Kanada #1 – organizacja wyjazdu i informacje praktyczne

 

Mam wiele wspomnień z dzieciństwa związanych z domem moich dziadków, a jednym z nich są podkładki, które leżały na stole i towarzyszyły nam przy posiłkach. Laminowane zdjęcia i grafiki w formacie A3, które dziadek przywiózł ze swojej podróży do Toronto w latach 90-tych. Pamiętam jak wielokrotnie je oglądałam i myślałam sobie, że kiedyś też wybiorę się do Kanady. Jeszcze kilka lat temu było to marzenie o bardzo dalekim zasięgu i z jakiegoś powodu wyjazd do Kanady wydawał mi się mało osiągalny. Być może dlatego, że większość osób lecąc do Ameryki Północnej wybiera Stany? Jednocześnie w mojej głowie zaczynało krystalizować się miejsce wyjazdu – choć w zeszłym roku prawie polecieliśmy do Toronto zamiast Nowego Jorku, to wiedziałam, że najmocniej ciągnie mnie do natury i kanadyjskiej dziczy. 

Pierwsze plany wyjazdowe pojawiły się 2 lata temu, kiedy stworzyliśmy własną mapkę z miejscami do zobaczenia. Musiało minąć jednak 1,5 roku od tego momentu, żebyśmy zdecydowali się kupić bilety i w czerwcu spędziliśmy niesamowite 3 tygodnie w tym kraju! Już na początku napiszę, że Kanada to nasz najpiękniejszy wyjazd. Dalej ciężko mi uwierzyć, że przemierzyliśmy ponad 3000 km samochodem, spaliśmy w kanadyjskim lesie, widzieliśmy niedźwiedzie (a jeden dość nieśpiesznie przeszedł nam przed samochodem na drodze), codziennie obserwowaliśmy wiewiórki i zachwycaliśmy się najpiękniejszymi jeziorami na świecie!

W najbliższym czasie zabiorę Was w podróż i pokażę jedne z najcudowniejszych miejsc jakie widziałam w życiu, choć już uprzedzam, że zdjęcia nie są w stanie oddać tego, co widzieliśmy! Dzisiaj, tradycyjnie, zacznę od informacji praktycznych i organizacji wyjazdu. 

Była to najdłużej planowana przez nas podróż, bo bilety lotnicze kupiliśmy 4 miesiące przed wyjazdem. Jednocześnie zdecydowaliśmy się na ‘roadtrip’, więc staraliśmy się wszystko dokładnie zaplanować. W tym procesie nieoceniony stał się blog Marty (którego polecam nawet, jeśli podróży nie planujecie, bo jej zdjęcia są wspaniałe!), który przeczytałam wzdłuż i wszerz, by jak najlepiej rozeznać się w okolicy, do której się wybraliśmy i sensownie wszystko rozplanować. Bo tutaj muszę dodać – wyjazd do Kanady to wyjazd pełen kompromisów. Wybraliśmy się na nieco dłuższy urlop, więc nie musieliśmy się bardzo śpieszyć, ale w takim czasie można zobaczyć tylko najważniejsze, wybrane miejsca. I choć trochę nas zaskoczyła pogoda, to plan sprawdził się bardzo dobrze.

 


Kiedy i gdzie najlepiej lecieć? 

 

Choć moje dziecięce marzenia związane były z Toronto, to jednak wybraliśmy zupełnie inny rejon – Kolumbię Brytyjską oraz Albertę. Kanadę podobno warto odwiedzać przez cały rok, jednak najwyższy sezon jest w lecie. Miesiące od czerwca do sierpnia to najlepszy czas na wyprawę w Góry Skaliste, jeśli nie interesuje Was wspinaczka w śniegu. Choć i przyjazd w lecie nie gwarantuje idealnej, bezśnieżnej pogody ;) Nawet będąc w miasteczkach jest się tutaj na wysokości ponad 1000m, droga wzdłuż gór najwyższy punkt osiąga w okolicy 2000m i obejmuje również widok lodowców. Część szlaków może być niedostępna nawet do połowy lub końca czerwca, a temperatury w nocy mogą spaść w okolice zera (nawet, jeśli w ciągu dnia jest upał). 

