Malta #1 – informacje praktyczne i wrażenia

 

Planując tegoroczne wakacje znów stanęliśmy przed dylematem: gdzie jechać. Tak jak rok temu, i w tym roku pracodawcy zalecali wzięcie urlopu w lipcu (taki urok Szwecji), więc dość mocno ograniczyła się lista kierunków – a to nie ten klimat, a to wymarzony kierunek kosmicznie drogi (bo sezon), a to ja najchętniej popłynęłabym w rejs, więc postanowiliśmy, że znów podzielimy sobie urlop i część spędzimy pod żaglami na Mazurach z przyjaciółmi, a część zwiedzając nowe miejsce w Europie. Ostatecznie zadecydowała za nas dostępność lotów pozwalająca sprawnie i szybko przemieszczać się między Polską, miejscem wakacji a Sztokholmem. I tym sposobem wylądowaliśmy na Malcie!

Przyznaję, nie był to zupełnie losowy wybór, bo ta niewielka wyspa na Morzu Śródziemnym chodziła nam po głowie od kilku lat – m.in. przegrała z Maderą jako miejsce podróży poślubnej. Dodatkowo od wielu osób słyszałam, że zachwyca i warto ją odwiedzić. I dziś kilka słów o naszych maltańskich wakacjach.

 

 

Informacje o organizacji – kiedy, jak i za ile?

 

Malta jest jednym z najmniejszych, europejskich krajów, który jednocześnie może pochwalić się jedną z najstarszych cywilizacji, której początki datowane są na 5000 lat p.n.e. Przez swój rozmiar sprawia, że jest krajem dobrym na krótkie, tygodniowe wakacje. Wybierając zarówno pobliską Sycylię, jak i wiele innych południowych krajów,  na tygodniowy urlop wrócimy z niedosytem. Z Malty pewnie też tak można, niemniej jednak tydzień to okres czasu, który pozwala zjechać całą główną wyspę, jak i mniejsze wysepki, zobaczyć najważniejsze punkty kraju i trochę poplażować.
Dzięki swojej lokalizacji przez 8 miesięcy w roku jest tam lato – najcieplej i najtłoczniej jest jednak tradycyjnie w lipcu i sierpniu. Drugim “sezonem” jest okres świąteczno-noworoczny, kiedy co prawda jest bardzo wietrznie, może popadać, ale średnie temperatury to dalej 15-17 stopni.
Osoby, które nie przepadają za upałami zdecydowanie powinny odpuścić sobie podróż między czerwcem a wrześniem. My niestety wybraliśmy początek lipca i jestem pewna, że upały, które nam towarzyszyły miały spory wpływ na odbiór tego miejsca. Temperatura w cieniu oscylowała między 28 a 32 stopniami, jednak cienia jest tak niewiele, że ciągle przebywa się w prażącym słońcu. Ratowały nas hektolitry wody, kapelusze i klimatyzacja w pokoju, bez której ciężko byłoby zasnąć.

 

 

Na Maltę można dostać się na dwa sposoby – samolotem lub promem z Sycylii. Loty tanich linii lotniczych są z kilku większych miast w Polsce (na pewno Gdańsk, Warszawa, Kraków) i nawet w sezonie potrafią kosztować 200-300zł za osobę.
Nieco gorzej prezentuje się kwestia noclegów, bo w sezonie nie jest łatwo znaleźć tanie miejscówki. Szukając w maju na tydzień w lipcu w Valletcie nie umiałam znaleźć miejsca tańszego niż 1800-2000 zł za pobyt w pokoju dwuosobowym. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na nocleg znaleziony przez airbnb bardziej na północy, w miejscowości Qawra, gdzie ceny były nieco niższe. Natomiast i tak, w sezonie, w miejscowościach z dobrą komunikacją może być ciężko znaleźć opcję tańszą niż 200-250 zł za noc (pokój dla dwóch osób). Poza sezonem np. w listopadzie ceny zaczynają się od 100 zł za noc i jest to kolejny argument za tym, by Maltę odwiedzić jesienią lub wiosną.

