Wiza do USA – B1/B2 mieszkając za granicą?

 

W zeszły wtorek po 3 minutach rozmowy usłyszałam od amerykańskiego konsula: Thank you, visa approved. You should get your passport in a week. A dziś dostałam go do rąk własnych z promesą na 10 lat.

Choć artykułów i relacji jak zdobyć wizę do Stanów w internecie jest pełno, myślę, że są osoby zastanawiające się czy np. mogą ubiegać się o wizę mieszkając poza granicami Polski (short story: tak, można). Z tego powodu chcę się podzielić historią Polki, która proces wizowy odbyła w Sztokholmie.

 

W okół procesu wizowego do USA narosło wiele opowieści, natomiast praktycznie każda osoba, która wizę dostała zapewnia, że to nie takie straszne jak się powszechnie mówi. I zdecydowanie się z tym stwierdzeniem zgadzam :) Pierwsze doświadczenie miałam pośrednie, kilka lat temu, kiedy to L. potrzebował pozwolenia na wjazd do Stanów z powodu konferencji, na którą wysyłała go firma. Po 10 minutach od wejścia do konsulatu w Krakowie i po 2 minutach rozmowy wyszedł z podobnym uśmiechem do mojego. Ja jednak z nim jechać nie mogłam w tamtym czasie, więc decyzję o ubieganiu się o wizę odłożyłam.
W międzyczasie zaliczyliśmy mieszkanie w Warszawie oraz w Krakowie (czyli w tych dwóch miastach w Polsce, gdzie promesę można dostać), a ja dalej wniosku nie złożyłam. Powody są trzy: 1) Jako osoba urodzona w wolnej Polsce i podróżująca w zasadzie bez granic, czuję się niefajnie, że Polska jako jeden z nielicznych krajów Unii Europejskiej dalej nie należy do Visa Waiver Program. 2) Mimo wszystko sama bałam się odmowy, a opłata za rozpatrzenie wniosku nie jest niska. 3) Nie planowaliśmy podróży do Stanów (obecnie dalej nie planujemy, ale uznałam, że lepiej wizę w paszporcie mieć niż nie ;)).

 

Dlaczego Polacy potrzebują wizy do USA?

Na świecie obywatele tylko 38* państw nie potrzebują ubiegać się o wizę do Stanów w przypadku wyjazdów turystycznych, biznesowych i medycznych do 90 dni – jest to tzw. Visa Waiver Program. Żeby się do niego dostać współczynnik odrzuconych wniosków nie może być wyższy niż 3% – w przypadku Polski w roku 2014 było to ok 6% (cały czas spada, z 26% w 2006!). Na ten współczynnik wpływają różne czynniki – np. obecna polityka i stosunki międzynarodowe, ale także nieco arbitralne oceny urzędników.
*Plus Kanada, której obywatele zupełnie nie potrzebują wiz.

 

Jakie warunki trzeba spełniać, żeby dostać (lub nie) wizę?

Cały proces wizowy jest przeprowadzany tak dokładnie, dlatego żeby ocenić czy nie zamierzacie zostać w Stanach nielegalnie. Zarówno formularz wniosku oraz rozmowa z pracownikiem ambasady ma za zadanie ustalenie celu Waszej wizyty oraz więzi z miejscem zamieszkania, które są na tyle mocne, żebyście chcieli do nich wrócić.
Nieco obawiałam się procesu w Sztokholmie, z racji tego, że mieszkam tutaj niecałe 9 miesięcy. Oprócz pracy i wynajmu mieszkania niewiele mnie tutaj trzyma. Jak się jednak okazało – jest to wystarczający powód, żeby uważać, że ze Stanów wyjadę w terminie.
Dlatego jeśli mieszkacie w Polsce, gdzie macie rodzinę, pracujecie lub studiujecie, wynajmujecie lub posiadacie mieszkanie, nie byliście karani – jest spora szansa, że Wasz wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie.

Kto może mieć problemy z otrzymaniem wizy?

  • Osoby, które przebywały wcześniej w USA nielegalnie lub pracowały tam “na czarno”
  • Osoby, które mają tam nielegalnie przebywającą rodzinę
  • Osoby karane
  • Osoby, które we wniosku podadzą informacje, które urzędnikowi się nie spodobają

 

O jaką wizę się ubiegać?