My wybraliśmy czerwiec z dwóch powodów. Po pierwsze, największy tłum jest w lipcu, więc w czerwcu łatwiej znaleźć noclegi. Po drugie, bardzo lubimy Sztokholm w lipcu, więc nie chcieliśmy go znów w tym czasie opuszczać ☺ Dodatkowo tak nam się złożyły czerwcowe święta i dni wolne, że mieliśmy cały czwartek przed piątkowym wylotem wolny i spędziliśmy go na pakowaniu. 

Zdecydowaliśmy się lecieć linią Icelandair do Seattle z przesiadką na Islandii, bo w naszym przypadku były to najkorzystniejsze bilety pod względem ceny i wygody, a dodatkowo mieliśmy okazję zobaczyć Seattle, które również chciałam odwiedzić.
Loty do Vancouver albo były znacznie droższe (w wariancie z jedną przesiadką) lub zdecydowanie dłuższe i bardziej męczące (np. 2-3 przesiadki i 26h w podróży).
Na loty do Seattle zdecydowaliśmy się też dlatego, że nasza podróż zajęła ponad 3 tygodnie, więc mogliśmy sobie pozwolić na dodatkowe dwa dni i przejazdy między krajami. Gdyby była krótsza – myślę, że warto od razu lecieć do Kanady i nie tracić czasu. Jeśli komuś zależy tylko na Górach Skalistych to najbliższe lotniska są w Edmonton i Calgary. 

Chyba największą zaletą lotu z Icelandair jest fakt, że głównie korzystają z niego Amerykanie (szczególnie na trasie z Islandii do Stanów), więc tym razem w ciągu 5 minut od opuszczenia samolotu udało nam się przejść kontrolę paszportową na lotnisku, bo imigracja była zupełnie pusta! W drugą stronę było podobnie – biometryczne paszporty UE pozwalają na przejście przez automatyczne bramki w Keflaviku, co zajmuje 15 sekund. Tym razem udało nam się ominąć kolejki!

Transport pomiędzy Seattle a Vancouver jest stosunkowo dobrze zorganizowany – w jedną stronę wybraliśmy się pociągiem Amtrak, w powrotną autobusem Boltbus. Przejazd pociągiem był dość zabawny, bo musieliśmy… nadać bagaż, co oznaczało stawienie się na dworcu najpóźniej 45 minut przed odjazdem pociągu. Również przyznawanie miejscówek odbywa się w inny sposób – w poczekalni otwiera się okienko, gdzie konduktor sprawdza bilet i przydziela miejsca. Nie ma również dowolnego dostępu do peronu – drzwi otwierają się kiedy pociąg już stoi i czeka na pasażerów. Natomiast wybór autobusu był nietrafiony. Jest znacznie tańszy od pociągu i częściej kursuje, ale takiej dezorganizacji przy pakowaniu bagażu już dawno nie widziałam. Niech najlepszym komentarzem będzie dla Was fakt, że prawie odjechaliśmy po kontroli granicznej bez jednej pasażerki…

 

 

Jazda po Kanadzie

Zarówno w Seattle, jak i w Vancouver poruszaliśmy się głównie komunikacją miejską. Może nie jest to najszybszy środek transportu, ale przyznam, że działa dość sprawnie i w tej części Ameryki Północnej nie trzeba samochodu przy krótkim pobycie. Na główną część naszej wyprawy, czyli dwa tygodnie w trasie, zdecydowaliśmy się na wypożyczenie auta w Vancouver. Co prawda da się podróżować zarówno autostopem, jak i autobusami czy pociągiem, ale jest to spore ograniczanie możliwości i przy takiej trasie jak nasza nie wchodziło w grę. 

