Na walizkach – podwójne życie

 

Weekend w Polsce, błyskawiczny lot w piątek po pracy, dwa intensywne dni i znów na pokładzie. Jestem wykończona po cudownych chwilach z bliskimi, z którymi świętowałam kolejne urodziny. W takim stanie łatwiej poddaję się emocjom, a w głowie mam swobodny przepływ myśli. Gdzieś w środku, część mnie czuje smutek. Kto by pomyślał, że w dniu urodzin, po tak cudownych chwilach pełnych śmiechu może być smutno. Ale jest, bo jestem emigrantką.

Czasem kiedy idę po tych tak dobrze znanych ulicach rodzinnego miasta mam uczucie podwójnego życia. Z jednej strony, tak dobrze znam te ścieżki, rozkład ulic, numery na pamięć. Tyle razy przechodziłam to tu, to tam. Tyle wspomnień i kawałków życia rozsiałam po tym mieście. Mogłabym opowiadać historie o imprezie urodzinowej, spacerach z koleżankami, wagarach, zakupach, wizytach w bibliotece. O tych wszystkich drobnostkach, które gdzieś tu się wydarzyły. Widzę, jak dla wielu miejsc zatrzymał się czas. Jeśli poproszę o kawę, dostanę jak zawsze ten sam smak mleka i powrotów z lodowiska za cztery piątkę. Mijam te same twarze, choć na każdej z nich nowe zmarszczki. Sobotni schemat, poranek w nie-tak-znowu-dużym mieście. Ale skręcam i za rogiem czas znów rusza. Przeskakuje. Przeskakuje z mojej świadomości do rzeczywistości. Miasta też żyją i się zmieniają, a najlepiej dostrzegasz to kiedy Cię w nim nie ma. Nowe szyldy, wyremontowane elewacje, wybrukowane trawniki lub posadzone drzewa. Coś, co ma nature ciągłą, dla Ciebie staje się dyskretne. Wycinek czasu, wycinek miejsca. Dla Ciebie stoi tak, jak jest. Dla wszystkich osób, które tu mieszkają  to jest życie. Dla Ciebie wycinek świadomości zmian.

W Twojej pamięci wygląda inaczej. Uderza Cię poczucie, ze życie toczy się czy jesteś czy Cię nie ma. Że Twoje toczy się gdzie indziej. Możesz opowiadać, możesz pokazać zdjęcia. Możesz słuchać i wpadać jako gość. Ale gdzieś tam wiesz, że to kawałek podwójnego życia. A kiedy wracasz do “domu”, do mieszkania, które stało się Twoją ostoją, te uliczki znów zatrzymują się w czasie. Historie opowiadane są obok Ciebie. O wielu rzeczach dowiadujesz się później, nieraz i za późno. Zachłannie nadrabiasz potem każdą taką chwilę, ale czasu nie da się odzyskać. Po powrocie nawet nie wiesz jak wszystko opisać, kiedy ktoś spyta: “Jak było?”. Bo to nie był po prostu weekend ze znajomymi, po prostu odwiedzenie rodziców. Ty byłeś przez chwilę w innym życiu, w równoległym świecie. Nowym znajomym nie przekażesz wszystkich doświadczeń, które nosisz w sobie. Nikt nie zrozumie Twojej mieszanki uczuć, jeśli nie przeżył tego sam.
Dzielisz czas na dwa światy. Ten tutaj, i ten tam. Ten tam już nie jest Twój, ten tutaj jeszcze jest dla Ciebie miejscem bez Twojej historii. W dwie strony lecisz do domu, ale w każdym odczuwasz pewien brak. I wiesz, że nie wrócisz ‘ot tak’ tylko do jednego życia, bo kawę pijesz już tylko bez mleka.

5 Replies to “Na walizkach – podwójne życie”

  1. Ja jestem wyjątkowo sentymentalna, bardzo przywiązuję się do miejsc, ludzi, wspomnień. Muszę mieć swój sklep, swoją piekarnię, panią od gazety, lubię mijać te same osoby w drodze do pracy.
    Podziwiam tych, którzy odważnie idą w świat :)

    1. Ja również, bo u mnie każda zmiana to tona nerwów, milion scenariuszy i dopiero po pewnym czasie udaje mi się samą przekonać, że będzie ok :) Bardzo cenię moje małe zwyczaje, ale czasem znajduję powody, by zamienić je na nowe.

  2. Podobnie jak Madzia wyżej też przywiązuję się do wspomnień i ludzi. Choć jednocześnie w nowym miejscu jestem w stanie bardzo szybko przystosować się do otoczenia :) Mam jednak wrażenie, że to tutaj jest moje miejsce. Mogę być obywatelką świata, ale do Polski zawsze wraca się najlepiej :)

  3. No cóż, takie są uroki życia na emigracji, ale nie zapominaj, że to był Twój własny wybór, bo raczej nikt Ci pistoletu do głowy nie przystawiał każąc wybierać emigracja albo życie i wiedziałaś, na co się decydujesz, wiedziałaś, że coś za coś i lekko nie będzie, a ulubione miejsca, smaki możesz mieć i tam, wystarczy je oswoić.

    1. Myślę, że nie należy traktować tego wpisu jako mojego marudzenia ;) Czasem piszę bardziej informacyjnie, czasem refleksyjnie – tak jak teraz. Tak naprawdę gdybym miała wskazać jaka była główna myśl, dlaczego ten tekst w ogóle powstał to byłoby to rozważanie o tym, że się zmieniłam, doświadczyłam nieco innego życia za granicą i nie wiem czy znów ‘o tak’ mogłabym wrócić do pewnej rzeczywistości w Polsce.

      I masz rację, że wiedziałam co wybieram i że coś za coś. Nie mniej, blog to miejsce na moje refleksje, a bycie emigrantką to część mojego życia, więc nieuniknione jest przewijanie się tego tematu od czasu do czasu. Dodatkowo – wpadają tutaj osoby rozważające wyjazd za granicę, może moje spojrzenie rzuci im dodatkowe światło na tę decyzję.

Dodaj komentarz