Nowy Jork #1 – organizacja wyjazdu i praktyczne informacje

 

Nowy Jork. Miasto, które nigdy nie śpi. Miasto marzeń wielu, pierwszy krok do American Dream. Miasto gwiazd, bankierów, Carrie Bradshaw; miasto, w którym zgubił się Kevin, a Holly Golightly jadła słynne śniadanie u Tiffany’ego. To także kierunek naszego ostatniego wyjazdu, o którym dzisiaj zamierzam nieco napisać.
Planując tegoroczne wakacje mieliśmy kilka mniejszych i większych pomysłów w głowach. Ostatecznie chęć powrotu pod żagle wygrała, więc postanowiliśmy spędzić 2 letnie tygodnie gdzieś w Europie i zostawić sobie tydzień na jesień, by móc uciec na chwilę od listopadowej rzeczywistości. Nie mieliśmy wybranego konkretnego kierunku, może polecane przez wielu Kanary, a jeśli poza Europę to raczej lotem bezpośrednim ze Sztokholmu lub z krótką przesiadką, żeby nie marnować zbyt dużo czasu na przelot. Aż pewnego wiosennego dnia zobaczyłam ofertę na loty poniżej 900 zł do Toronto – niestety, z przesiadkami, i samo Toronto nie brzmi aż tak kusząco jak wiele innych miast w Kanadzie. Zaczęłam jednak szperać i okazało się, że różne skandynawskie linie lotnicze mają równie dobre oferty na kilku trasach do Stanów. Po krótkich rozważaniach wybraliśmy opcję bez przesiadek – Nowy Jork!
Choć Stany nie są dla mnie ziemią obiecaną, to jest kilka miejsc, które chciałabym i tam zobaczyć. Jednym z nich był właśnie Nowy Jork, i z taką też myślą udałam się po promesę wizową na początku tego roku – gdyby akurat nas naszło, to by móc swobodnie planować wyjazd. I kilka miesięcy później faktycznie tak się stało.

 

 

 

 

 

Jak dotrzeć?

Najprościej i najszybciej – samolotem. Obecnie do Stanów lata większość popularnych, europejskich linii lotniczych, więc wybór terminu i miejsca wylotu nie powinien być sprawą skomplikowaną. Nie wiem jaka opcja będzie najlepsza z Polski, być może Lufthansa – kilkoro znajomych odwiedzających Stany leciała właśnie z nimi. Nie warto jednak się nastawiać na konkretną linię, za to warto korzystać z wyszukiwarek lotów.
My ostatecznie zdecydowaliśmy się lecieć z Norwegianem. W podobnej cenie w tym samym czasie były loty np. SAS do Kalifornii. Przewagą Norwegiana było, jak już wspomniałam, bezpośrednie połączenie ze Sztokholmu, dzięki któremu w 8h (lub nieco ponad 7h w drodze powrotnej) znaleźliśmy się 6 tys. kilometrów dalej.
Minusem takiego wyboru – fakt, że Norwegian to low cost, więc w najtańszej taryfie nie ma nic poza samym przelotem. Jeśli chcemy wybrać sobie miejsce, mieć zapewniony posiłek na pokładzie czy nadać bagaż, trzeba dopłacić. My zdecydowaliśmy się dokupić pakiet usług na lot do Nowego Jorku, przede wszystkim ze względu na posiłek. Lecieliśmy w piątek popołudniu/wieczorem, więc miło było nie musieć martwić się o kolację (oraz drugi posiłek przed lądowaniem). W stronę powrotną wykupiliśmy tylko miejsca – wylot był o 22:30, przylot po 7h, więc całość przespaliśmy i nie było okazji do jedzenia.
Zbędny okazał się dla nas także bagaż nadawany, bo bez problemu spakowaliśmy się do podręcznego.

 

Kiedy lecieć?

Ważnym wyborem przy planowaniu wizyty w Nowym Jorku jest pora roku. W naszym przypadku dość losowo wypadł listopad, bo wtedy planowaliśmy wakacje. Warto jednak wspomnieć, że sezon w Nowym Jorku jest przez cały rok. Największą popularność osiąga między majem a październikiem, w trakcie ciepłej pory na półkuli północnej, czyli wtedy kiedy podróżuje większość turystów. Kolejnym szczytem jest grudzień, zwłaszcza okres świąteczno-noworoczny.
Wychodzi na to, że najspokojniejsze miesiące to listopad, luty oraz marzec. Trzeba pamiętać, że na początku listopada odbywa się słynny maraton nowojorski, wtedy może być trudniej o rezerwację noclegów. W listopadzie wypada także Święto Dziękczynienia. W lutym i marcu podobno potrafi być naprawdę zimno i wietrznie. Kiedy lecieć najlepiej to kwestia indywidualna – ja na pewno nie zdecydowałabym się na podróż w środku lata, bo słynne nowojorskie upały przy wysokiej wilgotności zupełnie mnie nie zachęcają.

