Z okazji Dnia Kobiet – Organic Cup i rozmowy intymne

Długo się zastanawiałam czy pisać ten post. Później się zastanawiałam czy na pewno go publikować, bo traktuje o temacie, który dalej w społeczeństwie jest kwestią, o której się nie rozmawia. Często nie rozmawiają o tym matki z córkami czy żony z mężami. W szkole kończy się głupimi uśmiechami pod nosem na lekcjach biologii, a na “wychowaniu do życia w rodzinie” moi koledzy zostali wyproszeni z sali, żeby się nie zawstydzili słowem na “M”.

Jeżeli i Ty należysz do osób, które o cyklu menstruacyjnym kobiet rozmawiać ani czytać nie chcą, jeśli Cię to krępuje lub poczujesz się zniesmaczony, to serdecznie zachęcam do wyłączenia tego wpisu jak najszybciej :) Nie czytaj i czuj się ostrzeżony. 

 

Lubię być kobietą. Choć niesie to ze sobą pewne społeczne brzemię, wrzucanie mnie w role, w których być nie chcę i wmawianie, że pewnych rzeczy robić mi nie wypada lub nie wolno. Mimo to, lubię być kobietą. Z każdym kolejnym rokiem lubię być kobietą coraz bardziej świadomą, a dziś kilka słów o świadomości tego jak moje bycie kobietą wpływa na świat.
Średnio kobieta miesiączkuje przez 35 lat swojego życia. 12 razy w roku, przez średnio 5 dni. Nasza Statystyczna dziennie zużywa 6 podpasek lub tamponów. Każdy z nich, wraz z folią i opakowaniem, po spełnieniu swojej roli staje się śmieciem. Razem daje nam to 12600 sztuk śmieci. To tylko średnia – dla jednych z nas będzie to liczba 11000, dla innych 15000. Każda z nas jest inna, ale łączy nas jedno – w swoim życiu wyprodukujemy ogromną ilość śmieci, tylko dlatego, że jesteśmy kobietami. A wszystkie zużyte odpadki higieniczne wylądują na wysypisku, ponieważ nie nadają się do recyklingu i rozkładać się będą nawet 300 lat.
Od kilku lat staram się małymi krokami minimalizować liczbę śmieci, które produkuję. Zakupy zawsze z torbami wielorazowymi albo zużywanie plastikowych do zniszczenia, minimalizacja zakupów pakowanych w plastik (co nie jest proste w Szwecji) lub kupowanie dużych opakowań – rzeczy dość oczywiste, podobnie jak gaszenie światła czy zakręcanie wody pod prysznicem. Nie dążę do bycia “zero waste”, ale zdecydowanie chcę być “less waste”. I dlatego od dłuższego czasu zastanawiałam się co mogę zrobić, by zmniejszyć liczbę moich śmieci w łazience. Rozwiązanie znalazłam już jakiś czas temu, ale minęło nieco czasu zanim zdecydowałam się po nie sięgnąć. Nazywa się kubeczek menstruacyjny.

 

Kubeczek menstruacyjny to niewielki pojemnik z silikonu medycznego, który w trakcie miesiączki umieszcza się w pochwie i opróżnia co kilka godzin. Silikon medyczny jest bardzo trwały, a jeśli dobrze dobierzemy rozmiar kubeczka praktycznie możemy się pożegnać z podpaskami i tamponami.

 

Dlaczego zdecydowałam się sięgnąć po kubeczek menstruacyjny?

Powód pierwszy opisałam powyżej – zależało mi na ograniczeniu śmieci i nie działaniu na szkodę środowiska. Jestem świadoma jak duży ślad pozostawia mój styl życia – latanie samolotem, życie w wysokorozwiniętym kraju etc., dlatego staram się małymi krokami poprawiać moje zachowania tam, gdzie mogę.
Samo zostawianie śmieci to jedno, ale proces produkcji tradycyjnych tamponów i podpasek to drugie. Nie wiem czy wiecie jak dużo chemikaliów używa się do produkcji bawełny do podpasek i tamponów? Że piękny biały kolor to działanie chloru? Że ani jedne ani drugie nie są sterylne? Im więcej o tym czytałam, tym bardziej byłam przerażona. Najpierw wyeliminowałam tampony – nie ma opcji, żeby coś takiego znalazło się wewnątrz mojego ciała, w jednym z najbardziej wrażliwych miejsc! Potem zaczęłam szukać podpasek “idealnych” – najbardziej popularna marka zniknęła u mnie niezależnie od wszystkiego, bo powodowała odparzenia. Wiele innych również potrafiło działać nieco alergicznie. Przez chwilę testowałam podpaski ekologiczne, ale są 3-4 razy droższe od zwykłych, a mniej chłonne, więc wydając więcej pieniędzy produkowałam jeszcze więcej śmieci. Mimo całej tej wiedzy minęło kilkanaście miesięcy zanim zdecydowałam się na zmianę.