Skorzystaliśmy z usługi firmy Hertz i byliśmy zadowoleni. Dostaliśmy prawie nowy samochód z niewielkim przebiegiem, do tego klasę wyżej niż rezerwacja. Po raz pierwszy w życiu miałam okazję jeździć automatem i rozumiem dlaczego ludziom tak ciężko się potem wraca do manualnej skrzyni biegów – na początku brakowało mi sprzęgła, ale po przyzwyczajeniu się przyznaję, że jest to po prostu wygodne. 

 

Drogi w Kanadzie zdominowane są przez pick-upy oraz kampery! Przyznam, że już dawno nie widziałam na drodze takich ilości RV oraz przyczep kempingowych. Jest to zdecydowanie bardziej popularna forma kempingowania niż spanie w namiocie. Przez chwilę również rozważaliśmy taką formę noclegów, ale oznaczało to wyższe koszty oraz ciągłe życie w samochodzie. Nie byliśmy również pewni czy kamper wszędzie wjedzie, ale pod tym względem nie byłoby problemów. 

Mocno zaskoczyły nas również różnice w cenach paliwa – w Vancouver ok 140 centów za litr, w Jasper ok 120, a w Canmore… 97! Będąc w drodze zawsze warto pamiętać, że kilometry trasy wiodą wśród gór, a stacje benzynowe mogą być od siebie oddalone o 150km – na szczęście w większości przypadków są tablice, które o tym informują. 

 

 

Noclegi

Myśląc o tej podróży w głowie mieliśmy wizję spania pod namiotem i życia na kempingu. Jednak w trakcie planowania drogi uznałam, że na pojedyncze noce lepiej wybrać hostel, bo będzie wygodniej niż ciągłe rozstawianie i pakowanie namiotu. Ostatecznie nasz plan udało nam się zrealizować w Jasper i Banff, gdzie w każdym z miejsc spędziliśmy po 3 noce. Pozostałe noclegi to głównie hostele, ale pod koniec wyjazdu trafiliśmy również do hotelu, który okazał się być… odnowionym motelem, jak z filmów! 

Jednym z powodów wczesnego zakupu biletów był fakt, że noclegi w rejonie naszej trasy dość szybko się kończą, również te na kempingach. Co prawda jest kilka miejsc, które nie obsługują rezerwacji i stosują zasadę ‘kto pierwszy ten lepszy’, ale mnie stresuje taka niepewność i wolałam mieć wszystko zaplanowane wcześniej. Na miejscu okazało się, że w czerwcu nie trzeba być aż tak ostrożnym, jak my i można sobie pozwolić na większą spontaniczność.

Hostelem, który najbardziej nam przypadł do gustu jest Whistler Hostel Lodge – aż żal, że tylko jedną noc tam spędziliśmy! Niesamowicie podobał nam się budynek i patio kończące się w lesie. 

W Jasper zatrzymaliśmy się na kempingu Wapiti, a w Banff na Two Jack Main. Życie pod namiotem w Kanadzie okazało się być bardzo przyjemne – pola namiotowe to w zasadzie las z wydeptanymi miejscami pod namioty. Są zdecydowanie bardziej przestrzenne od tych, na których bywałam w Europie. W Jasper pod prysznic jeździliśmy samochodem, bo był tylko jeden budynek na całe miejsce, a my ok 1km od niego. Ale był! Ponieważ w przypadku Banff do rezerwacji został już tylko kemping bez prysznicy, więc musieliśmy sobie radzić w inny sposób. Na szczęście w okolicy są baseny z gorącymi źródłami, więc oprócz atrakcji mogliśmy również się umyć. A tuż obok znajduje się drugi kemping, na który można wejść dość niespostrzeżenie (włamanie pod prysznic, tego jeszcze nie grali!).

W Seattle i Vancouver wybraliśmy AirBnB i znów bardzo dobrze sprawdziła nam się ta opcja. Jest zdecydowanie taniej niż w przypadku hotelu, a dodatkowo do dyspozycji jest kuchnia (w domach w Ameryce Północnej są olbrzymie!), więc przygotowanie posiłków staje się prostsze. 

