róże karnawałowe

 

Tłusty czwartek to jedno z moich ulubionych świąt i jest tak odkąd pamiętam. Jestem wielką fanką pączków, jednak sięgam po nie rzadko (zgodnie z zasadą, że jesteś tym, co jesz – wolę pączusiem nie być ;)). Pamiętam jak czasem wracając z przedszkola babcia dawała się namówić i ze smakiem zajadałam się pączkiem z dziurką, bo w przeciwieństwie do wielu osób wolałam pączkowe ciasto pokryte lukrem lub cukrem pudrem niż nadzienie. Zmieniło się to w czasach szkolnych, kiedy w bufecie były pączki z odrobiną konfitury malinowej i bitą śmietaną – najlepsze pączki na świecie! I chociaż nie było ich w ostatni czwartek karnawału, to i tak co roku czekałam na ten dzień. Na pyszne pączki (sztuk kilka) oraz na faworki, czyli kolejną tłustą miłość. W tych samych czasach co pączki z dziurką, co roku pomagałam mamie przygotowywać górę faworków, z których większość mama zabierała potem do pracy – oczywiście ku mojej rozpaczy. Obiecywałam sobie wtedy, że jak będę duża to nasmażę tyle faworków, ile tylko będę chciała. I faktycznie staram się trzymać tego założenia, z tym, że mój rozsądek podpowiada mi, że chcę ich mniej niż te 18 lat temu ;) Ostatnio postanowiłam wykorzystać czas na przygotowanie chrustu – myśląc o tym zaszyłam się w kuchni i nasmażyłam całą górę faworków, wśród nich znalazło się kilka róż karnawałowych. Tylko kilka, bo są bardziej pracochłonne na etapie formowania każdej sztuki. Jednak ciasto robi się dokładnie tak samo, więc może Wy się skusicie na przygotowanie efektownych kwiatków na Tłusty czwartek?

 

 

Składniki:

– 2 i 2/3 szklanki mąki
– 5 żółtek
– 7 czubatych łyżek gęstej śmietany
– łyżeczka cukru
– niecała łyżeczka soli
– 1,5 łyżki octu lub spirytusu
– tłuszcz do smażenia (3-4 kostki smalcu lub podobna objętość oleju kokosowego, jak dla mnie to najlepsze tłuszcze do smażenia)

1. Mąkę mieszamy z cukrem i solą. Następnie dodajemy żółtka, śmietanę i ocet/spirytus. Zagniatamy ciasto na gładką, elastyczną masę.
2. Obwiązujemy folią i odstawiamy na pół godziny w temperaturze pokojowej.
3. Po tym czasie w ciasto wybijamy wałkiem, rozwałkowujemy, składamy na pół, wybijamy ponownie itd. przez ok 20-30 minut. Spowoduje to, że do ciasta wtłoczymy powietrze, a nasze wypieki będą miały charakterystyczne bąbelki.
4. Chowamy ciasto owinięte folią na pół godziny do lodówki.
5. Rozwałkowujemy cienko i formujemy róże – do tego potrzebne nam będą kubki i szklanki w 3-4 rozmiarach, tak by wyciąć 3-4 różne okręgi. Nacinamy z kilku stron w celu utworzenia płatków, jednak zostawiając na środku nienaruszony fragment – jakoś trzeba będzie skleić :) Układamy okręgi od największego do najmniejszego, jeden na drugim i przyciskamy na środku, żeby róża się zlepiła.
6. Smażymy na gorącym tłuszczu (ok 175 stopni, jeśli nie macie termometru wrzućcie kawałek ciasta i zobaczcie jak szybko się rumieni) wkładając róże najmniejszym okręgiem do dołu. Smażymy z obu stron na złoty kolor, a po wyciągnięciu odsączamy na papierze śniadaniowym lub ręczniku kuchennym.
7. Róże dekorujemy odrobiną konfitury (najlepiej wiśniowej) na samym czubku i obsypując cukrem pudrem.

5 Replies to “róże karnawałowe”

  1. Szkoda, że sesja akurat przypadła teraz, bo z chęcią bym upiekła. A tak… egzamin goni egzamin :(

  2. Wygląda pięknie! U mnie niestety nigdy nie smażyło się pączków, zawsze zdawaliśmy się na te kupne. W tym roku przeszło mi przez myśl, żeby usmażyć domowe pączki, ale niestety choroba pokrzyżowała mi trochę plany, więc znów musimy zadowolić się tymi z pobliskiej piekarni.

  3. Mimo, że jestem na słodyczowym odwyku (domagał się tego mój żołądek), to taką różę chętnie bym zjadła. Ale domową, nie kupną. A tak… Kupny pączek z adwokatem i 5 faworków – może żołądek przy święcie się nie pogniewa.

  4. Jadłam dzisiaj tylko jednego pączka, bo jutro jadę do domu i mam nadzieję, że załapię się na takie domowe :D Ale mi narobiłaś smaku tym pięknym zdjęciem;)

  5. Mniam :) Aż ślinka leci :)

Dodaj komentarz