 

Już w Szwecji zamówiłam Organic Cup – produkt skandynawski, tutaj nieco tańszy niż najbardziej znane marki kubeczków, dodatkowo wszystko (od kubeczek, przez woreczek do opakowania) jest pochodzenia organicznego, co nie jest jakimś ogromnym argumentem, ale zdecydowanie na plus był brak ulotki, a wszystkie informacje wypisane sprytnie na opakowaniu :)) Zdecydowałam się na rozmiar A, jako że jeszcze nie rodziłam (dodatkowo uprawiam sport, plus moje miesiączki nie są bardzo obfite). Są natomiast marki np. MeLuna, które mają większy wybór rozmiarów zależnych od powyższych czynników.
Kubeczki obecnie można ponoć dostać nawet w Rossmannie.

 

Początek nie był bardzo łatwy, a kiedy zobaczyłam kubeczek na żywo byłam nieco przestraszona rozmiarem (“I jak ja mam niby tego nie czuć?!”). Natomiast kiedy nauczyłam się jak go aplikować oraz jak wyjmować, stało się to proste i bardzo wygodne. Przyznam, że nie wyobrażam sobie całkowitego powrotu do podpasek, choć wiem, że może czasem będzie taka konieczność (o tym za chwilę). Przy pierwszych cyklach używałam wkładek lub dodatkowego zabezpieczenia w postaci podpaski na noc (niepotrzebnie, o tym też za chwilę), obecnie tradycyjne wkładki wymieniam na wielorazowe, które i tak są prawie niepotrzebne.

 

Zalety kubeczka menstruacyjnego

 

1. Jest szalenie wygodny – jak już wspomniałam wyżej, jest to bardzo wygodna metoda na przeżywanie miesiączki. Kubeczek można trzymać bez wyciągania do 8-12 godzin, choć ja osobiście wolę go opróżniać częściej. Z racji tego, że się “zasysa” przy wkładaniu nie grozi nam, że przez dostęp powietrza zaczną mnożyć się bakterie odpowiedzialne m.in. za nieprzyjemny zapach przy stosowaniu innych produktów.
Bez problemu można go także stosować w nocy – do tej pory (kilka miesięcy) jeszcze nie zdarzył mi się żaden wypadek, ale nawet jeśli by się przytrafił to jedna czy dwie noce z podpaską to i tak postęp :)
Dobrze zaaplikowany jest zupełnie niewyczuwalny i bez problemów można z nim uprawiać sport, w tym także pływanie, co dla mnie jest ogromnym plusem. W tamponach niby też można, ale raz, że z nich zrezygnowałam już kilka lat temu, a dwa, że trzeba je było wymieniać tuż po kąpieli z racji tego, że mogły nieco nasiąknąć wodą – na plaży nad Bałtykiem jest to bardzo problematyczne.

 

2. Jest higieniczny – oczywiście zachowując wszystkie zasady higienicznego postępowania ;) Tj. przed każdą aplikacją lub wyjęciem należy umyć lub zdezynfekować ręce. Kubeczek opróżniamy, najlepiej od razu umyć go wodą z mydłem, ale można też przetrzeć czystą chusteczką. Po każdym cyklu należy go wyparzyć lub nawet wygotować i przechowywać w dołączonym woreczku.
Tak jak wspomniałam wyżej, kubeczek się zasysa, zatem namnażanie bakterii przy kontakcie z powietrzem jest zminimalizowane. A jeśli nauczymy się dobrze aplikować i wymieniać w rozsądnych dla naszego ciała porach to nie przecieknie i nie pobrudzi bielizny.

 

3. Jest zdrowy i ekologiczny – o tym też już pisałam, ale warto powtórzyć. Moje ciało nie ma kontaktu z chemicznie bieloną bawełną, a średnie 30 podpasek co miesiąc zminimalizowałam prawie do zera. Skoro przy metodach ekologicznych jesteśmy, są także na rynku dostępne podpaski wielorazowe. Mnie jednak zupełnie nie przekonują jako podstawowa metoda do ochrony w te dni – po pierwsze są nieco większe od zwykłych, a zużyte trzeba nosić przy sobie zanim je wrzucimy do prania.
Natomiast jest to świetne rozwiązanie jako wsparcie dla kubeczka – skoro i tak jest prawie niepotrzebne to największy minus wielorazówek odpada, a daje szansę na całkowite wyeliminowanie śmieci. Zestaw kubeczek + wkładki wielorazowe (podpaski mini) jest godny polecenia.

