Londyn – pomysł na weekend

Myślę, że każdy z nas ma listę mniejszych i większych marzeń – nawet jeśli nie spisaną, to w głowie. Dla mnie jednym z większych wymarzonych przedsięwzięć jest zwiedzanie świata i po kolei staram się odwiedzać interesujące miejsca. Jednym z nich, które od dawna było na mojej liście, był Londyn. Do tej pory nie miałam okazji się tam wybrać – jakoś wyszło, że ani szkolne wycieczki ani wakacyjne prace mnie tam nie ściągnęły. Kilka miesięcy temu przeglądając stronę Ryanaira trafiłam na dość tanie loty na październik – niewiele się zastanawiając zaproponowałam L., żebyśmy spędzili w Londynie naszą rocznicę. Zgodził się, kupiłam bilety i pozostało zorganizowanie reszty wyjazdu.

Chociaż zorganizowanie w tym przypadku to nieco za duże słowo ;) Listę rzeczy, które chcielibyśmy zobaczyć i zrobić stworzyliśmy w kilkanaście minut. A nocleg zaproponowała nam znajoma L. Jednak biorąc pod uwagę, że przylot mieliśmy ok godziny 23 uznaliśmy, że pierwszą noc spędzimy w hotelu przy lotnisku i dopiero rano dojedziemy do centrum.
Lot odbył się między Modlinem a Stansted. Z lotniska do hotelu (Premiere Inn) kursuje autobus co pół godziny – 3 funty za osobę. Trzeba pamiętać, że z poziomu hali lotniska trzeba zjechać piętro niżej. Inna opcja to taksówka albo pół godzinny spacer.

KomunikacjaSpod lotniska kursują autobusy do Londynu. Sieci jest kilka – my wybraliśmy National Express, z racji tego, że od razu kupiliśmy bilety wraz z lotniczymi. Taki bilet jest ważny przez 24h po/przed przylotem. Są także sieci EasyBus oraz Terravision (i pewnie jeszcze inne), więc oferta jest dość szeroka i konkurencyjna cenowo, jeśli kupuje się bilety z odpowiednim wyprzedzeniem. Na stronie przewoźnika możemy kupić bilet z rezerwacją na daną godzinę.
Największa kolejka ustawia się do autobusu jadącego na Victoria Coach Station, więc warto się zastanowić czy możemy dojechać w inne miejsce np. Liverpool Street. Biorąc pod uwagę, że sieć metra w Londynie jest bardzo sprawna jest to dość dobra opcja.

Poruszanie się po Londynie jest dość proste – metro, a na przedmieściach autobusy. Jednak jest dość kosztowne – my postanowiliśmy kupić dzienne papierowe Travelcards, po 12 funtów za osobę. Inną opcją jest zakup słynnej Oyster card, którą działa jak elektroniczny bilet – zostaje naładowana do pewnej kwoty i następnie są ściągane środki z przejazdy. Jeśli wykonujemy jeden kurs – płacimy za pojedynczy kurs, który ma preferencyjną cenę w stosunku do pojedynczych przejazdów (tj. nie z karty). Natomiast przy wykonaniu kilku(nastu) kursów zostaje z karty pobrana kwota nie większa niż równowartość adekwatnej travelcard. Jednak sama Oyster card kosztuje 5 funtów.
System opłat za komunikację uwzględnia także podział na godziny szczytu (przed 9:30 rano) oraz podział na strefy. Warto dobrze zgłębić ten temat przed wyjazdem, bo mandat to koszt (w tej chwili) 80 funtów.

 

 

Co warto zobaczyć?

Nasz plan zwiedzania powstał bardzo szybko, a w zasadzie bardzo szybko powstała mapka z miejscami do zobaczenia. Plan powstawał na bieżąco :) Udało nam się zrealizować ¾ planów, bo zabrakło nam czasu, a i tak np. British Museum obejrzeliśmy zdecydowanie za szybko.

Nie udało nam się wejść do The Globe (mój najważniejszy punkt) z powodu prywatnego eventu oraz nie dotarliśmy do muzeum Sherlocka Holmesa czy MI6. I chociaż dla tych miejsc, kiedyś do Londynu wrócić musimy :)

Pozostałe miejsca na naszej liście:
1. Buckingham Palace
2. Picadilly Circus i Regent Street
3. Trafalgar Square
4. The British Museum
5. Natural History Musem
6. Westminster Abbey & Big Ben
7. M&M’s World
8. Kensington Palace
9. Kensington Gardens & Hyde Park
10. Tower of London
11. Tower Bridge
12. Notting Hill
13. MI6

 

 

Co najbardziej mi się podobało?

