książkowe top 5 – zima 2017

Czytać nauczyłam się jeszcze w zerówce, a odkąd pamiętam towarzyszyła mi miłość do książek. Pierwszą z grubszych lektur, która zapisała się w mojej pamięci były przygody Pyzy na polskich dróżkach. W podstawówce byłam fanką Astrid Lindgren oraz Małgorzaty Musierowicz (okej, czytam je dalej do dziś ;)), ale również Bahdaja, Nienackiego czy Makuszyńskiego. Pamiętam książki czytane pod kołdrą z małą lampką (do rana) i kończenie ich pod ławką na lekcjach (całe szczęście, że nie odbijało się to na moich ocenach!). Pamiętam też wakacje, które spędzałam u przyjaciółki, kiedy zaczytywałyśmy się powieściami Agaty Christie, a najlepiej działającym argumentem ze strony Mamy przyjaciółki było: “Bo powiem kto zabił!”.
W gimnazjum i liceum wciągnęła mnie głównie fantastyka, którą darzę sympatią do dziś, jednak z wielu pozycji już wyrosłam. Obecnie zestaw moich lektur jest bardzo różnorodny, pewnie głównie dzięki internetowi oraz czytnikowi e-booków – w każdej chwili mogę zamówić praktycznie każdą interesującą mnie książkę, jak i sprawdzić recenzje czy polecane tytuły.
W zeszłym roku postanowiłam spisywać wszystkie przeczytane tytuły i było ich 62. W tym roku przerzuciłam się na śledzenie ich przez goodreads, ale stwierdziłam też, że chciałabym się dzielić tutaj z Wami lekturami, które najbardziej przypadły mi do gustu. Nie chcę Was nimi zalać, więc myślę, że 5 książek raz na kwartał będzie odpowiednią liczbą.

1. “Maria Skłodowska-Curie. Złodziejka mężów: życie i miłości” Iwona Kienzler – zawsze odbierałam naukowców i odkrywców przez pryzmat nauki oraz ich wynalazków. Tacy stateczni na poszarzałych zdjęciach, byli dla mnie tylko obrazem geniuszu, ciężkiej pracy i nagród bądź sławy, jakie odkrycia im przyniosły. Jednak w ostatnich latach z przyjemnością odkrywam ich drugą, bardziej ludzką i codzienną twarz – Turing (jemu zawdzięczamy komputery) był gejem, Edison był złodziejem (choć niektórzy powiedzą, że trollem patentowym ;)), a Skłodowska-Curie? Osobą obdarzoną niezwykłą inteligencją oraz umysłem, która dzięki ciężkiej pracy z pozycji biednej guwernantki doszła na szczyt naukowego świata. Pierwsza kobieta z Noblem, pierwsza kobieta-profesor Sorbony (w czasach, gdy większość kobiet o studiach wyższych mogła co najwyżej pomarzyć) i jedyna do tej pory kobieta pochowana w paryskim Panteonie. Jednak to nie wszystko, a całe jej życie i wiele innych faktów o tej fascynującej postaci można dowiedzieć się właśnie z tej książki.

Obecnie temat Marii jest popularny – pewnie część z Was miała okazję obejrzeć już najnowszy film o polskiej badaczce. Seans jeszcze przede mną, a Wam polecam zajrzeć również do tej książki.

2. “Okrążyć słońce” Paula McLain – ostatnią książką zeszłego roku była historia pierwszej żony Hemingway’a tej autorki. Szybko sięgnęłam po inną pozycję McLain – historię Beryl Markham, Brytyjki wychowanej w Kenii na początku XX wieku, trenerki koni, awiatorki, kobiety nietuzinkowej i bardzo wyzwolonej, jak na swoje czasy. Jedyne czego nie zaznała Beryl to szczęśliwego życia w miłości – za mąż wyszła trzy razy i żadne z małżeństw nie należało do udanych. Mówi się, że jej prawdziwą miłością był kochanek przyjaciółki – równie wolny duch, jak sama Beryl, który tragicznie zmarł w wypadku lotniczym (był pilotem w trakcie tego wypadku).
Nie jest to klasyczna biografia, a raczej powieść na podstawie historii życia i może dlatego tak przyjemnie czyta się książki McLain. Z drugiej strony wiem, że to właśnie dlatego też nie każdemu będą odpowiadać. Ja przepadam za historiami o niezależnych kobietach, zwłaszcza w czasach, kiedy nie było to dla nich łatwe.