 

4. Jest zawsze przy mnie – zaleta, o której się nie myśli, ale na którą wpadłam przypadkiem, kiedy moje ciało postanowiło mnie nieco zaskoczyć 3 dni wcześniej. Na ogół miałam zawsze przy sobie kosmetyczkę z kilkoma awaryjnymi podpaskami czy wkładkami, natomiast jeśli okazywało się, że będę ich potrzebować np. w trakcie wyjazdu na weekend, to i tak pierwszą rzeczą, którą musiałam zrobić było szukanie sklepu lub apteki. W przypadku kubeczka zawsze mam go w kosmetyczce, na ogół zawsze mogę użyć i nie muszę się martwić zakupami.

 

Wady kubeczka menstruacyjnego

 

1. Wymaga wprawy przy wkładaniu i wyciąganiu – najważniejsze to się rozluźnić i wypróbować kilka metod zwijania kubeczka. Należy się także upewnić, że dobrze się rozłożył, a przy wyjmowaniu spróbować go odessać i wyciągać nie za końcówkę, a za jego podstawę! Wszystko to sprawia, że kilka pierwszych aplikacji może nie być przyjemnych, ale im dłużej się go stosuje, tym jest lepiej.

 

2. Nie dla każdego – osoby stosujące spiralę antykoncepcyjną powinny uważać, bo podobno kubeczek zwiększa ryzyko przypadkowego jej wyciągnięcia. Dodatkowo bałabym się polecić go osobom, które jeszcze nie współżyły.

 

3. Wysoka cena przy zakupie – kosztuje od kilkudziesięciu do stu złotych, więc sporo jak na jednorazowy wydatek, który jeszcze może się Wam nie spodobać. Natomiast jego koszt zwraca się po kilkunastu miesiącach niekupowania podpasek i tamponów :)

 

4. Nie jestem przekonana, że to najlepsza metoda na każdą okazję – żyję w komfortowych warunkach, gdzie w każdej toalecie jest umywalka w kabinie, co sprawia, że przed każdą aplikacją kubeczek myję. Nie jestem pewna natomiast czy jest to dobra metoda np. w trakcie podróży, gdzie mamy ograniczony dostęp do wody. Zakładam, że to mogą być momenty, w których będę wolała jednak wrócić do bardziej powszechnych metod.

 

Podsumowując

Jestem bardzo zadowolona z tego wyboru i jedyne czego żałuje to zwlekania tak długo. Mam nadzieję, że nawet jeśli Was nie przekonałam to zasiałam pozytywne wątpliwości w Waszych głowach. Warto spróbować i warto się przekonać :)

A może już słyszałyście o tym rozwiązaniu i same stosujecie? Jestem ciekawa czy jest tutaj więcej fanek kubeczków!

Najbardziej znane marki kubeczków:

MeLuna

LadyCup

MoonCup

11 Replies to “Z okazji Dnia Kobiet – Organic Cup i rozmowy intymne”

  1. Widziałam je w Rossmannie, myślę nad tym, ale mam parę obaw. Na przykład jak wyjąć go w pracy, bałabym się nosić go te 8 godzin, musiałabym pewnie po 5 wyjąć, a w pracy nie czułabym się komfortowo. Więc mogłabym używać go po pracy i nocą. W zasadzie w dzień podpaski mi aż tak nie przeszkadzają, najgorzej w nocy. Teraz używam tamponów na noc, wiem, to zło, ale z samą podpaską budzę się kwadrans sprawdzając czy nie ma awarii ;) Na noc zaś chętnie bym używała. Ale jeszcze nie dojrzałam do zakupu, choć planuję w tym roku :)

    1. To była także jedna z moich obaw – najwygodniej się go aplikuje kucając, a wiem, że nie każdy ma takie warunki w pracy. Ja na szczęście zawsze trafiam do biur z dość wygodnymi łazienkami, umywalką tuż obok toalety, więc na razie to nie był problem.
      Czasem trzeba czasu, żeby się odważyć :)

  2. Jestem na etapie dojrzewania do zakupu kubeczka i… chyba się na niego skuszę! Mnie przekonuje szczególnie w trakcie podróży. W Azji miałam problem ze znalezieniem bawełnianych podpasek i często musiałam kupować takie, które mnie odpażaly, a to nie było fajne. Podczas trekkingu zawsze miałam problem z tym, co mam zrobić z brudnymi podpaskami, bo pod namiotem rozstawianym na dziko przecież nie ma koszy na śmieci… i wszystkie odpadki trzeba ze sobą nosić… boje się tylko, że dobiore nieodpowiedni rozmiar/kształt i ze 100 zł wyjdzie mi 300, zanim znajdę ten odpowiedni…. no ale nie przekonam się dopóki nie spróbuję 😊