 

Trasa i harmonogram

Kiedy bilety na loty zostały kupione, dość szybko zabrałam się za planowanie trasy. Najpierw pobieżnie, bo pod względem noclegów. Na szczegóły czas przyszedł później i musieliśmy nieco odchudzić naszą pierwotną mapę. Zrezygnowaliśmy z odwiedzin wielu miejsc w Kolumbii Brytyjskiej, które nie leżały w pobliżu naszej trasy i stanęło na pętli: Vancouver – Whistler – Mt. Robson – Jasper – Lake Louise – Banff – Revelstoke – Vancouver. Dokładniej trasę opiszę w oddzielnych postach (mam nadzieję, że starczy mi zapału, bo zawsze najlepiej pisze się na początku!), ale dziś podzielę się harmonogramem wyjazdu. Przyznam, że ciężko byłoby nam coś w nim zmienić – być może jeden dzień krócej w Vancouver na rzecz dodatkowego dnia w drodze? Myślę również, że zamiast miasteczka Banff i okolic, lepiej wybrać się do Canmore – my spędziliśmy tam tylko pół dnia na szlaku, a szkoda! Banff jest na tyle zatłoczone, że warto wybrać mniej turystyczne rejony.

Dzień 0: przelot do Seattle i dotarcie na rzęsach, po 24h bez snu do pierwszego noclegu.

Dzień 1: Seattle – rejon Queen Anne, Kerry Park, Pike Place Market, Waterfront.

Dzień 2-5: przejazd do Vancouver, wyprawa w skałki w Squamish, zwiedzanie miasta na rowerach i pieszo, ostatnie zakupy kempingowe.

Dzień 6: zakupy i w drogę! Shannon Falls, Brandywine Falls, Nairn Falls, Whistler. 

Dzień 7: Joffre Lakes Trail, dojazd do Clearwater. 

Dzień 8: Mt. Robson i Kinney Lake Trail, dojazd do Jasper.

Dzień 9-11: park narodowy Jasper (Bald Hills Trail, Valley of the Five Lakes, Horseshoe Lake, Medicine&Maligne Lake i wiele innych).

Dzień 12: bardzo zimny poranek w HI Athabasca Falls, Athabasca Glacier oraz Icefields Parkway w śniegu!

Dzień 13-14: Lake Louise, Lake Moraine, Emerald Lake, dojazd do Banff.

Dzień 15-17: park narodowy Banff i okolice (w tym bardzo przyjemny szlak Grassi Lakes przy Canmore).

Dzień 18-19: droga do Revelstoke, park narodowy Revelstoke oraz park narodowy Glacier (Giant Cedars Boardwalk, Great Glacier Trail).

Dzień 20-21: powrót do Vancouver i ostatnie chwile w Kanadzie, spędzone głównie na kompletowaniu pamiątek!

Dzień 22-23: dotarcie do Seattle i wylot do domu! 

 

 

 