Interesuje Was kategoria B.
B1 – dla osób wyjeżdżających w sprawach biznesowych.
B1/B2 – biznesowa & turystyczna.
B2 – turystyczna lub sprawy medyczne.
Ja wnioskowałam o kategorię środkową – jako powód podałam wakacje, ale z racji mojego zawodu w Stanach odbywa się większość najciekawszych i najbardziej prestiżowych konferencji. Gdyby urzędnik spytał mnie o powód dlaczego wiza łączona, właśnie to bym mu odpowiedziała ;)

 

Jak przebiega proces?

1. Złożenie dokumentów – proces zaczyna się od wysłania słynnego wniosku DS-160 przez internet. Wypełnienie wniosku zajmuje nieco czasu (choć mniej niż myślałam), i podajecie w nim dane osobowe, informacje dotyczące Waszej sytuacji (zatrudnienie, pensja etc.), szczegóły wyjazdu oraz serię pytań o to czy jesteście terrorystami lub prostytutkami. Tutaj znajdziecie dokładną instrukcję w razie wątpliwości.
Najwięcej wątpliwości pojawia się przy pytaniach o datę potencjalnego przyjazdu, miejsce przyjazdu, adres i nr kontaktowy do miejsca, w którym będzie Cię można znaleźć. Warto pamiętać, że daty są tylko przybliżone, a miejscem gdzie Cię można zastać jest też hotel. Nie musicie (a zupełnie nie należy niczego opłacać) planować wyjazdu przed ubieganiem się o wizę.
Mnie najbardziej ciągnie na północny-zachód Stanów, więc podałam hotel w Seattle, w którym zatrzymał się L. kilka lat temu. To czy tam się kiedykolwiek pojawię to inna kwestia.

 

Do wniosku należy dołączyć także zdjęcie w wersji elektronicznej w odpowiednim formacie. Zarówno zdjęcie L., jak i moje robiliśmy samodzielnie w domu. Należy dokładnie przeczytać instrukcję, wybrać jasne tło, potem kilka minut w programie graficznym i gotowe.
Na wizytę należy zabrać potwierdzenie złożenia DS-160, więc od razu wydrukujcie.

 

Porada: wniosek należy zapisywać w trakcie! W moim przypadku nie było to potrzebne, ale zawsze lepiej nie musieć zaczynać od zera.

 

2. Opłata, umówienie wizyty i potrzebne dokumenty
Po złożeniu wniosku trzeba wnieść opłatę za jego rozpatrzenie – od kilku lat wynosi ona $160. W przypadku ambasady USA w Szwecji, opłatę wnosi się w trakcie umawiania wizyty – 2 minuty i przelew wysłany.
Następnie wybieramy odpowiadający nam termin i czekamy na wizytę. Na potwierdzeniu umówienia wizyty znajdują się informacje o potrzebnych dokumentach – sprawdźcie je dwa razy i pamiętajcie, że lepiej mieć za dużo niż za mało.

 

W przypadku Sztokholmu najbliższy możliwy termin był w odstępie 2 dni – wniosek wypełniałam w niedzielę, a we wtorek mogłam się już umówić na wizytę. Na moje szczęście akurat nie mogłam w ten dzień, więc wybrałam termin na kolejny tydzień. Piszę o szczęściu dlatego, że dopiero po umówieniu wizyty sprawdziłam co potrzebuję zabrać ze sobą do ambasady. I w przypadku wizyty w Szwecji wymagane było wydrukowane zdjęcie oraz wypis ze spisu ludności z miejscowego Urzędu Skarbowego, który mogłam zamówić przez internet, ale dostarczenie pocztą zajęło 2 dni.

 

Niezależnie od kraju, w którym ubiegasz się o wizę potrzebne będą:
– Paszport (ważny przynajmniej 6 miesięcy ponad planowaną wizytę)
– Potwierdzenie wysłania formularza DS-160
– Zdjęcie, o ile nie jest wgrane do wniosku (ja zabrać “musiałam”, ale okazało się niepotrzebne)
W przypadku wizyty w Polsce należy zabrać ze sobą także potwierdzenie umówienia wizyty.
W Szwecji nie było wymagane, natomiast musiałam zabrać wypis ze spisu ludności (tzw. personbevis) oraz szwedzki “dowód”, czyli kartę potwierdzającą, że tu mieszkam.

