styczniowa piątka

Co składa się na Waszą codzienność? Ile drobnych rzeczy każdego dnia trafia w Wasze ręce, ile codziennie wykonujecie czynności? Co sprawia, że miło Wam wracać do domu, że tydzień pracy to nie tylko dom-praca-dom-praca?
Sama kiedy podliczę ile czasu każdego dnia przeznaczam na przygotowanie posiłków, dojazd do biura, pracę, powrót do domu, codzienne obowiązki to widzę, że wolnego zostaje mi niewiele (a jeszcze nie mam dzieci!), ale staram się ten czas wykorzystywać mądrze, dla siebie, na rzeczy, które naprawdę sprawią, że odpocznę i będę zadowolona.
Czasem będzie to serial, czasem książka, maseczka na twarz czy zakupy z elementami dekoracji wnętrz albo dobra herbata – takie umilacze. I o tych umilaczach chciałabym też czasem napisać.

Styczniowa lista:

1. “Ostatnia królowa” C.W. Gortner – poświąteczne zakupy i promocja “3za2” w Matrasie. Dwie książki mam, trzecią wybieram na chybił trafił, bo stała tuż obok książek Philippy Gregory. Początkowo myślałam, że do listy umilaczy dodam “Żelazne damy”, ale po kilku stronach przepadam i wciągam się w historię Joanny Kastylijskiej, znanej przede wszystkim jako Joanna Szalona. Przyznam, że z historii byłam średnia – po prostu mało co mnie interesowało. Suche fakty, ciągłe walki i podboje, ale jest jeden okres historyczny, który uwielbiam i jest nim XV i XVI wiek. Książki o Tudorach pochłaniam od razu, a od tego roku dołączą do nich książki opisujące hiszpańską rodzinę królewską z tamtych czasów. Suchą historię Joanny można znaleźć na Wikipedii, w książce pokazana jest w zupełnie inny sposób. Wielka miłość, wielka namiętność, spiski i ciągłe konfrontacje – autor podaje nieco inną wizję życia władczyni. Nie wiem jak dużo jest prawdy w książce, a jak wiele dopowiedzianych fragmentów (w końcu to powieść), ale po raz kolejny okazało się, że najlepsze historie o księżniczkach, miłości czy władzy potrafi napisać życie


2. Film “Praktykant” z Robertem De Niro i Anne Hathaway – od dawna chciałam go zobaczyć, ale czekał w kolejce. W końcu namówiłam L., że skoro mamy chwilę czasu wieczorem to możemy coś obejrzeć. Mój mąż z pewnym oporem się zgodził na film komediowy, ale bardzo szybko się do niego przekonał. Już dawno nie widziałam tak fajnego i ciepłego filmu (chyba ostatni byli “Nietykalni”), który bawi, ale też potrafi rozczulić. Film nie jest idealny – np. jest kilka wątków, które zostały nierozwiązane, ale to raczej marginalne kwestie. Zdecydowanie polecam na długi, zimowy wieczór :)3. Plakaty Ryszarda Kai – urządzanie nowego mieszkania to jeden z moich ulubionych momentów przy przeprowadzce. Kiedy wszystkie pudła są już rozpakowane można się zabrać za stworzenie miejsca, które będzie ładne i komfortowe. W Krakowie mam na to sporo miejsca, bo mieszkanie jest znacznie większe niż dwa wcześniejsze, a i z racji białych ścian, których za bardzo nie możemy pomalować, postanowiłam się skupić na elementach do zawieszenia lub postawienia. Podstawą są u nas zdjęcia, ale szukałam również czegoś nietypowego, co się wybije z modnych “skandynawskich” wzorów lub wszelakiego liternictwa. W końcu trafiłam na prace Ryszarda Kai, a jego “Tatry” wiszą w naszej kuchni.

4. Kremy Sylveco – w czasach kiedy firmy kosmetyczne zalewają nas swoimi produktami wcale nie jest łatwiej znaleźć dobry produkt. A przynajmniej, kiedy posiada się wrażliwą cerę z problemami, a jeden zły składnik nowego produktu powoduje powstawanie nieprzyjemnych zmian. Nie wiem ile kremów i toników oddałam mamie i siostrze, z iloma kosmetyczkami i dermatologami rozmawiałam o polecanych kremach. Na szczęście w końcu trafiłam na markę Sylveco, dzięki której mam zestaw kremów idealnych do mojej cery. Mój faworyt to lekki krem nagietkowy, ale w zimie na noc używam również wersji z betuliną. Nie obciążają mojej skóry ani portfela, a ja polubiłam codzienne używanie kremów.

5. KeepCup – jestem coffeefreakiem, chociaż zdecydowanie wystarcza mi jedna filiżanka aromatycznego napoju dziennie, a bywają dni, że kawy nie piję wcale. Bywają też poranki, że chemex za późno kończy swoje kapanie, a ja mam taką ochotę na kawę, a nie tylko na dwa łyki! Do tej pory ratowały mnie termo kubki – stalowo-szare, rozlewające się, wcale nie takie termo i mało atrakcyjne. Ale już nigdy więcej – szklany KeepCup, z korkowym paskiem stał się moim ulubionym kubkiem. Zabieram w nim nie tylko kawę, ale także koktajl na drugie śniadanie do pracy. Tak tak, to gadżet, nie jest najpraktyczniejszym kubkiem na świecie, ale za to jaki ładny!

4 Replies to “styczniowa piątka”

  1. Obejrzałam Praktykanta pod wpływem doskonałych opinii znajomych i dałam mu 6, w tym punkcik za grę De Niro. Zbyt amerykańsko-bajkowy jak dla mnie… pracowałam w takim dokładnie startupie i w niczym nie przypominało to filmu niestety;)

    1. To właśnie się kryje u mnie pod hasłem "nieidealności" filmu ;) Ale mi to akurat aż tak bardzo nie przeszkadzało. Co widz to inna opinia :)

  2. Te plakaty są super! Omawialiśmy twórczość Ryszarda na podstawach grafiki i powiem szczerze, że byłam zachwycona :)

  3. Ja mam ostatnio szczęście do termokubków; jeden wygrałam pod koniec roku, i się z nim nie rozstaję, a kolejny dostałam w środę po warsztatach :) A że poranek bez herbatki do autka jest złym porankiem, to nie narzekam ;)

    "Praktykanta" wciągnęłam na listę :)

Dodaj komentarz