Na walizkach – czego nauczyły mnie przeprowadzki?

 

Są osoby, które w swoim życiu przeprowadzą się tylko razy lub dwa – z domu rodzinnego do swojego własnego. Są też takie, które miejsce zamieszkania będą zmieniać zdecydowanie częściej. Czy to z powodu studiów, praktyk zagranicznych czy po prostu zwykłej chęci zamieszkania w różnych miejscach świata. I choć dla większości społeczeństwa właściwa dalej jest opcja nr 1, tak też w obecnym świecie coraz częściej przestają dziwić częste przeprowadzki. Sama coś o tym wiem, choć na moim koncie i tak są “tylko” 4. W zasadzie to 4,5 – właśnie jesteśmy w trakcie kolejnych naszych przenosin. Już tutaj pragnę Was uspokoić – nie, nie wyprowadzamy się ze Sztokholmu. Z racji tego, że przyjechaliśmy tutaj do mieszkania wynajętego przez firmę L. wiedzieliśmy od początku, że nie będziemy mogli tam mieszkać w nieskończoność. W końcu przyszedł czas kiedy zdecydowaliśmy się na zmianę – nie jest to prosty proces w Sztokholmie (temat na inny wpis), ale najwyraźniej znów nam się nieco poszczęściło. W tym wszystkim jednak najbardziej zaskakuje mnie jak zmieniło się moje podejście do mieszkania na przestrzeni kilku ostatnich lat i dzisiaj chciałam się z Wami podzielić przemyśleniami na ten temat i na temat tego, czego się nauczyłam tak często zmieniając miejsce nazywane domem.

 

1. Uczysz się innego stosunku do posiadanych rzeczy

Pierwszą przeprowadzkę zaliczyłam mając lat 19. Przyznam, że byłam bardzo podekscytowana i dziś ciężko mi uwierzyć jakie miałam szczęście. Na początku studiów odświeżyliśmy z moimi rodzicami jedną z kawalerek należących do moich dziadków. Mieszkanie nieduże, 29m2, ale z osobną kuchnią, łazienką i przedpokojem, więc udało się je zgrabnie urządzić. Znajdowało się 5 minut od mieszkania rodziców i 20 od mojej uczelni. Lokalizacja była tak wygodna, że przez pierwsze pół roku pranie robiłam dalej u rodziców ;) Mimo to, czułam się tak szalenie niezależna i dorosła!
Na tym etapie nie planowałam wielu przeprowadzek w moim życiu – chciałam zostać w Gliwicach, więc mogłabym spokojnie mieszkać w tym mieszkaniu do momentu zakupu własnego. Z tego powodu bez oporów się urządzałam (najpierw sama, potem z L.). Kiedy wyprowadziłam się od rodziców potrzebowałam jeden kurs ich kombi, żeby przenieść większość potrzebnych mi rzeczy. Potem wprowadził się tam również L., a my zaczęliśmy budować wspólne życie. Nie mieliśmy aż tak dużo miejsca do przechowywania, ale kiedy wyprowadzaliśmy się do Warszawy nie mogliśmy uwierzyć jak dużo rzeczy nagromadziliśmy! Stopniowo staraliśmy się zmienić nasze podejście do posiadanych rzeczy, ale dopiero przeniesienie się do Szwecji i decyzje o sprzedaniu i zostawieniu niektórych przedmiotów w Polsce uświadomiły mi ogrom “klamotów” bez których mogę się obejść.

 

Oddałam i sprzedałam sporo wyposażenia kuchennego, ujednoliciłam posiadane ręczniki czy pościel, a nasz telewizor został u przyjaciół w Polsce (i prawdopodobnie już nigdy do nas nie wróci, bo jest niepotrzebny). U rodziców zostawiłam sprzęt snowboardowy i prawdopodobnie sprzedam deskę – i tak wolę narty, a na to jedno wyjście raz na 3 lata wystarczą mi same buty. I wiem też, że kiedy będziemy chcieli zabrać nasze książki ponownie do siebie, połowa z nich zniknie.
I chociaż staram się nie gromadzić więcej, a przedmioty kupować na zasadzie 1-1 (czyli wymieniam, bo stary jest zużyty, a nie dlatego, że mam ochotę coś kupić) to i tak obecnie dalej znajduję rzeczy nadające się do pozbycia np. mamy chyba 20 buteleczek na kosmetyki podróżne. Oprócz kilku pustych opakowań z Rossmanna kupiliśmy przy różnych okazjach mydło, balsam czy szampon, a przecież takie małe opakowanie warto zostawić na kolejny wyjazd…
Na szczęście od pewnego już czasu nie posiadamy piwnicy ;)

 

