książkowe polecenia – jesień 2018

 

Każdy książkoholik zna ten stan – kiedy letnie popołudnia z mrożoną kawą i książką zamieniają się powoli w długie wieczory pod kocem. Kiedy deszcz dzwoni o parapet, więc dobra lektura to najlepszy plan na weekend. Jesień i zima oznaczają u mnie wzmożone spacery do biblioteki i zakupy ebooków. W związku z tym chcę się z Wami podzielić najlepszymi tytułami, które w ostatnim czasie trafiły w moje ręce i które powinny sprawdzić się idealnie, kiedy za oknem słota.

 

1. “Snoby” Julian Fellowes – listę zacznę od pozycji zdecydowanie najlżejszej. Gdyby nie fakt polecenia książki oraz informacja, że autorem jest scenarzysta i twórca “Downton Abbey” nie wiem czy bym po nią sięgnęła. Świat angielskiej wyższej klasy, tak bardzo zamkniętej i zadufanej w sobie, w latach 90-tych ubiegłego wieku. I Edith, przedstawicielka klasy średniej, na którą przelane zostają ambicje matki wspinającej się po szczeblach drabiny społecznej. Kiedy Edith poznaje Charlesa Broughtona, czarującego, aczkolwiek przeciętnego przedstawiciela uprzywilejowanego rodu, wydaje jej się, że o to otworzył się przed nią lepszy świat.
Powieść jest lekka, dość przyjemna, i jednocześnie mocno przewidywalna. Czasem jednak warto sięgnąć po książkę, którą czyta się błyskawicznie.

 

2. “Tatuażysta z Auschwitz” Heather Morris – czy można napisać książkę o miłości rodzącej się w czasie jednych z najstraszniejszych wydarzeń we współczesnej historii? Książkę, która nie będzie niesamowicie ckliwa, ale także nie będzie zbyt straszna? Wydaje mi się, że właśnie taką powieść udało się stworzyć Heather Morris. Dodając do tego fakt, że opisywana historia miłości żydowskiego tatuażysty w Oświęcimu i jednej z więźniarek wydarzyła się naprawdę, powstaje lektura, po którą warto sięgnąć.
Książka, jak i główny bohater, owiana jest nutą kontrowersji – bo jeśli dokładnie będziemy chcieli prześledzić historię Lale to możemy dojść do wniosków (do jakich on sam doszedł i dlatego dopiero po śmierci swojej żony, pod koniec swojego życia zdecydował się o tej historii opowiedzieć), że był jednym z obozowych kolaborantów. Natomiast w takich chwilach zawsze zadaję sobie pytanie – czy mogę tak ocenić człowieka pojmanego, którego przeznaczeniem była śmierć i któremu udało się od niej wywinąć oraz pomóc przetrwać najgorsze lata życia, nigdy nie będąc w takiej sytuacji i nie wiedząc jak zachowałabym się sama?

 

3. “Rdza” Jakub Małecki – będąc na rejsie na Mazurach spytałam znajomych co właśnie czytają. Oboje akurat spędzali swoje popołudnie nad tą lekturą i zaraz po powrocie sama po nią sięgnęłam. Umknął mojej uwadze autor, który był m.in. nominowany do Nike za jedną ze swoich poprzednich powieści. I całe szczęście, bo dobra książka zaskakuje jeszcze bardziej, kiedy niczego od niej nie oczekujemy.
Choć mamy dwoje głównych bohaterów – małego Szymka i jego babcię, Tośkę, to siłą “Rdzy” są także bohaterowie drugoplanowi. Zastanawiałam się czy można tę książkę określić sagą małego miasteczka, bo tym właśnie jest – zbiorem losów i historii życia kilku osób z małej, polskiej wsi. I gdyby spytać o czym jest ta książka to jest po prostu… o życiu. O miłości, przyjaźni, rodzinie, niepięknych ludzkich uczuciach, które czasem nami kierują, a także o relacji człowieka z samym sobą. Choć miejscami mogłabym powiedzieć, że jest trochę niedokończona, zostawia pewien niedosyt, to może to i lepiej? Rzadko kiedy dostajemy pełen wgląd w historię życia innych osób.

 

4. “Analfabetka, która potrafiła liczyć” Jonas Jonasson – Jonas Jonasson to mistrz absurdu i niewiarygodnych książek dziejących się m.in. w dość współczesnej Szwecji. Jeśli ktoś słyszał o “Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął” już wie czego może spodziewać się po drugiej książce tego autora.
Choć wiemy od początku, że ta historia nigdy by się nie wydarzyła, choć często ciężko jest uwierzyć w jakie kłopoty pakują się bohaterowie (lub przypadkowo są wpychani przez zrządzenie losu), to sposób narracji i prowadzenie czytelnika po losach afrykańskiej dziewczynki z RPA sprawia, że lekturę się pochłania. W przeciwieństwie do pierwszej pozycji Jonassona, akcja toczy się sprawniej i nieczęsto zdarzają się momenty, kiedy książka się dłuży (przy całej mojej dobrej opinii o “Stulatku…” – pod koniec książki już nieco miałam dość).

