Japonia #4 – Kamakura & Nikko, czyli jednodniówki z Tokio

 

Tokio potrafi dostarczyć wrażeń i zajęć na długi czas, ale będąc w japońskiej stolicy warto wybrać się na dodatkowe wycieczki poza granice miasta. W odległości 1-2h drogi pociągiem znajduje się kilka ciekawych miejscowości, które często bywają pomijane w planach podróży. Nikko, Hakone czy Jokohama mogą stać się przyjemnym urozmaiceniem dla wielkich miast, które najczęściej poznaje się w trakcie wycieczki do Japonii. My zdecydowaliśmy się na dwie całodzienne wycieczki – pierwszą z nich odbyliśmy do Kamakury, a drugą do Nikko.

 

Kamakura

 

Godzinę od Tokio leży jedna z dawnych stolic Japonii. Choć pod względem liczby ludności dorównuje np. Gliwicom, dla nas Kamakura miała klimat małomiasteczkowy, kojarzący się nieco np. z Jastarnią. Jest to miejsce dobre dla fanów zwiedzania świątyń, ale również dla tych, którzy chcieliby spróbować surfowania w Japonii.

 

 

Do Kamakury postanowiliśmy się dostać niezależnie od JRPassa. Pociągi w tamtą stronę jeżdżą co chwilę, więc nie trzeba się śpieszyć. Trasę wyznaczyliśmy z pomocą Google Maps ze stacji Shimbashi – 800 JPY za osobę w jedną stronę i rozpoczęliśmy nasz poranek z przygodami.
Zaczęliśmy od sprawdzenia metra w godzinach szczytu i faktycznie, w okolicach 8 rano naprawdę należy omijać transport publiczny w Tokio ;) Wsiedliśmy dopiero do trzeciego pociągu, który podjechał i to głównie z rozsądku (“nie będzie lepiej”) niż z powodu znalezienia bardziej pustego transportu.
Na stacji Shimbashi okazało się, że nie radzimy sobie z zakupem biletów z automatu – pierwszego dnia jechaliśmy trasą łączoną, więc kupowaliśmy bilet na konkretną stację. Później korzystaliśmy z passa na metro i mimo tego, że mieliśmy świadomość, że w Japonii na ogół kupuje się bilet na konkretną sumę, a nie trasę to w połączeniu z mapką po japońsku i porannym zaspaniem udało nam się kupić bilety do Kamakury, ale na dopłatę do pierwszej klasy :D Na szczęście wypatrzył nas w tłumie pewien Japończyk, wytłumaczył gdzie leżał nasz błąd, pomógł zwrócić dopłatę do pierwszej klasy i kupić właściwy bilet. Prawie nas odprowadził na peron, ale udało nam się go przekonać, że tutaj już sobie poradzimy ;) Z tej sytuacji wynieśliśmy jedną lekcję – na każdej stacji obok wyjścia znajdują się maszyny do “fare adjustment”. Jeśli nie wiecie jaki bilet kupić, bo np. mapa jest po japońsku to weźcie najtańszy i przed wyjściem dopłaćcie różnicę w automacie. Okazało się też, że w Japonii można ufać nawigacji Google, która podaje ceny za wybrane połączenia.
Z właściwymi biletami w ręku polecieliśmy na peron, by po 50-ciu minutach jazdy znaleźć się w Kamakurze.

 

 

 

 

Na tę wycieczkę przewidzieliśmy 4 miejsca, które chcieliśmy zobaczyć. Zaczęliśmy od świątyni szintoistycznej położonej najbliżej dworca – Hachimangu, której historia sięga XI wieku oraz jej okolic. Dalej ruszyliśmy do Hokokuji – świątyni na której terenie znajduje się mały zagajnik bambusowy oraz herbaciarnia. Mimo niedużych rozmiarów bardzo spodobało mi się to miejsce! Następnie ruszyliśmy do jednej z największych atrakcji Kamakury, czyli drugiego największego posągu Buddy w kraju – Kamakura Daibutsu. Niewiele dalej znajduje się świątynia Hasedera. W ten rejon miasta można dojechać specjalną kolejką, a 10 minut od stacji kolejowej Hase jest plaża!

 

Nikko

 

 

Pierwsze spotkanie z Shinkansenem zaliczyliśmy jadąc do Nikko – niewielkiej miejscowości ok 2h drogi na północ od Tokio. Nikko należy do rejonu Parku Narodowego i przyznam, że to jeden z rejonów, na który chciałabym mieć więcej czasu. Zwiedzanie rozpoczęliśmy jak większość turystów – od mostu Shinkyo, a następnie od kompleksu świątyń i pagód – Rinnoji, Toshogu oraz Taiyuinbyo to trzy najważniejsze świątynie w Nikko. Następnie planowaliśmy udać się do ogrodu botanicznego, ale zboczyliśmy na teren Villi Tamozawa – rezydencji letniej rodziny cesarskiej. Wycieczkę po tej willi wspominam jako jeden z najfajniejszych punktów naszej podróży. Tak nam się spodobała, że nie zdążyliśmy dotrzeć do ogrodu botanicznego i poznawanie Nikko zakończyliśmy spacerem po “przepaści” Kanmangafuchi.
Wracając z Nikko mieliśmy też okazję skorzystać z przedziałów bez rezerwacji i mimo obaw, że możemy się nie wcisnąć dojechaliśmy komfortowo i bez problemów do Tokio.

 

 

 

 

 

 

 

4 Replies to “Japonia #4 – Kamakura & Nikko, czyli jednodniówki z Tokio”

  1. Takie miejsca to zdecydowanie moje klimaty. Tokio nieco za duże i za szybkie. Ale w takich miejscach naprawdę bym odpoczęła. Piękne zdjęcia :)

  2. Polka w Szkocji says: Odpowiedz

    pięknie :-)

  3. Ależ tam pięknie! :) Uczta dla oczu!

  4. Robi się coraz ciekawiej, czyta się coraz przyjemniej :-)

Dodaj komentarz