Kanada #3 – Jasper, Maligne Lake i Athabasca Glacier

 

Powoli docieramy do Jasper i tym samym rozpoczynamy kolejną część podróży, na którą tak czekałam – życie na kempingu! Wiem, przecież to tylko namiot, spanie na materacu, ograniczona przestrzeń do funkcjonowania i jeden palnik do gotowania wszystkiego. Ja jednak uwielbiam takie spędzanie wakacji – od spania i życia pod namiotem wolę tylko spanie i życie na łódce ;)
Po zakupach w miasteczku docieramy na nasz kemping i po szybkiej rejestracji jedziemy znaleźć parcelę. Tutaj czeka nas pierwsza niespodzianka, bo kemping jest ogromny! I zdecydowanie nie przypomina zwykłego pola namiotowego – tym razem naprawdę śpimy w lesie. Namiot wznosimy dość sprawnie, a po wykwintnej kolacji w postaci makaronu z sosem ze słoika pozostaje „tylko” wzięcie prysznica, do którego mamy ok. kilometra spaceru. I choć tej nocy nieco zmarzliśmy to budzimy się podekscytowani nowym dniem.

 

 



Pierwszy dzień w Jasper National Park to kierunek Medicine Lake, a chwilę później Maligne Lake, jedno z najbardziej znanych jezior w tym rejonie. My jednak zamiast rejsu wybieramy szlak górski – The Bald Hills. Jest to szlak trudny, w sumie ok 12-14km (zależnie czy wybierzemy bardziej stromy skrót) i który trochę mnie przerasta. Z powodu mojego serca nie czuję się na siłach, by obrać trasę na sam szczyt. Po dotarciu do punktu widokowego postanawiamy zejść na dół, tym samym robiąc ok 10km. Dało się odczuć, że szlak był trudniejszy również przez jego mniejszą popularność. Po zejściu spacerujemy również w kierunku jeziora, obserwując z mostu pstrągi tęczowe walczące z nurtem rzeki – coś, o czym tylko czytałam w książkach i widziałam w filmach znów dzieje się na moich oczach.

Wracając zatrzymujemy się ponownie w miasteczku – obiado-kolacja, spacer, skorzystanie z publicznego WiFi. Wieczór to już relaks na kempingu.

 

 

 

 

 

Kolejnego dnia postanawiamy zmienić plany – wstępnie myślałam o szlaku Sulphur Skyline, ale i on należy do szlaków trudnych, a po doświadczeniu dnia poprzedniego nie jestem przekonana czy byłaby to rozsądna decyzja. Wybieramy za to punkt zapasowy – Valley of the Five Lakes. Szlak jest opisany jako średnio-trudny, ale część fragmentów to łatwy spacer – nie trzeba dużego przygotowania by go przejść. Można również dostosować długość, a biegnie, zgodnie ze swoją nazwą, wzdłuż 5 jezior. Znów było mi ciężko uwierzyć, że mogą mieć tak niesamowite kolory! Tutaj również natykamy się po raz pierwszy na słynne czerwone krzesła – punkty widokowo-informacyjne rozsiane po parkach narodowych.
Wieczorem postanawiamy wybrać się na gorące źródła pełne minerałów i o bardzo specyficznym zapachu. Kąpiel w gorących basenach po kilku dniach spędzonych na szlakach była strzałem w dziesiątkę! Wyszliśmy tylko dlatego, że Miette Hot Springs znajdują się ok godziny od Jasper i przed kolacją mieliśmy jeszcze kawałek drogi do przejechania.