 

Jak poruszać się po Malcie?

 

O ile nie zamierzacie tylko plażować (a plaży nie ma aż tak wiele) lub zostać w jednym miejscu to ważnym wyborem będzie sposób poruszania się po wyspie. Do wyboru w zasadzie jest albo samochód albo transport autobusami. W niektórych miejscach można wypożyczyć również skuter lub quady, ale nie jest to sposób na objazdówkę po wyspie.

 

Wybór transportu zależeć powinien przede wszystkim od miejsca, gdzie się zatrzymujecie oraz Waszych preferencji. My specjalnie wybraliśmy jako bazę dobrze skomunikowane miejsce, żeby bez problemu poruszać się autobusami. Nie lubimy wypożyczać samochodów na wakacjach, głównie dlatego, że zawsze jest to dodatkowa kwestia, o której trzeba myśleć. Gdzie zaparkować, gdzie tankować, jak ułożyć trasę zwiedzania by bez problemu wrócić na parking etc. Dodatkowo wąskie drogi i ruch lewostronny raczej zniechęcają do jazdy samochodem. I okazało się, że tylko jednego dnia przydałby nam się własny transport – kiedy zwiedzaliśmy Marsaxlokk i ostatecznie postanowiliśmy odpuścić okolice (tj. Blue Grotto czy St. Peter’s Bay), bo dojazd tam autobusem, a potem powrót zająłby dwa razy dłużej niż zwiedzanie.

 

 

Rozumiem jednak osoby, które na wypożyczenie auta się decydują – wolność od rozkładu i możliwość dojazdu, gdzie się chce to spory plus. W relacjach z Malty krążą także dość dramatyczne opisy komunikacji miejskiej i przyznam, że trochę się tego obawialiśmy, ale było lepiej niż się nastawialiśmy.
Karta na autobusy na Maltę i Gozo na 7 dni kosztuje 21 euro (czyli 42 euro za 2 osoby vs. ok 200-250 euro za samochód i paliwo), a rozkład można sprawdzić w Google Maps oraz w appce Tallinja, gdzie dodatkowo można sprawdzić też kiedy dany autobus powinien pojawić się na naszym przystanku, bo rozkład to jedno, ale życie to drugie ;) Aplikacja jednak też nie jest w 100% dokładna.

 

Skąd się biorą dramatyczne opowieści o maltańskich busach?

 

1. Autobusy zatrzymują się na żądanie – stojąc na przystanku należy dać znać kierowcy, że chcecie wsiąść. Jeżeli kierowca się nie zatrzyma to znaczy, że autobus jest pełen i dla bezpieczeństwa oraz komfortu nie może wziąć więcej pasażerów. Wiem, to frustrujące, ale dociskanie pełnego autobusu to żadna frajda, szczególnie, gdy za oknem 30 stopni (autobusy są klimatyzowane, ale w tłoku klima nie zawsze wyrabia). Dodatkowo, zdarzyło nam się to raz przez cały pobyt – na trasie z północy do Valletty, która zdecydowanie jest najpopularniejszym miejscem odwiedzin. Po przepuszczeniu 3 autobusów bezpośrednich (na szczęście jechały co 2-3 minuty) zdecydowaliśmy się wsiąść w prawie pusty do Sliemy, skąd albo można wziąć kolejny autobus do Valletty albo przepłynąć promem zatokę pomiędzy miastami, co zajmuje 5 – 10 minut, a widoki cudne!

