Wegańskie burgery z buraka i cieciorki

Mięso było dla mnie zawsze dość naturalnym wyborem w menu, choć czasem przychodziły okresy kiedy miałam go dość i unikałam za wszelką cenę. Potem jednak przychodził dzień kiedy marzyłam o dobrym burgerze wołowym i wszystko wracało “do normy”, by potem znów potrzebować odpocząć. Cały czas jednak powtarzałam, że nie mogę być wegetarianką, bo ciężko by mi było funkcjonować bez mięsa, a te wszystkie ciecierzyce, soczewice i cała reszta zupełnie mi nie smakują. Do czasu.

Powód niesmakowania okazał się prosty, taki jak w wielu innych przypadkach – po prostu nie miałam okazji spróbować dobrze przygotowanej potrawy. Od momentu kiedy stwierdziłam, że hummus jest smaczny, a kotlety z cieciorki lub kaszy to naprawdę dobry pomysł na obiad, moja dieta zaczęła ewoluować w kierunku roślinnej. Obecnie na mój sposób odżywiania się używa się ładnego określenia: “fleksitarianizm”, ja jednak nie przywiązuję się do żadnych nazw i kiedy znajomi pytają się czy zostałam wege (myślę, że masowe lajkowanie stron z wege przepisami mogło im coś zasugerować ;)) odpowiadam, że nie, ale jeśli mogę to nie jem mięsa. Tak samo, jeśli mogę to nie jem nabiału. Planując domowy jadłospis szukam przepisów wegańskich, czasem robię dwie wersje obiadu – mięsną dla mojego męża, wegańską dla mnie, a w restauracjach szukam zawsze opcji wege. Nie piję mleka, nie jem sera ani twarogu, smażę na oleju kokosowym (podobnie jak zabielam mlekiem kokosowym), ale nie jest dla mnie tragedią, kiedy na proszonym obiedzie dostanę rosół lub kawę z krowim mlekiem.
Uważam, że jesteśmy odpowiedzialni za naszą planetę i wszystko co na niej żyje. Tak jak nie śmiecę, segreguję, jeżdżę rowerem i zakręcam wodę, gdy myję zęby, tak też staram się by jedzenie, które kupuję było jak najmniejszym obciążeniem dla Ziemi. Chciałabym też, żeby było jak najzdrowsze dla mnie i nie oznaczało wykorzystywania lub śmierci innego stworzenia, żeby na moim talerzu znalazł się schabowy albo kawałek sernika. Nie chcę tutaj wrzucać masakrycznych filmików, zdjęć czy statystyk – decyzja o rezygnacji z mięsa czy nabiału powinna być osobista. Ja jedynie mogę Was nakłonić do tego, żebyście się nad tym zastanowili – jeśli jecie mięso 7 dni w tygodniu to może spróbujcie zrezygnować z niego na 1 lub 2 dni? Dla Was to będzie 1 dzień, ale w skali całego świata taki zwyczaj mógłby zmniejszyć zapotrzebowanie na mięso o 15%! Jeśli nie jesteście przekonani to wybierzcie się do dobrej wegańskiej knajpki, bo burgery roślinne przekonują nawet takich mięsożerców jak mój mąż :) A może skusicie się na przygotowanie takiego burgera w domu? Zachęcam, bo są rewelacyjne – tak dobre, że nadmiar kotletów zjedliśmy następnego dnia na śniadanie :D

 

 

Składniki na 8-10 niedużych sztuk (bazowałam na przepisie stąd):
  • szklanka suchej cieciorki (lub puszka już ugotowanej)
  • 1 duży burak
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki ziaren słonecznika
  • płaska łyżka mielonego siemienia lnianego
  • łyżeczka kuminu (mielonego)
  • łyżeczka kurkumy
  • łyżka masła orzechowego
  • 2 płaskie łyżki mąki

 

1. Jeżeli używacie suchej cieciorki to należy ją namoczyć przez noc, a następnie przepłukać i gotować ok 45-60 minut. Cieciorkę z puszki wystarczy przepłukać.
2. Następnie ciecierzycę blendujemy na gładką masę.
3. Buraka obieramy i ścieramy na tarce o drobnych oczkach, odlewamy wodę.
4. Łączymy startego buraka z cieciorką i pozostałymi składnikami (czosnek przeciskamy przez praskę, a ziarna możemy zmielić) i wyrabiamy jednolitą masę. Formujemy kotlety, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy w 180 stopniach przez ok 35-45 minut. Kotlety można również usmażyć na patelni, po kilka minut z każdej strony.
5. Do naszych burgerów włożyłam roszponkę, pomidory, czerwoną cebulę oraz kiełki rzodkiewki. Nie zapomnijcie o ulubionym sosie – ja bardzo lubię te bazujące na musztardzie.

One Reply to “Wegańskie burgery z buraka i cieciorki”

  1. Komentarz testowy :)

Dodaj komentarz