 

3. Wizyta w ambasadzie/konsulacie
Przychodzi dzień umówionej wizyty i ta najbardziej stresująca część. Będąc po wszystkim mogę powiedzieć, że najbardziej stresujące w tym wszystkim jest… czekanie ;)
Do ambasady lub konsulatu nie można wejść “o tak” – trzeba mieć powód oraz przejść kontrolę bezpieczeństwa.
Moja wizyta była umówiona na 8:30. Pod ambasadą byliśmy z L. koło 8:15, a kolejka już stała. Przesuwała się dość wolno, zwłaszcza, że proszono ludzi osobno (w przypadku rodzin całe rodziny) – należało przedstawić dokument tożsamości, otworzyć torbę jeśli się jakąś posiadało, wyłączyć telefon. A na końcu ściągnąć odzież wierzchnią (tak, na dworze, były 2 stopnie i padał śnieg) oraz pokazać podeszwy butów.
Dotarcie do strażników zajęło mi ok 45 minut… Całe szczęście, że w Sztokholmie jest zewnętrzna poczekalnia, która nieco osłania od wiatru.
Do ambasady nie wolno wnosić ze sobą elektroniki, dużych toreb, walizek, narzędzi, broni, etc. W przypadku ambasady w Sztokholmie można u strażników zostawić drobne przedmioty np. telefon. Natomiast byłam mocno zdziwiona, bo ludzie byli wpuszczani z plecakami czy normalnymi torbami do środka i tak. Również bez problemu wnosili napoje.
Ja zaraz po wejściu zaczęłam żałować, że nie wzięłam książki, ponieważ zastałam pełną poczekalnię.
Pierwszym krokiem było oddanie dokumentów w specjalnym okienku – urzędnik sprawdzał paszport, DS-160 oraz zdjęcia (papierowe dostałam z powrotem). Następnie po kolejnych 45 minutach oczekiwania zostałam wezwana do okienka, gdzie spędziłam jakieś 2-3 minuty – pobranie odcisków palców i kilka pytań.

 

W śród pytań, które zostały mi zadanie były:
– Dlaczego chcę jechać do Stanów?
– Gdzie?
– Z kim?
– Dlaczego mieszkam w Szwecji?
– Jak nazywa się moja firma?
– Czym się dokładnie zajmuję (zupełnie wystarczające było “Pracuję w IT”)?
– Czy to mój pierwszy wyjazd do USA?
– Czy ciężko mi było tutaj znaleźć pracę?

 

Większość tych pytań potwierdzała informacje, które już wpisałam we wniosku.
Nie musiałam pokazywać żadnych dodatkowych dokumentów (umowy o pracę, wyciągu z konta, umowy najmu mieszkania etc.). Po chwili usłyszałam, że wniosek zaaprobowany i paszport dostanę do domu – w Szwecji bez dodatkowych opłat został dostarczony pod mój domowy adres.

 

Z dodatkowych ciekawostek: w ambasadzie byłam we wtorek, w czwartek dostałam maila, że paszport wysłany (miejscową pocztą). W piątek link do wyboru opcji dostawy – albo tego samego dnia w sortowni, albo za 1-2 dni w punkcie pocztowym albo kolejnego dnia roboczego (lub w dniach następnych) popołudniu/wieczorem w domu. W zasadzie po 3 dniach od wizyty mogłam paszport mieć ponownie w ręku, a biorąc pod uwagę, że zgłaszając się w niedzielę najbliższym terminem był wtorek – cały proces od zgłoszenia do odbioru paszportu mógłby zająć optymistycznie 5 dni.

 

Co dalej?

Tak jak napisałam na początku – nie wiem czy i kiedy wybierzemy się do Stanów. Jednak biorąc pod uwagę, że L. promesę wizową ma i czasem podejmujemy spontaniczne decyzje to przynajmniej jedna formalność mniej będzie nas blokować przed zakupem okazyjnych biletów do Nowego Jorku, San Diego czy na Alaskę.
Warto jednak pamiętać, że w paszporcie znajduje się tylko promesa wizowa – oznacza to, że ostateczną decyzję o wpuszczeniu do kraju podejmie dopiero osoba sprawdzająca nasz paszport i przeprowadzająca krótki wywiad na granicy, już po wylądowaniu w Ameryce.

 

 

Zdjęcie w nagłówku pochodzi ze strony https://burst.shopify.com/photos/american-passport

13 Replies to “Wiza do USA – B1/B2 mieszkając za granicą?”

  1. Ciekawi mnie czy ktoś przyzna się, że para się prostytucją, czy planuje zamach i zaznaczy to we wniosku? :)
    To teraz możecie pojechać w fajne miejsca, fajnie,.że obyło się bez problemów :)

    1. Dokładnie :D Tak, jestem dilerem, przemycam ludzi i w domu bawię się dynamitem.

      Zobaczymy co nam wpadnie do głowy :)

  2. Dzięki za ten post! Marzą nam się Stany i teraz wiem, co i jak, krótko i na temat :) W necie jest taka masa sprzecznych opinii, że szkoda gadać, a teraz już ogarnę temat :)

    1. Pamiętaj tylko, żeby sprawdzić szczegóły dla ambasady/konsulatu, do którego się będziesz wybierać :)

  3. “informacje, które urzędnikowi się nie spodobają” – myślę, że to właśnie jest przyczyną tych wszystkich mitów na temat załatwienia wizy do USA. Bo jak to rozumieć? Jak urzędnik ma humor, to mu się mój wniosek spodoba, a jak nie ma, to nie? Bez sensu.