2. Zbierasz masę lekcji jak urządzać lub jak nie urządzać mieszkania

Mówi się, że pierwsze własne mieszkanie urządza się dla wroga, drugie dla przyjaciela, a trzecie dla siebie. Nie korzystając z porad architektów wnętrz łatwo jest popełnić błędy, więc nic dziwnego, że już niedługo po remoncie można usłyszeć “nigdy więcej XYZ!” lub “to był naprawdę głupi pomysł”. Oczywiście, czasem nie da się zrobić idealnego rozwiązania, ale im więcej mieszkań doświadczymy i im więcej rozwiązań zobaczymy w prawdziwym życiu, tym łatwiej będzie ocenić kolejne mieszkania, jak i urządzić swoje własne.
Przyznam, że oboje z L. jesteśmy już dość biegli w ocenie czy dane mieszkanie będzie dla nas funkcjonalne czy jednak nie. Jak łatwo będzie się nam poruszać w kuchni przy wspólnym gotowaniu, przenocować gości etc. Oczywiście, dalej czasem musimy iść na kompromis (np. 3 mieszkania pod rząd bez zmywarki), jednak mamy już pewną bazę rozwiązań, które bardzo nam przypadły do gustu oraz takich, których u siebie mieć nie chcemy. Jestem pewna, że kiedy zakupimy swoje M to i tak popełnimy masę błędów, ale będzie ich na pewno mniej niż gdybyśmy przenosili się do niego prosto z kawalerki.

 

3. Masz szansę zweryfikować “idealne” mieszkania/lokalizacje

Jest to chyba najcenniejsze doświadczenie, jeśli przeprowadzacie się w obrębie miasta, w którym chcecie kiedyś mieszkać. Ale niezależnie czy po raz 6 przenosisz się we Wrocławiu czy z Kopenhagi do Jeleniej Góry, przeprowadzki dają szansę na sprawdzenie w jakich warunkach dobrze nam się mieszka.
Osobiście nie miałam jeszcze szansy sprawdzić mojego wymarzonego mieszkania w kamienicy z wysokimi sufitami, ale za to wiem, że nie jestem fanką nowych osiedli budowanych w Polsce. Przede wszystkim dlatego, że potrafią zrujnować fajny kawałek miasta, najczęściej są realizowane bez planu (tutaj pozdrawiam krakowski Ruczaj!), bardzo często stawiane są zupełnie niedopasowane do siebie budynki, a wszystko to otacza się wysokim płotem, żeby dzieci bawiły się na placu zabaw za ogrodzeniem. Często zapominając, że miną lata zanim wokół bloków pojawi się nieco zieleni – w tym czasie większość bloków trzeba będzie już solidnie wyremontować, bo wykonanie również nie zachwyca.
Wiem też, jak bardzo lubię mieć zieleń wokół bloku i że wolę dojechać 15 minut więcej do centrum niż dusić się przy jezdni przez śródmieście. Natomiast nie jestem też osobą, która marzy o domku na wsi, bo zdecydowanie potrzebuję też miasta do życia.

 

4. Stajesz się bardziej otwarty i mniej wybredny

Choć jestem pewna, że to ma także związek z tym, że większość moich przeprowadzek to poznawanie zupełnie nowych miast i lokalnych kolorytów, to jednak przenoszenie się w nowe miejsce sprawia, że stajemy się bardziej otwarci. Pamiętam jak bardzo wybredna byłam kiedy szukaliśmy mieszkania w Warszawie i że obecnie wiele rzeczy przestało mieć dla mnie znaczenie.
Jasne, to też nie tak, że wprowadzę się do jakiegokolwiek mieszkania (patrz pkt. 2), ale jestem świadoma, że bardzo rzadko trafiają się miejsca idealne na wynajem, więc obecnie szukam zawsze czegoś co jest wystarczająco dobre. Finalnie okazuje się, że wybór i tak potrafi mnie zaskoczyć (w obie strony, choć na ogół pozytywnie). Wiem, że jeśli okaże się, że w tym mieszkaniu źle nam się żyje to po prostu się z niego wyprowadzimy ;) Pakowanie kartonów i walizek za każdym razem staje się prostsze.

 

5. Jesteś w stanie sobie poradzić lepiej niż myślisz

Choć nie jestem fanką ciągłego mówienia o wychodzeniu ze strefy komfortu, to jest to dość istotny punkt w temacie przeprowadzek, zwłaszcza zagranicznych. W rodzinnej miejscowości zawsze znajdą się osoby, które pomogą pakować kartony lub ustawiać naczynia w nowej szafce. W przypadku obcego miasta lub kraju nie jest to już takie proste. Poruszając się po Polsce zawsze znajdował się ktoś znajomy, kto chociaż pomógł przenieść najcięższe rzeczy (choć w przypadku Krakowa było tej pomocy znacznie więcej). Kiedy jechaliśmy do Szwecji mogliśmy wynająć firmę przeprowadzkową, ale ostatnią przeprowadzkę zaliczyliśmy głównie… autobusami. Plus nieduży samochód z paką na kilka godzin w jedno popołudnie.
Szukanie mieszkań (choć to głównie istotne dla Sztokholmu) to również lekcja – komunikacji, cierpliwości, określenia własnych wymagań.
Czy jazda samochodem dostawczym lub załatwianie formalności w obcym kraju jest nieodzownym doświadczeniem? Zupełnie nie, ale świadomość, że to nic strasznego i że po raz kolejny sobie poradziliśmy jest całkiem przyjemna.