 

5. “Homo deus. Krótka historia jutra” Yuval Noah Harari – izraelski historyk w ostatnich latach podbija księgarnie książkami z połączenia historii z filozofią. W pierwszej części opisywał historię człowieka i ludzkości, od zwierząt do bogów, by w drugiej spróbować odpowiedzieć jak może wyglądać przyszłość ludzkości. Choć ociera się o transhumanizm, wciąż pełna jest ciekawostek historycznych oraz ekonomiczno-gospodarczych. Największą zaletą jednak izraelskiego pisarza jest lekkość pióra, bo choć książka jest popularno-naukowym, grubym, opartym na porządnej bibliografii tomiskiem to czyta się ją niezwykle przyjemnie i z dużym zainteresowaniem. Co prawda nie jest to lektura na weekend, bo dawka informacji i rozważań potrzebuje czasu na przetrawienie, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć i być może zmienić nieco swoje spojrzenie na świat.

 

6. “Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet.” Karolina Bednarz – o mojej pewnej fascynacji Japonią pewnie wiecie, dlatego tak bardzo się cieszę, że trafiłam na tę książkę, która ją nieco dla mnie odczarowała. O tym jak bardzo jest to patriarchalne środowisko wiedziałam, nie sądziłam jednak, że opisane historie dzieją się w takiej skali! Autorką jest Polka, która od lat po Japonii podróżuje. Research, który musiała zrobić do tej książki, zdaje się być niewyobrażalnie duży.
Można zarzucić tej pozycji, że przedstawia tylko negatywny obraz kraju – myślę, że jednak jest to potrzebna perspektywa, by dostrzec z jakimi problemami mierzy się japońskie społeczeństwo.

 

7. “Głód” Martín Caparrós – tak naprawdę należy napisać, że polecam tę książkę, a dodaję do niej pozostałe 6 ekstra. Jest to jedna z najmocniejszych i najbardziej uderzających książek, jakie przeczytałam w życiu. Pozycja, która leży tak daleko od półki “lektury lekkie” jak to tylko możliwe, ale jednocześnie, którą każdy w naszym życiu powinien przeczytać.
Pisząc prosto jest to książka o głodzie na świecie. W jednym tym zdaniu zawarte jest całe jej sedno, ale jednocześnie to jedno zdanie nie oddaje nic na jej temat. Nazwana “reportażem totalnym”, i choć wiele momentów ma charakter reportażowy, to wiele innych – eseistyczny. Caparrós zabiera czytelnika w podróż dookoła świata, a wszystkie miejsca i rozmowy, które opisuje łączy jedno – brak możliwości zaspokojenia jednej z najbardziej podstawowych potrzeb człowieka. Głód. Rozmawia, opisuje, stara się wyjaśnić i zrozumieć (zrozumieć?) jak to się stało, że w świecie, w którym mówimy, że większym zagrożeniem dla życia jest otyłość niż niedożywienie, dalej żyje prawie miliard osób, które nie tylko nie znają twittera, paneli na podłodze, lodówki czy bieżącej wody, ale nie wiedzą, że można jeść coś więcej niż proso czy ryż. Dla których trzy posiłki dziennie i brak zmartwień o strawę na jutro, nawet nie istnieje w perspektywie życia.

 

“Nie wiem, jak to ująć, jak się wyrazić: Drogi czytalniku, pełen dobrych intencji, czasem trochę niefrasobliwy, czy wyobrażasz sobie, co to znaczy nie wiedzieć czy następnego dnia będziesz miał coś do jedzenia? Więcej: czy wyobrażasz sobie życie złożone z wielu takich dni? Życie zbudowane na tej niepewności, na lęku, jaki ta niepewność budzi, na usilnych próbach poradzenia sobie z tą sytuacją, na niemożności zapomnienia, ponieważ wszystko krąży wokół jednego tematu? Czy wyobrażasz sobie życie tak ubogie, tak krótkie, tak czasem bolesne, pełne trudu?”

 

To także książka pełna refleksji i zmieniająca spojrzenie na współczesną ekonomię czy dietę współczesnego człowieka zachodu opierającą się w tak dużej mierze na mięsie i produktach zwierzęcych. To książka, która niewyobrażalnie zmienia optykę i jeśli mielibyście przeczytać tylko jedną w tym roku, to niech będzie to właśnie ta pozycja.

 

 

“Zdumiewa mnie łatwość, z jaką zjadamy najrozmaitsze produkty, przetworzone w skomplikowanych procesach; jeden kęs wołowiny, skrzydełko kurczaka, krewetka niosą w sobie całą historię. Ale przede wszystkim łatwość, z jaką przyjmujemy, że żyje się właśnie tak, niepomni, że przez tysiące lat człowiek wcale tak nie żył, że miliardy ludzi żyją inaczej. To marnowanie przywileju: tak nam dobrze, że nawet sobie tego nie uświadamiamy.” 

 

Źródło zdjęcia w nagłówku.

4 Replies to “książkowe polecenia – jesień 2018”

  1. Dzięki za polecenia, żadnej nie czytałam, więc mam co nadrabiać :)

  2. “Tatuażysta”… dla mnie świetny! Mocna książka, ale wchodzi w głowę i już tam zostaje. Tez polecam od siebie wszystkim, którzy jeszcze nie czytali.

  3. Po “Kwiaty w pudełku” i “Głód” muszę sięgnąć. “Tatuażysta” też mnie ciekawi, chociaż mam wątpliwości.

  4. Chętnie sięgnę po “Tatuażystę”.

Dodaj komentarz