 

2. Rozkład jest trochę “na oko”, w obie strony – przez kursowanie na żądanie i sporą liczbę pasażerów w sezonie autobusy nie przyjeżdżają dokładnie o wyznaczonej godzinie. I na to trzeba się nastawić. Warto wziąć pod uwagę, że bus może przyjechać też kilka minut wcześniej niż podaje rozkład, bo akurat jest dość pusty kurs i nie musi się zatrzymywać na przystankach. Więc jeśli Wasz autobus nie przyjechał, możliwe, że był kilka minut przed czasem. Autobusy na popularnych trasach natomiast mogą się chwilę spóźnić – to normalne, kiedy jest więcej pasażerów na każdym przystanku. To są wakacje, a nie rozmowa o pracę w Szwajcarii, więc decydując się na komunikację miejską – zawsze bierzcie pod uwagę pewien margines czasowy oraz elastyczność trasy.

 

3. Objazdowe trasy autobusów – z racji rozmiaru wyspy wiele autobusów objeżdża przynajmniej jej połowę. Przez to czasem można wsiąść w autobus, który co prawda jedzie z miejsca A do miejsca B, ale nie najkrótszą drogą po wybrzeżu, a objazdową przez środek wyspy i zamiast 20 minut będziemy jechać ponad 40. Dodatkowo, wiele dróg w miasteczkach to drogi jednokierunkowe, co sprawia, że nie zawsze z tego samego przystanku da się złapać autobus w obie strony. Na szczęście Google Maps ratuje życie :)

 

Mimo powyższych uwag, większość przejazdów była bezproblemowa. Również autobusami dotarliśmy z i na lotnisko – linie zaczynające się od X jeżdżą do portu lotniczego. Jeśli jednak obawiacie się zaufać autobusom albo potrzebujecie transportu w nocy to warto kupić przejazd na maltatransfer.com – są tam opcje zarówno grupowe (współdzielony bus, kilka euro za osobę) lub transport prywatny (czyli taksówka, z naszej miejscowości był to koszt 25 euro).

 

 

Jedzenie i atrakcje na Malcie

 

Malta przez swoje położenie przez wieki była pod wpływami wielu państw i jest miejscem na styku kultur – od Fenicjan, przez Greków i Rzymian, do Turków, Francuzów i ostatecznie Brytyjczyków, od których stała się niepodległa w 1964 roku. To wszystko sprawia, że obok pizzy i pasty zjemy kebaba, a jeśli nie chcemy miejscowego piwa, to tuż obok jest pub z Guinessem. Mieszankę wpływów doskonale widać także w architekturze – czasem Włochy, czasem brytyjsko, a czasem… Bliski Wschód. Zatem fani historii oraz architektury znajdą ciekawe miejsca dla siebie – o tych, które my odwiedziliśmy napiszę kolejnym razem! Dość dobrą ofertę można znaleźć także dla nurków, bo podobno podwodny świat Malty i Gozo to jedna z fajniejszych lokacji w Europie. Nieco rozczarowani mogą być plażowicze, bo plaży po pierwsze nie ma wiele, po drugie – są zatłoczone, często skaliste lub betonowe (jak to na południu Europy). Jest kilka miejsc z piaskiem, jednak nie chciałabym tam spędzić całego tygodnia.

 

 

Kolejną nieco rozczarowaną grupą mogą być smakosze, bo jedzenie na Malcie jest tak naprawdę dość przeciętne i mało różnorodne. Warto spróbować połączenie tradycyjnych maltańskich smaków – tj. sałatkę lub “talerz” zawierający ser, miejscową kiełbasę, suszone pomidory, kapary i warzywa. Jedną z potraw reprezentacyjnych jest też królik, aczkolwiek L. nie był zachwycony tym, co zamówił. Bardzo popularne są pizze i makarony, które są naprawdę smaczne, ale ciężko jeść je przez cały czas ;) Prawie w każdym menu znajdziemy też burgery, ale i tutaj trochę rozczarowanie – bułka z mięsem i sosem, prawie zero warzyw.
Przyznam, że liczyłam na większą popularność ryb i owoców morza oraz smaczniejsze warzywa i owoce, z którymi kojarzy mi się południe Europy (jednak nic dziwnego biorąc pod uwagę rozmiar Malty).
Za to warto spróbować miejscowych przekąsek pastizzi, które kosztują 0,20 – 0,40 euro, a są naprawdę pyszne. Może nie jako codzienna dieta, ale przekąska przy zwiedzaniu jak najbardziej!
Cenowo jedzenie na Malcie podobne jest do Włoch czy Słowenii. Przystawki to koszt 3,5 – 7 euro, danie główne od 7 (pizza, pasta) przez ok 12-14 (kurczak, królik) do ok 20 (dobra wołowina). Kieliszek wina do obiadu 2-3 euro, duża woda w restauracji 3-4 euro. Gałka lodów 1,5 – 2 euro.