    1. W tę kategorię mogą wchodzić odpowiedzi z wniosku (np. tak, jestem przemytnikiem broni – choć nie wierzę, że ktokolwiek się przyzna), ale również – mimo wszystkich procedur i próby robienia tego jak najbardziej obiektywnie, czynnik ludzki zawsze dodaje subiektywną ocenę. Dyskutowaliśmy o tym z L., bo trafiłam do okienka do osoby w moim wieku – kogoś, komu chyba łatwiej zrozumieć zainteresowanie światem i chęć podróży. Jestem ciekawa czy odpowiedź byłaby inna, gdybym trafiła do kogoś innego.
      Liczby pokazują, że jest coraz lepiej. Mam też wrażenie, że i dla Polaków Stany to już nie taka ‘ziemia obiecana’ i wolą emigrować do krajów europejskich niż zostawać w USA nielegalnie. Ale głęboko liczę, że kolejnej wizy już nie będę musiała wyrabiać, bo będziemy traktowani na równi np. z Czechami.

  4. Ja też nie miałam problemu z otrzymaniem wizy. Trochę się obawiałam, bo wyrabiałam ją w tym samym czasie dla siebie i córki, ale wystarczyło powiedzieć “chcę zwiedzać” i nikt już mnie o nic dalej nie pytał :)
    Nigdy się nie zastanawiałam jak wyrobić wizę za granicą, ale uwagi jak najbardziej cenne w razie co :)

    1. Słyszałam wiele teorii – że rodziny z dziećmi są mniejszym ryzykiem (rodzice są mniej skłonni do nielegalnych czynów), podobnie jak bycie z IT pomaga (jako że pracę w IT nie jest trudno w USA dostać, więc nie ma po co ryzykować bycia tam na czarno), ale ile w tym prawdy to cholera wie.
      Ważne, że nie jest tak strasznie jak się powszechnie uważa :)

  5. Bardzo sie ciesze, ze trafilam na Twoj wpis! :) Od 3 lat mieszkam w Hiszpanii, ale myslalam, ze o wize do USA musze starac sie w Polsce.

  6. Oooo super, my w tym roku znowu wracamy do USA:)

    1. Super! Będę czekać na wpisy! Mnie Stany nigdy jakoś szalenie nie kręciły (bardziej robi to Kanada), ale kiedyś pojechać bym chciała :)

  7. Hej! Też mieszkam w Sztokholmie i też chciałabym ubiegać się tutaj o wizę do USA. W sierpniu lecę na wymianę do Kanady, więc chciałabym w wolnej chwili “wyskoczyć” do ich sąsiadów. Powinnam wtedy starać się o B1/B2, prawda? Chociaż zastanawiam się czy mam szansę, czy warto… Rozumiem, że 160$ to kwota, która nie jest zwrotna… Jestem studentką i nie pracuję w Szwecji, co pewnie może stanowić problem.

    1. Tak, B1/B2, a może nawet samo B2 w Twoim przypadku. B1 to służbowa, a jako studentka możesz mieć problem z argumentacją, gdyby spytali dlaczego B1 i B2 na raz – co prawda najczęściej dostaje się obie jednocześnie, ale może nie warto dawać im podstaw do wątpliwości.
      Zgadza się, 160 USD to opłata bezzwrotna, za rozpatrzenie wniosku.

      Ciężko jest mi cokolwiek doradzić – z jednej strony jesteś związana ze Szwecją i Europą studiami, ale z drugiej, jeśli nie trzyma Cię tutaj nic więcej to możesz być dla nich w grupie ryzyka (szczególnie, że jeśli wspomnisz o wymianie do Kanady – uszczypliwy urzędnik może to potraktować jako brak więzi). Niestety, proces wizowy jest bardzo uznaniowy :(
      Chyba najważniejszym pytaniem jest, jak bardzo by Cię zabolała strata tych 160 USD? Jeśli jest to dla Ciebie spora kwota to nie wiem czy bym ryzykowała. Jeśli strata do przeżycia to może warto spróbować.

Dodaj komentarz