 

Jak było w listopadzie? Zimniej niż się spodziewaliśmy – kupując bilety oraz sprawdzając prognozy kilka dni przed wylotem widzieliśmy pogodę raczej jesienną. W dniu przylotu przyszło jednak ochłodzenie, a ja cieszyłam się z zabrania kurtki zimowej. Szczególnie jednego popołudnia, kiedy zaczął padać śnieg, a termometry pokazały -2 stopnie Celsjusza. Największym minusem, o którym nie pomyśleliśmy przed kupnem biletów, był fakt, że koło 16:30 był zachód słońca, więc po 17 było już ciemno. Co prawda mój jet lag budził nas przed wschodem, więc wieczory i tak kończyliśmy szybko, ale jeśli ktoś chce wykorzystać dzień maksymalnie to w listopadzie będzie miał mniej czasu.

 

 

 

 

Gdzie spać i jak się poruszać?

Łączę te dwa punkty ze sobą, bo nawet mieszkając w sercu Manhattanu, a chcąc zobaczyć jak najwięcej, nie da się tego zrobić na piechotę. Nowy Jork jest olbrzymim miastem, i trzeba wziąć na to poprawkę patrząc na mapę. Codzienne przechodzenie po 20-30 tys. korków to norma, a bywają dni, że przechodzi się więcej. Dlatego wybierając nocleg warto przemyśleć też sposób transportu. My zdecydowaliśmy się spać na Williamsburgu, jednej z dzielnic Brooklynu. Tuż obok mieliśmy stację metra i jeden przystanek dalej byliśmy już na Manhattanie. Jeśli zamierzacie poruszać się metrem – bądźcie pewni, że śpicie blisko stacji, bo po całym dniu nie będziecie mieć siły na dodatkowe kilometry. Przy okazji zachęcam do korzystania z tej opcji – choć stan metra pozostawia wiele do życzenia, jest to jednak bardzo sprawny i dość prosty do ogarnięcia sposób poruszania się po mieście. Do tego Google Maps świetnie działa w Nowym Jorku tj. planuje trasy komunikacji miejskiej oraz pozwala śledzić czas przejazdu na bieżąco.
Jeśli natomiast uznacie, że będziecie jeździć Uberem albo taksówkami – zdecydowanie lepiej być w centrum, żeby płacić jak najmniej.
Kosz tygodniowego biletu na transport publiczny to 32 dolary. Pojedynczy przejazd – 2,75, jednak bardzo często podjeżdża się gdzieś w ciągu dnia, więc tygodniowa karta zdecydowanie się opłaca.

 

Zaraz po rezerwacji lotów warto zainteresować się noclegami – te podobno rozchodzą się bardzo szybko. Będzie to także jeden z większych kosztów tego wyjazdu, bo Nowy Jork jest drogi. Ceny pokoju na airbnb, w rozsądnym standardzie i akceptowalnej lokalizacji (nie Manhattan, ale z dobrym dojazdem), zaczynają się od 50 dolarów za dobę. Do tego oczywiście opłaty dodatkowe np. sprzątanie. Hotele to koszt od 80-90 dolarów za dobę. Oczywiście, im bliżej Manhattanu, tym drożej.
Czy warto płacić więcej za noclegi na Manhattanie? Jeśli chcecie być ciągle w centrum to jak najbardziej. Nam dobrze było na nieco tańszym Williamsburgu, który w ostatnich latach stał się dość popularną dzielnicą pełną knajpek i modnych sklepów. I jak już wspomniałam – dojazd do Manhattanu zajmował nam kilka minut.

 

Na jak długo lecieć i plan zwiedzania?

Jak już wspomniałam, wybraliśmy się na tydzień i moim zdaniem 5-7 dni to minimum. Głównie ze względu na długą podróż, ale również fakt, że 3 dni to bardzo mało jak na Nowy Jork. Tydzień to też nie jest za wiele, ale pozwala na odwiedzenie całego Manhattanu, części Brooklynu oraz wejście do kilku budynków czy muzeów. Zupełnie nie mieliśmy czasu na The Bronx, Queens czy dalsze wycieczki poza miasto.
Nasz plan zwiedzania staraliśmy się układać dzielnicami, czasem jednak ulegały małej improwizacji np. wschód słońca lepiej oglądać nad wodą, a nagłe opady śniegu w parku.