O czym warto pamiętać

  • Przy wjeździe do parków narodowych należy zapłacić opłatę wstępu – podobnie jak w Polsce. Nie jest to niska kwota, więc warto być jej świadomym – 9CAD dziennie za osobę lub pass roczny, w cenie ok 65CAD za osobę lub 130 za rodzinę. 
  • Myśleliśmy początkowo o zakupie karty SIM, by mieć dostęp do internetu, ale zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Argumentem, który nas od tego odwiódł jest fakt, że przez połowę naszej trasy i tak nie było zasięgu! Korzystaliśmy z WiFi w hostelach lub restauracjach, czasem ratował nas hotspot w Starbucksie lub A&W (kanadyjski fastfood), a kilka dni bez internetu zdecydowanie dobrze nam zrobiło ☺
  • Wszędzie bez problemu można pić wodę z kranu. W miastach w wielu miejscach są ‘fontanny’, na campingach zdarzają się specjalne krany. Wystarczy mieć ze sobą butelki wielokrotnego użytku – udało nam się nie kupić ani jednej butelki wody w trakcie tego wyjazdu.
  • W Ameryce Północnej powszechne są „pralniomaty”, dzięki temu nawet jeśli nie ma dostępu do pralki w hostelu lub AirBnB bez problemu można wyprać i wysuszyć ubrania. My chcąc ograniczyć bagaż zabraliśmy ze sobą ubrania na ok 6-7 dni i w trakcie wyjazdu trzy razy zrobiliśmy pranie (w tym w Jasper i Banff). Zajmuje to ok dwóch godzin, a czas pomiędzy można wykorzystać np. na zrobienie zakupów. W pralni można również kupić środek piorący za ok 1-1,5CAD na jedno pranie, więc nie trzeba się w niego zaopatrzyć.
  • Byłam pod sporym wrażeniem, że zarówno na kempingach, jak i na szlakach był wyjątkowy porządek. Zarówno w kwestii segregacji śmieci (i nie śmiecenia), jak i toalet publicznych – choć na szlakach zawsze są to ‘wychodki’ to nigdy nie zabrakło papieru oraz był dostępny płyn do dezynfekcji rąk. Wynika to z prostej kwestii – ludzkie śmieci są zagrożeniem dla zwierzaków, które w ten sposób mogą stać się bardziej niebezpieczne dla ludzi (np. będą podchodzić bliżej namiotów szukając jedzenia), a ludzkie zanieczyszczenia bardzo łatwo mogą zniszczyć krajobraz i zainfekować teren. Biorąc pod uwagę, że Góry Skaliste co roku odwiedza ok 4 milionów turystów, mogłoby się to szybko stać problemem.
  • Kanada to kraj niedźwiedzi. I choć bliskie spotkania, a tym bardziej ataki i śmiertelne wypadki, zdarzają się bardzo rzadko, należy być bardzo czujnym. Oprócz zasad zachowania na kempingach (np. wszystkie śmieci oraz jedzenie pod nieobecność człowieka powinno być w samochodzie, śmietniku lub specjalnych metalowych szafkach), są także ostrzeżenia na szlakach, z którymi warto się zapoznać. Bardzo powszechne są także spray’e na niedźwiedzie – gdyby faktycznie spotkany miś się nami zainteresował. Są do kupienia na każdym kroku w Vancouver, jak i później w górach. Nam na szczęście się nie przydał!
  • Mimo, że nasz wyjazd był wakacyjny to byliśmy w górach. To oznacza, że trzeba być przygotowanym praktycznie na każdą pogodę – mieliśmy zarówno 28 stopni, jak i okolice zera wraz ze śniegiem.

 

 

Wrażenia

Kończąc dzisiejszy wpis, jak zawsze, chciałam się podzielić moimi wrażeniami. Odkąd Kanada na poważnie pojawiła się w naszych planach, na moim Instagramie pojawiało się coraz więcej kanadyjskich inspiracji. W trakcie planowania wyjazdu jeszcze więcej czytałam, by jak najlepiej poznać rejon, który odwiedziliśmy, a moje oczekiwania tylko rosły. Okazało się jednak, że już dawno nie było takiego wyjazdu, który tak by je nie tylko spełnił, ale tak mnie zachwycił! Naszym głównym celem było spędzenie czasu blisko natury i Kanada jest miejscem idealnym do tego celu. Przepiękne jeziora tuż obok siebie, cudownie pachnące lasy na każdym kroku i niezwykła różnorodność gór, która sprawiała, że momentami czuliśmy się jak w Alpach, momentami nieco przypominały się Beskidy, innym razem – kojarzyły Dolomity. Zauroczyła mnie również fauna, bo w takim wydaniu oglądałam ją tylko na zdjęciach lub przed ekranem. Kilka rodzajów wiewiórek pojawiało się w każdym miejscu, w Vancouver w parku spotkaliśmy szopy, a ostatniego wieczora również skunksy. W Lake Louise i Banff obserwowaliśmy świstaki, tak jak delifny po drodze ze Squamish do Vancouver. Na jednym z kempingów pojawiła się klępa, a po drodze do niego przez drogę przeszły nam młode… renifery! Mieliśmy także szczęście spotkać niedźwiedzie, choć ‘tylko’ z samochodu, nie mówiąc o wielu rodzajach nieznanych nam ptaków, w tym kolibrów, które latały nam nad głowami w trakcie śniadania na patio w Clearwater. Trudno byłoby mi marzyć o większym bogactwie fauny i flory. 

