jest, że nasze wyobrażenia nijak mają się do rzeczywistości 😉 pozdrawiam

  4. Narty! :D Chcę tam mieszkać ;)

  5. Co do punktu 7. Moda w PL, a szczególnie u mnie w mieście, przy temperaturze minus 13 dziewczyny chodzą w trampkach lub adidasach i z gołymi kostkami. Niejednokrotnie widziałam też dziewczyny w spodniach z dziurami. Chłopaki natomiast lekkie porozpinane kurtki i równie lekki szalik swobodnie zarzucony na szyję.

  6. Ja się właśnie tego bym bała najbardziej, że lód się załamie. To jednak jezioro, a z czegoś takiego wydostać się potem też podobno nie jest łatwo.
    A z tymi ubraniami dla dzieci – szczerzemówiąc w Polsce tez w okresie zimowym widzę mało dzieciaków tylko w kurtkach. Królują kombinezony albo komplety kurtka + spodnie na szelki :)
    Moja też w takich spodniach wychodzi na dwór :)

Dodaj komentarz