    1. Z drugiej strony ja się boję trochę tym mniej komfortowych podróży, bo kubeczek warto co kilka godzin przepłukać, nie mówiąc o myciu rąk. No ale w takich warunkach to żadna opcja nie jest dobra, po prostu.
      Wbrew pozorom dobór nie jest taki trudny. Większość marek ma tylko dwie opcje, MeLuna ma trochę większy. Polecam poczytać oferty sklepów, poradniki rozmiarów etc.

  3. Oczywiście powinno tam być odparzaly… słownik w telefonie to zło!

  4. O kubeczkach wiem już od dobrych kilku lat, ale nigdy nie stosowałam, bo nie wyobrażam sobie, żeby w czasie tych bardzo bolesnych dla mnie dni coś we mnie siedziało – obojętnie, czy to tampon, czy kubeczek, więc podpaski górą. Te z siateczką mnie drażnią, więc tylko i wyłącznie bawełna.

    1. W moim przypadku różnicy nie ma, ale oczywiście – to tak indywidualny temat, że nie ma co się porównywać.

  5. Już jakiś czas temu chciałam go wypróbować, ale teraz mnie ostatecznie przekonałaś :) Przyznaję, miałam obawy, od zawsze używałam podpasek, ale niedawno kupiła go moja koleżanka i bardzo sobie chwaliła, a że staram się od jakiegoś czasu żyć bardziej eko, sięgnę po niego :)

    1. Zachęcam :) Ja przekonałam się prawie od razu, choć sama byłam pełna obaw.

  6. Powiem Ci, że ja jakoś się nie mogę nadal przekonać do kubeczków. Jakoś nie czuję tego i nadal jestem pełna obaw czy to na pewno jest tak dobrej jakości, czy jest odpowiednio sterylne i czy się nie uczulę.
    No i jak sobie z nim radzić np. będąc w centrum handlowym – wyjmuję, wylewam, wkłądam drugi. A ten pierwszy myję w zlewie, przy którym stoi 5 innych pań i patrzy jak spłukuję kubeczek w zlewie, żeby nie schować takiego cieknącego do woreczka. Dla mnie trochę “niesmaczne” niezależnie od tego jak bardzo normalny jest fakt, że te kobiety też mają okres.

    Z podpaskami i tamponami już wypracowałam sobie jakie, a plastiki i inne tworzywa momentami powodują u mnie reakcje skórne. Stąd moja główna obawa przed kubeczkiem.
    I tak np. u mnie nie wchodzą w grę żadne podpaski ani wkładki z zapachem, siateczką, uczulają mnie różne głupoty, których wcześniej o to nie podejrzewałam np. plasterki dla dzieci… Zawsze się to kończy swędzeniem, wysypką i w przypadku miejsc intymnych zawsze muszę udać się do ginekologa i kończę z przeróżnymi maściami i globulkami.

    Ale może jeszcze się przekonam kiedyś :)

    1. Nie każdego musi przekonać :) I oczywiście, jeśli ktoś jest uczulony na lateks i silikon to zdecydowanie nie będzie to rozwiązanie korzystne – nic na siłę.

      Akurat przykład z centrum handlowym dla mnie nie jest problematyczny – po pierwsze, rzadko kiedy bywam w CH więcej niż 5-6 h ;) Nawet z drogą w takie miejsce (na ogół z domu lub pracy) to maks. wychodzi 2-3h. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym musiała wymieniać tak szybko kubeczek, bo one są bardzo pojemne. Wymieniam częściej niż 8h, bo jednak wolę zachować jak największą higienę. Spokojnie da się to zaplanować np. wymienić tuż przed wyjściem. Po drugie, w razie sytuacji awaryjnej – kubeczek można przepłukać tylko wodą z butelki (ja mam przy sobie bardzo często, zwłaszcza na zakupach/w kinie/w teatrze) lub przetrzeć papierem. Jeśli zrobi się to tylko raz na jakiś czas to nie powinno w żaden sposób zaszkodzić naszej higienie.
      Ostatecznie, to może być ten przypadek, kiedy raz na jakiś czas kubeczek wymieni się na podpaskę – dla komfortu psychicznego. To, że można zminimalizować zwykłe środki do zera to jedna opcja, ale nie trzeba od razu iść w minimum. Czasem opcja “less” jest wystarczająco dobra – dla mnie taka była na początku :)

Dodaj komentarz