Jeśli miałabym wybrać trzy najfajniejsze miejsca, będą to niewątpliwie Kensington Gardens & Hyde Park, Notting Hill oraz Tower Bridge, który koniecznie trzeba zobaczyć wieczorem! My czystym przypadkiem trafiliśmy tam wraz ze zmrokiem i były to fantastyczne okoliczności do sesji podświetlonego mostu oraz widoku City.

 

 

 

 

 

Z dodatkowych elementów wycieczki do Londynu polecam obiad w China Town (tuż przy Leicester Square) oraz angielskie śniadanie. Znajoma zabrała nas do knajpki niedaleko swojego mieszkania, więc na przedmieściach Londynu i był to strzał w dziesiątkę. Żadne modne miejsce w centrum, a zwykła jadłodajnia dla miejscowych. 4-6 funtów za śniadanie składające się ze smażonego boczku, kiełbasek, jajek sadzonych i pomidorów. Do tego tosty lub placki ziemniaczane, w cenie także kawa lub herbata. Było pyszne, chociaż nie sądzę, że dałabym radę tak odżywiać się codziennie ;)

Co najbardziej mnie zaskoczyło?

Duży problem miałam z przestawieniem się na ruch lewostronny. I co ciekawe, w Londynie jest niesamowita niekonsekwencja jeśli chodzi o ruch pieszych. Niektórymi schodami trzeba poruszać się z lewej, niektóre ruchome są ustawiane w ruchu prawostronnym – można się zakręcić :)

Miałam też problem z przyzwyczajeniem się do przejść dla pieszych prawie na rogu ulicy – u nas jednak przy skrzyżowaniach są one nieco oddalone od rogów. I dodatkowo szybko zrozumiałam dlaczego wszyscy w Londynie przechodzą na czerwonym świetle – czas oczekiwania na zmianę jest dość długi.

Dodatkowo stwierdziliśmy też, że Londyn jest dość brudny – widać to doskonale na przedmieściach, ale również w centrum przy knajpach. Wszędzie stoją śmieci albo leżą zdeptane w kątach. Wyglądało to mało atrakcyjnie.
Nie zmienia to jednak faktu, że Londyn przypadł mi do gustu. Co prawda wciąż wolę Sztokholm, ale chętnie jeszcze na wyspy wrócę :)

 

8 Replies to “Londyn – pomysł na weekend”

  1. Bardzo fajna relacja i praktyczne rady. Kto wie czy w przyszłości nie skorzystam :)
    W Londynie byłam ładnych parę lat temu i bardzo miło wspominam ten pobyt.
    Piękne zdjęcia!:)

  2. wszystko fajnie, pięknie ALE powinnaś pójść na jakąś naukę robienie zdjęć, bo niektóre masz niepoprawne!!!

    1. O nie, i co ja teraz zrobię :(

      Jeśli masz dla mnie konkretne uwagi to chętnie przeczytam. Natomiast kursu na razie nie planuję, a zdjęcia robię dla przyjemności i na pamiątkę. I szczerze mówiąc nie wiem czy nauka zasad zmieni moje patrzenie na świat, bo fotografuję to, co mi najbardziej pasuje w kadrze.

    2. Anonimie, zdziwiłbyś się bardzo, gdybyś sam kończył kurs albo studium fotograficzne. Ja studiuję fotografię, więc mogę śmiało napisać, że to, co dla jednych jest poprawne, dla innych nie i odwrotnie. Oczywiście, są pewne przyjęte kanony, ale uwierz, że wielu je łamie i dobrze na tym wychodzi. Najwięksi fotografowie świata je burzyli i zapisali się w annałach historii, więc różnie z tym bywa ;)

      Mnie osobiście zdjęcia Lokatej bardzo się podobają. Widać w nich pasję do podróży i miejsc, które odwiedza, a to czasem ważniejsze, niż poprawna forma zdjęcia, na którym nie ma życia, nie ma iskry Bożej. Ono może być tylko poprawne- i nic więcej ;)

  3. Piękne zdjęcia :) Nigdy tam nie byłam, i pewnie już nie będę.. ale pooglądam z przyjemnym pozazdroszczeniem zdjęcia :)

  4. Uwielbiam Londyn :) Ostatni raz byłam tam dziesięć lat temu, u cioci i wujka,którzy tam mieszkają. Zakochałam się w tym miejscu i nawet ruch lewostronny aż tak nie dał mi w kość ;) Uwielbiam atmosferę Londynu i mgłę, jakiej nie ma nigdzie indziej ;)

  5. Fajny post :)
    Kiedyś byłam w Londynie na wycieczce, ale było to wieki temu.
    Ostatnio dostałam zaproszenie do Londynu, więc może i się wybiorę :)

  6. W Londynie przez jakiś czas mieszkał mój brat, mnie jakoś to miasto nie ciągnie. Zdjęcia piękne i bez kursu :-)

Dodaj komentarz