 

 

Jak było i komu się spodoba?

 

Być może miałam złe wyobrażenia o Malcie, ale jednak słysząc tak wiele zachwytów oczekiwałam większego zachwytu z mojej strony ;) Tymczasem Malta mi się podobała (ten kolor wody w połączeniu z piaskowym budownictwem <3),  uważam, że warto ją odwiedzić, natomiast nie sądzę, że tam wrócę. Choć na początku myślałam, że szkoda, że tylko na tydzień – cieszę się, że nie zostaliśmy tam dłużej, bo zwyczajnie nie mielibyśmy już co robić, a smażenie się na plaży to nie nasze wymarzone wakacje.
Jestem przekonana, że zrobiłaby na mnie lepsze wrażenie, gdybyśmy przyjechali np. jesienią. Po raz kolejny nauczka dla mnie – skoro nie lubię upałów to się nie pchać w wakacje na południe.
Muszę też dodać, że mimo, że Maltę chciałam zobaczyć, to nie jestem typową turystką południa – zamiast widoku plaż wolę góry w tle, zamiast mórz jeziora, a chodzić po lasach, a nie miastach, więc może zwyczajnie nie jest to miejsce dla mnie idealne.

 

Jestem pewna, że osobom, które uwielbiają lato (albo przynajmniej im nie przeszkadza), nurkowanie, historię i architekturę, gorące słońce etc. na Malcie się spodoba. Mimo wszystko, na moją jedną umiarkowaną opinię, przypada 8 – 9 zachwytów od znajomych :)
Warto wspomnieć, że dzięki wpływom brytyjskim, angielski to razem z maltańskim oficjalny język na wyspie. Nie musicie się obawiać, że się nie dogadacie!

 

 

6 Replies to “Malta #1 – informacje praktyczne i wrażenia”

  1. miejsce ładne, ale faktycznie, pewnie po paru dniach byłabym już zmęczona,szczególnie upałem. A tkwić cały czas na plaży to nie mój pomysł na wakacje :)

    1. No właśnie ;) Jeszcze jeśli ktoś nurkuje to może korzystać – my akurat nie, więc został nam tylko ląd.

  2. Jak tam pięknie!!! Nie wiem, czy nie zamienimy tej naszej wrześniowej Macedonii na Maltę ;)

    1. Ja bym nie zamieniała! Macedonia jest wspaniała i bardziej dzika niż Malta. Na Bałkanach co prawda byłam 8 lat temu, więc trochę się od tego czasu mogło zmienić, ale jest to bardzo ciekawy region, nie wszędzie jeszcze tak “ucywilizowany” jak reszta Europy. Malta jest tak naprawdę wygodnym, południowo-europejskim krajem :)
      I już Wam zazdroszczę Ochrydy <3

  3. Już się zaczęłam zastanawiać, czy przypadkiem rodzina Wam się nie powiększa, bo nie ma Cię i nie ma, a Wy na Malcie :-)

    1. Oj, Annette, nie wszystko jest takie proste ;) A ten rok jest… dziwny. Momentami jest fantastycznie, momentami jest totalnie beznadziejnie – proza życia. Czas mi tak ucieka, że najzwyczajniej w świecie pisanie poszło w odstawkę. Pewnie będę tu wracać od wielkiego dzwonu, ale na razie nie wiem jak moje blogowanie się potoczy.

Dodaj komentarz