 

 

 

 

Trzeci poranek na kempingu oznacza jedno – trzeba zwinąć nasz obóz i powoli jechać dalej. Ostatni dzień w okolicy Jasper nie był intensywnie zaplanowany – spakowanie wszystkich rzeczy do samochodu, zrobienie prania w pralniomacie oraz zakupów na kilka kolejnych dni. Popołudniu jednak udało nam się odwiedzić kilka punktów przy północnej części Icefields Parkway – Horseshoe Lake, Sunwapta Falls i Athabasca Falls, od których mieliśmy tylko kilka minut do kolejnego noclegu. Tym razem padło na ‘wilderness hostel’ HI Athabasca Falls, który znajduje się w lesie, pośrodku niczego. Nie ma bieżącej wody, a więc także dostępu do prysznica, toalety to kanadyjski wychodek, a ręce lub zęby myje się korzystając z wody z przygotowanych baniaków. Klimat miejsca jest jednak niesamowity i cieszę się, że zdecydowaliśmy się tutaj spędzić noc, mimo, że hostel jest tylko ok 20km od kempingu, który opuściliśmy rano. My nie mamy szczęścia (a może właśnie mamy?), ale wiem, że czasem pod zabudowania podchodzą niedźwiedzie.
Wieczór spędzamy z książkami oraz słuchając historii innych gości hostelowych, z których połowa odbywa kilkumiesięczne podróże po świecie.

 

 

 

 

 

Kolejny dzień przychodzi wraz z ochłodzeniem. Na polary zakładamy jeszcze peleryny przeciwdeszczowe i zbieramy się do wyjazdu. Podczas śniadania dostrzegam, że oprócz deszczu pada również śnieg, a przed nami 70km, czyli niecała godzina jazdy do kolejnego punktu, który chcemy odwiedzić. Tuż przed naszym wyjściem dziewczyna z obsługi hostelu mówi, że jeśli opady śniegu się wzmogą to droga, na którą właśnie chcemy wyjeżdżać może zostać zamknięta. Przyznam, że trochę się tego nie spodziewałam. Czytałam opowieści, że w Kanadzie śnieg może spaść również w lipcu, ale doświadczenie tego na własnej skórze to co innego. Staramy się jednak być dobrej myśli i dość zachowawczo, ale ruszamy w drogę.
Icefields Parkway to jedna z najbardziej malowniczych tras na świecie i przyznam, że z jednej strony trochę szkoda, że większość przejechaliśmy we mgle i śniegu. Z drugiej strony, miało to swój niezwykły urok – dostaliśmy dodatkową porę roku do przeżycia w Kanadzie!

Naszym pierwszym przystankiem jest lodowiec Athabasca. Pierwotnie planowaliśmy wybrać się na zorganizowany trekking po nim (samodzielnie nie wolno na niego wchodzić – grozi to poważnym wypadkiem, jeśli wybierzemy złą drogę), ale pogoda nas odstraszyła. Słusznie, bo było zimno, ubraliśmy wszystkie możliwe warstwy na siebie, do tego widoki żadne. Nie chciałabym jeszcze w tych warunkach wchodzić na lodowiec. Zamiast tego postanowiliśmy skorzystać z atrakcji turystycznej, jaką jest wjazd monster-autobusem, a następnie wejście na Skywalk. To również nie była najlepsza decyzja, bo zwyczajnie zbyt wiele nie było widać. Pogoda poprawiła się dopiero pod koniec naszej wycieczki. Będąc w tym rejonie wiele planów zależy od pogody. Po krótkim odpoczynku i posiłku ruszamy dalej na południe. Zanim dojedziemy do Lake Louise czeka nas jeszcze kilka przystanków widokowych po drodze.

 

 

 

 

 

 

4 Replies to “Kanada #3 – Jasper, Maligne Lake i Athabasca Glacier”

  1. Te kolory jezior mnie urzekają, są niesamowite! Widoki jak zwykle wspaniale :) Z tymi niedźwiedziami to chyba jednak było szczęście:)

    1. Chyba cała paleta odcieni niebieskiego była :)

  2. Coś cudownego!!! Bajkowa wyprawa! :) I te widoki, te jeziora!

  3. Pięknie podróżowaliście :-)

Pozostaw odpowiedź godlewska Anuluj pisanie odpowiedzi