W tym momencie Kanada jest najpiękniejszym miejscem jakie miałam okazję odwiedzić, a moje codzienne zachwyty trwały aż do końca wyjazdu. Tym razem ucieszyło mnie nawet załamanie pogody, które pozwoliło nam na spędzenie jednego dnia w śniegu i obejrzenie kilku jezior w mgłach.

Czy było jednak coś negatywnego, co podobało mi się mniej? Myślę, że jedynym poważnym zastrzeżeniem jest jedzenie. Wiem, że to Ameryka Północna, więc nie spodziewałam się wyprawy dla ‘foodies’. Owszem, da się znaleźć również smaczne i nierujnujące opcje – w Vancouver jedliśmy świetnie sushi, w Revelstoke genialne burrito wege, a w Seattle świetną koreańską kolację. Niestety, większość restauracji mieszczących się w naszym budżecie to kanapki, burgery, pizza, pasta. O ile jest to smaczne przez kilka dni, tak po pewnym czasie zaczęłam marzyć o porządnej sałatce. Również jedzenie sklepowe nieco pozostawiało do życzenia, szczególnie pieczywo – z racji tego, że większość dni spędzaliśmy w górach to potrzebowaliśmy mieć ze sobą lekki prowiant. Na bajgle nie spojrzę przez kolejny rok ;) 

Aż żal było nam wyjeżdżać i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się do Kanady wrócić. Być może w góry, a być może bardziej na wybrzeże, które tym razem musieliśmy odpuścić. Na razie mogę napisać tylko, że jeśli ktokolwiek zastanawia się czy do Kanady warto jechać to tak, zdecydowanie warto!

 

6 Replies to “Kanada #1 – organizacja wyjazdu i informacje praktyczne”

  1. Śledziłam podróż na Instagramie i jestem pod wrażeniem. Mam bardzo bliską rodzinę w Kanadzie- trójkę rodzeństwa stryjecznego i aż jestem zaskoczona, że nigdy nie byli w tamtych rejonach, z ich opowieści i zdjęć Kanada to tylko Toronto ;) Czekam na więcej!

    1. Nie wiem jakie mają warunki zatrudnienia, ale standardem w Kanadzie jest… 10 dni urlopu rocznie. Każdy się zgodzi, że to niewiele. Jeśli do tego pracodawca nie zgadza się by wziąć je jednym ciągiem to możliwości podróżowania się ograniczają. Poza tym, nie każdy musi lubić góry :) Co prawda wiele miejsc, które widzieliśmy są dość łatwo dostępne (i pełne wycieczek emerytów), ale każdy woli co innego. Nie mniej, gdybym była na ich miejscu to byłabym tam kilka razy w roku (a najpewniej nie mieszkała w Toronto, tylko bardziej na zachód!).

  2. Rewelacyjna wycieczka, przepiękne zdjęcia! Marzy mi się Kanada, ale nie mam co do niej jakiś bardzo konkretnych planów. Dzięki za informacje techniczne. Do wpisu wrócę, jak będę kiedyś planować Kanadę ;)

    1. Bardzo bardzo polecam :) Szczególnie Góry Skaliste!

  3. Już te kilka zdjęć pokazuje, że Kanada jest zachwycająca. “Misia” przechodzącego przed samochodem nagrałaś?

  4. Wow, wspaniała wycieczka!!! Cudo!

Dodaj komentarz