 

Dzień 1: wylądowaliśmy po 21 czasu nowojorskiego w piątek, czekała nas imigracja i dojazd do miasta, więc sobotę zaplanowaliśmy “w okolicy”. Brooklyn (Clinton Hill, Prospect Heights) oraz Williamsburg, z zachodem z East River State Park.
Dzień 2: poranek na Dumbo oraz Brooklyn Heights. Po brunchu Lower Manhattan, SoHo, Tribeca, World Trade Center, Financial District.
Dzień 3: wschód na Moście Brooklińskim, Central Park, Upper West Side, Midtown i wjazd na Top of the Rock.
Dzień 4: deszczowy poranek opóźnił nasze wyjście, więc New York Public Library, East Village, Flatiron District, wieczorny Broadway oraz Times Square.
Dzień 5: West Village, Chelsea, Highline, Hell’s Kitchen.
Dzień 6: drobne zakupy na 5 Alei, Upper East Side, Chinatown i ponownie Central Park, ponieważ zaczął padać śnieg!
Dzień 7: Brooklyn Botanic Garden, Lower East Side, muzeum Indian Amerykańskich, Williamsburg oraz transfer wieczorem na lotnisko i powrót do domu.
Oczywiście część dzielnic się ze sobą miesza, więc bardzo możliwe, że zwiedziliśmy też dodatkowe okolice :) Niestety nie starczyło nam czasu i zapału na muzea MET oraz MoMA, jeśli jednak jesteście fanami sztuki zdecydowanie powinny trafić na Waszą listę miejsc do odwiedzenia.

 

 

 

Co podobało mi się najbardziej?

1. Miejska biblioteka, z niesamowitymi freskami w głównej czytelni, gdzie mogliśmy usiąść i w ciszy poczytać, została zdecydowanie moim ulubionym miejscem w całym mieście.
2. Kilka godzin zimy, kiedy niespodziewanie spadł śnieg, a my poszliśmy na spacer do Central Parku, a potem na gorącą czekoladę to jeden z ulubionych momentów wyjazdu.
3. Musical “Chicago” na Broadway’u, na który mąż mnie zabrał w ramach prezentu urodzinowego, to również kolejne wspaniałe wspomnienie.
4. Widok na Manhattan z 70-go piętra Top of the Rock czy spacer o wschodzie po moście brooklińskim to widoki, które zawsze będę mieć w pamięci.
5. Jeśli chodzi o najlepsze dzielnice to wygrywa West Village w promieniach słońca, zaraz za jest Williamsburg, Clinton Hill oraz Lower East Side.
Jednak o tym jakie wrażenie zrobił na mnie cały wyjazd napiszę kolejnym razem!

 

Dodatkowe informacje

1. WiFi  jest dostępne przede wszystkim na podziemnych stacjach metra i w niektórych restauracjach i kawiarniach. Są jednak miejsca, które z premedytacją WiFi nie udostępniają klientom. Warto zatem ściągnąć mapy Google offline!
2. Jeśli nie wiecie co spakować, to przede wszystkim wygodne buty :) Czeka Was mnóstwo chodzenia i dobre buty miejskie to podstawa.
3. Jeśli tak, jak ja mocno odczuwacie jetlag, wykorzystajcie go na swoją korzyść np. oglądając piękne wschody słońca.
4. Ameryka to kraj, który dalej w dużej mierze stawia na gotówkę. Mieszkając w Szwecji, gdzie w zasadzie nie muszę nosić portfela, bo płacę albo kartą albo telefonem, wyjazd do każdego miejsca ma świecie, gdzie używa się gotówki jest dla mnie drobną niewygodą (wiem, jestem rozpuszczona). Porównując np. z Polską wydaje mi się, że w Nowym Jorku częściej musieliśmy płacić gotówką. Nie jest to poziom Japonii, ale wciąż są miejsca, gdzie kartą zapłacimy dopiero od 5 dolarów albo takie, gdzie nie zapłacimy nią wcale.

 

 

 

6 Replies to “Nowy Jork #1 – organizacja wyjazdu i praktyczne informacje”

  1. O rany!!! Jak ja marzę o podróży do Nowego Jorku! :) Cudowne zdjęcia!!!

    1. W takich miejscach zdjęcia same się robią! Mam nadzieję, że kiedyś to marzenie się spełni, bo będziesz zachwycona fotograficznie :)

  2. Co prawda Ameryka mnie w ogóle nie pociąga-pewnie przez ten długi lot, ale przeczytałam Twój wpis z wielką, wielką przyjemnością. I nie mogę przestać oglądać zdjęć:)

    1. Lot zdecydowanie jest najmniej przyjemną częścią takiej podróży ;)

  3. O jaaaaa, ale zazdro! Moje marzenie… Może kiedyś się spełni :) Piękne zdjęcia!

Dodaj komentarz