 

6. Wiesz, że dom to nie tylko 4 ściany

Punkt najważniejszy, podsumowujący pozostałe pięć myśli. Na to jakie mieszkanie wybierzemy wpływa wiele czynników – lokalizacja, gust, możliwości finansowe. Czasem nie mamy wyjścia i musimy wprowadzić się gdzieś, gdzie nie czujemy się dobrze. Podobnie też przy kupowaniu lub urządzaniu własnego M – choć marzy nam się lodówka od SMEG, musi wystarczyć Amica z komisu. Choć chcielibyśmy mieszkać w kamienicy, obecnie lepsze było mieszkanie w “wielkiej płycie”. Ale zawsze warto pamiętać, że niezależnie od naszych obecnych możliwości lub ograniczeń, ostatecznie to my decydujemy czy mieszkanie pozostanie tylko mieszkaniem czy stanie się dla nas domem.
To naprawdę niezwykłe, że możemy rozgraniczyć fizyczne kilka ścian z żelbetu od emocji, które sprawiają, że te pomieszczenia stają się naszą oazą i bezpiecznym miejscem. To świadomość, którą we mnie wzrastała wraz z każdą podróżą wypakowanym samochodem. Kiedy wyciągam ulubione obrazy lub zdjęcia, ustawiam kwiaty i wypakowuję znoszone kapcie mam świadomość, że nie wracam do tego miejsca dla szaf wypchanych rzeczami lub designerskich mebli, ale dla wspólnego życia z L., dla przyjmowania gości i wypełnienia tej przestrzeni dobrymi emocjami i ciepłymi wspomnieniami.
Kiedy nie nosimy naszego domu w sobie, nie poczujemy się dobrze w żadnym wnętrzu, w żadnym miejscu na świecie. Możemy wypełnić 100m2 apartamentu na Saskiej Kępie lub 200m2 domu w Sopocie najpiękniejszymi przedmiotami świata i dalej nie czuć się “jak u siebie”. Ta świadomość sprawia, że każde pakowanie kartonów staje się mniej istotne, a przez to łatwiejsze. Rzeczy tracą swoją emocjonalną wartość, a przeprowadzki stają się lżejsze.

 

A jaka jest Wasza historia przeprowadzek? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami!

 

5 Replies to “Na walizkach – czego nauczyły mnie przeprowadzki?”

  1. Ja mam na koncie 6 przeprowadzek. Chociaż większość jako dziecko przeżyłam, to jednak wnioski mam bardzo, ale to bardzo podobne. Mieszkanie to tylko mieszkanie, rzeczy to rzeczy. Liczą się ludzie z którymi się mieszka, to z nimi ma się wspomnienia, nie ze stołem czy ze ścianami ;)

  2. Na pewno każda przeprowadzka jest łatwiejsza, bo wiesz jak się sprawnie zorganizować, mniej się przywiązujesz do rzeczy i wiesz czego się spodziewać.
    Udanej przeprowadzki 😉

  3. Przeprowadzałam się tylko dwa razy – ta i z powrotem. Gdy przeprowadzałam się tam, zabrałam tylko niezbędne rzeczy, gdy wracałam, podobnie jak Ty byłam zdziwiona, ilu klamotów potrzebuję do życia. Piszesz, że nie potrafiłabyś mieszkać przy głównej ulicy miasta. Kwestia przyzwyczajenia. Mieszkam w takim miejscu od urodzenia i gdy wyprowadziłam się do spokojniejszej części miasta, czułam się jak na zadupiu, wyłączona z życia, choć w samym mieszkaniu było mi dobrze.

    1. Wolę nie mieszkać przy ;) I oczywiście, kwestia przyzwyczajenia czy preferencji. Z jednej strony wiem, że nie dla mnie domek pod lasem, ale z drugiej mieszkanie w centrum też nie jest opcją idealną. Dlatego tak bardzo lubię naszą obecną okolicę :)

  4. Przeprowadzałam się raz, z odległego miasta do obecnego, w którym mieszkam, do Małżona, wtedy jeszcze narzeczonego :) I jedno stwierdzam z całą pewnością- nie było to łatwe :) Fanką przeprowadzek na pewno nie zostanę :)

Dodaj komentarz