3. “Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit” Suki Kim – amerykańska dziennikarka, urodzona w Korei Południowej, pod przykrywką misjonarki dostaje się do kadry pracującej na Pjongjańskim Uniwersytecie Naukowo-Technologicznym – uczelni sponsorowanej przez stowarzyszenia chrześcijańskie, co już samo w sobie jest niezwykłą ironią, biorąc pod uwagę nastawienie koreańskiego reżimu do religii. Tam wykłada angielski dla studentów pochodzących z elitarnych rodzin. Żyjąc 24h/dobę w kampusie pełnym podsłuchów, praktycznie w zupełnym odcięciu od świata, gdzie każdy mail może być przeczytany, wszystko wykonywane jest na chwałę Władcy, a każda lekcja ze studentami musi być zaakceptowana przez “górę” stara się zrozumieć świat, w którym się znalazła i przedstawić nieco swojego studentom. Dla kogoś, kto mieszka w wolnym kraju, może podróżować z dowodem osobistym, wychodzić kiedy tylko ma ochotę i mówić co myśli – opisywane przeżycia brzmią jak wyjęte z orwellowskiego świata i ciężko uwierzyć, że w XXI wieku gdzieś na świecie istnieje taki kraj.

Choć mam kilka zastrzeżeń co do formy książki np. sporo powtórzonych przemyśleń to wciąż warto po nią sięgnąć, żeby poznać lepiej Koreę.
4.  “Dziewczyny z Powstania” oraz “Dziewczyny z Syberii” Anna Herbich – o Powstaniu Warszawskim, II Wojnie Światowej, Nazistach i Sowietach napisano wiele książek i opowiedziano wiele historii. Anna Herbich opowiada dzieje Powstania oraz przybliża rzeczywistość osób zesłanych na Syberię z punktu widzenia kobiet. W dwóch książkach zawartych jest 21 historii. Historii zupełnie różnych kobiet, które jako dziewczynki lub nastolatki przeżyły piekło na ziemi. Bardzo poruszająca lektura, która pozostawia ślad w myślach na dłużej.

5. “Uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski – o kryminałach Miłoszewskiego słyszałam już od pewnego czasu, a kiedy mój mąż stwierdził, że jest zachwycony to wiedziałam, że dość szybko Miłoszewski trafi na mój czytnik.
W trakcie weekendowej sesji grupowej ginie mężczyzna. Prokurator Teodor Szacki ma przed sobą nie lada zagadkę, a rozwiązania będzie szukał również w czasach PRL, nie zdając sobie sprawy jaka siła depcze mu po piętach.
Przyznam, że jest to jeden z lepszych polskich kryminałów, które miałam okazję czytać. Dobrze napisany, błyskotliwy, dość niebanalny, choć przyznam, że jako fance Agaty Christie całkiem dobrze udało mi się odgadnąć wykorzystany motyw, na którym oparta jest powieść. Jeśli ktoś lubi kryminały to warto zainteresować się Miłoszewskim i trylogią o Szackim.

6 Replies to “książkowe top 5 – zima 2017”

  1. No popatrz, lubiłaś Lindgren? A ja właśnie dziś rano skończyłam czytać "Dzieci z Bullerbyn", jedną z moich ulubionych książek z dzieciństwa. Od kilku lat czytam szkolne lektury dzieci mojej Siostry i stąd taki wybór, ale teraz pora wziąć się za coś poważniejszego.

    1. No pewnie! Moje przebranie za Pippi było tak dobre, że wygrałam konkurs w podstawówce na balu :D

  2. "Dziewczyny z Powstania"- rewelacja! Nie mogłam się oderwać :)

    1. Ja również, choć miejscami bardzo przybijająca.

  3. Kupiłam siostrze na urodziny "Dziewczyny z Powstania" mina nie była zadowolona heheheh ale teraz jak jej powiem, że tyle dobrych recenzji, to może chętniej po nią sięgnie ;)

    1. Książka jest naprawdę dobra, bo prawdziwa. Wiem, że nie każdemu może pasować klimat, bo nie każdy lubi czytać o II WŚ i wspomnieniach z nią związanych, mimo to, uważam, że jak najwięcej młodych osób powinno po takie pozycje sięgać.
      Może sama pożycz, i Twoja opinia ją przekona ;)?

Dodaj komentarz