Lisboa – Photo Diary

 

Lizbona – na mojej liście miejsc do odwiedzenia znajdowała się już od pewnego czasu. Najbliżej do tej pory byłam w trakcie tranzytu między lotami na Maderę, jednak nie było wystarczająco dużo czasu by wyskoczyć chociaż na chwilę. Niecałe 3 lata później dostałam propozycję nie do odrzucenia – wyjazd firmowy na przedłużony weekend do portugalskiej stolicy. Czy jadę? Co to za pytanie, przecież jasne, że tak! Przyznam, że nie miałam za dużo czasu na przygotowanie się do tego wyjazdu pod względem turystycznym. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że pierwsza wersja jaką usłyszałam to cały piątek poświęcony na wewnętrzną konferencję, sobota na wine tour, a w niedzielę rano powrót. Dlatego kiedy 3 dni przed wyjazdem okazało się, że mamy wolne trzy przedpołudnia (a w zasadzie nie tyle co przed, co do godziny 14, więc dla mnie to większość dnia!), atour będzie ‘food tourem’ trwającym kawałek popołudnia, a wracamy w niedzielę popołudniu stwierdziłam, że improwizacja nie będzie złym pomysłem. Co więcej, jest to jedno z pierwszych zdań w każdym przewodniku – nie rób planu na Lizbonę, po prostu zgub się w tym mieście!

Moje pierwsze wrażenia z Lizbony: Funchal! To chyba przez te platany i kolorowe fasady od razu miałam skojarzenie z głównym miastem Madery. I tak bez planu codziennie gubiliśmy się to w Bairro Alto, to w Alfamie czy w dzielnicy Maurów. Do tego fantastyczne jedzenie – zarówno w restauracjach, jak i w trakcie naszego food tour, pastela de nata wraz z espresso na deser i wieczory przy portugalskim winie. Lizbona zdecydowanie mnie oczarowała! I mimo tego, że wieczorami co chwilę ktoś nam proponował narkotyki oraz byliśmy świadkiem dwóch pogoni za kieszonkowcami, chętnie tam wrócę przy okazji portugalskich wakacji.

Przyznam też, że wyjazd pod koniec września to idealny termin – 22-26 stopni, wspaniałe słońce i znacznie mniej turystów (choć dalej masa ludzi) to tylko trzy powody. Dla mnie była to miła odskocznia od jesiennej i chłodnej Szwecji. A Was zapraszam na spacer!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

5 Replies to “Lisboa – Photo Diary”

  1. Przyznam szczerze, że chwilowo nie lubię Lizbony ;) Mam jej przesyt. Moja mama i siostra ciągle o niej mówią, non stop. Tak ich zachwyciła. A ja chwilami mam dość ich wiecznych zachwytów ;) Ale przyznaję, piękne zdjęcia, bo i miejsce cudowne:)

  2. piękne :) jakich filtrów używasz?

    1. Na ogół sama tworzę presety w Lightroomie – czasem od zera, czasem znajduję pasujące i tylko delikatnie je poprawiam pod moje potrzeby.

  3. Ale pięknie!!! Patrzę na te zdjęcia i nie mogę się napatrzeć :) Muszę, po prostu muszę tam pojechać!

  4. Chętnie zgubiłabym się w Lizbonie :-)

Dodaj komentarz