Japonia #2 – Tokio (informacje praktyczne + plan zwiedzania)

Jest sobota 23:10 czasu japońskiego, w Polsce dopiero 16, a my od 32 godzin jesteśmy w podróży. Z domu w okolice dworca na śniadanie, pociągiem do Warszawy i pociągiem nr 2 na lotnisko. Z Warszawy do Kataru, po kilku godzinach w środku nocy w klimatyzowanych halach wychodzimy na 24 duszne stopnie w drodze do samolotu, potem kolejne 11 godzin w maszynie i lądujemy! Jesteśmy zmęczeni, ja zaczynam czuć przeziębienie, ale w końcu jesteśmy w Japonii! Jeszcze kolejka do bramek kwarantanny, naklejka z wizą do paszportu, odbiór bagażu, jeszcze jedna kontrola bagażu i możemy jechać w miasto. Albo raczej do naszego hostelu, bo marzę, żeby spać w łóżku. Na początek transport – po 23 przestają kursować środki komunikacji miejskiej z Hanedy (jedno z lotnisk w Tokio) tzn. są nocne, ale co kilka godzin, więc pozostaje nam taksówka. Taksówki są drogie, ale właśnie na taką okoliczność wybraliśmy pierwszy nocleg 3 km od lotniska. Podążamy za strzałkami na “Taxi” i kolejna kolejka. Tak, kolejka do taksówek! Dwóch panów sprawnie nawiguje kolejne pojazdy i ludzi, po 10-15 minutach wsiadamy do naszej taksówki i jedziemy w stronę stacji Otorii, gdzie mamy dzisiejszy nocleg. 3 km kosztują nas 60 zł, ale trudno – nie możemy się doczekać kolejnych dni!

Rano mam wrażenie, że prawie nie spałam, choć miałam jakieś 7-8 godzin do wykorzystania w nocy. Jet lag i przeziębienie to nie najlepsze połączenie na początek wakacji. Po szybkim śniadaniu bierzemy rzeczy i idziemy na metro, by po zostawieniu bagażu w hostelu pierwszy dzień w Tokio spędzić na zwiedzaniu Asakusy. Wystarczają mi 3 minuty na terenach Senso-ji, pod sakurami i mimo tłumów i deszczu, zakochuję się. Już wiem, że decyzja o tym wyjeździe była najlepszą jaką mogliśmy podjąć, ale nie spodziewam się, że tak bardzo spodoba mi się Tokio…

 

 

Gdzie mieszkać w Tokio?

Wybór dzielnicy na nocleg w Tokio nie jest dużym problemem – większość hosteli/hoteli znajduje się w “centrum” i blisko metra, co pozwala na swobodne przemieszczanie się po mieście. W tym miejscu warto dodać, że w Tokio nie znajdziecie tradycyjnego rynku czy centralnego placu, więc dość ciężko wyznaczyć gdzie dokładnie znajduje się centrum – z drugiej strony ogromne dworce, dzielnice z urzędami czy kierunek w którym codziennie rano zmierzają tysiące ludzi są w stanie ułatwić określenie centrum miasta.
Tokio bardzo ciężko zwiedzić na nogach ze względu na spore odległości między niektórymi punktami, więc przy tygodniowym zwiedzaniu żadna lokalizacja nie gwarantuje braku konieczności korzystania z metra. Jeśli na Tokio przeznaczacie tylko kilka dni to przed szukaniem noclegu zróbcie mapkę zwiedzania – może się okaże, że dla Was wybór konkretnej dzielnicy będzie dobrą decyzją i pozwoli poruszać się na nogach.
My głównie mieszkaliśmy na Asakusie, jednej z bardziej tradycyjnych dzielnic Tokio. Kilka minut od świątyni Senso-ji, arkad pełnych straganów i restauracji, blisko metra. Dla nas był to świetny wybór – kiedy wychodziliśmy z hostelu rano okolica jeszcze była spokojna, podobnie przy powrotach wieczorem – wszystko było już zamknięte i turyści znikali. Jednocześnie mieliśmy blisko na ostatnie polowanie na pamiątki i do wielu restauracji :)

Noclegi:

1. Guesthouse Sensu (Otorii) – niewielki hostel, głównie ściągający młodych ludzi. Dość przyjemny, ale też zwykły. Największą jego zaletą jest bliska odległość do lotniska Haneda, więc idealnie sprawdził się na nasz pierwszy nocleg. Na dłuższy pobyt oferował zbyt mało “przestrzeni osobistej”.
2. ENAKA Asakusa Central Hostel – miejsce godne polecenia. Hostel raczej w stylu kapsułowym niż tradycyjne łóżka piętrowe. Każde łóżko miało zasłonkę, która pozwalała odciąć się od reszty pomieszczenia, do tego w zagłówku łóżka szafka (na klucz) oraz półki na swoje rzeczy, łańcuch/wieszak do przypięcia (i zabezpieczenia przed kradzieżą) plecaka/walizki. Szafki na buty, kapcie na zmianę + ręcznik w cenie. Do tego bardzo czysto, dość spokojnie i sympatycznie. Co ciekawe, miejsce odwiedzane nie tylko przez turystów – widzieliśmy kilka osób poruszających się po nim w garniturach/garsonkach.
3. Asakusa Ryokan Toukaisou – nocleg na ostatnią noc i na taki okres się nadaje ;) Miejsce, które najmniej nam się podobało (zwłaszcza na tle pozostałych), nieszczególnie przytulne, do tego niestety tatami na podłodze nadawało specyficzny zapach. Największa zaleta – lokalizacja.

 

 

 

Jak poruszać się po Tokio?

Drugiego dnia wybraliśmy się na spacer – do Parku Ueno, przy okazji załatwić bilety na metro, potem do Akihabary i nim się obejrzeliśmy przeszliśmy kilkanaście kilometrów. Tokio to miasto po którym się łatwo spaceruje, ale odległości w wiele miejsc są zbyt duże by pokonywać je na nogach. Można wybrać rower (w Japonii jest masa rowerzystów, mimo, że infrastruktura nie jest powalająca) oraz komunikację miejską. My głównie poruszaliśmy się na nogach i metrem.
Jeżdżenie metrem/kolejką po Tokio jest dość proste, jak się już ogarnie system ;)
1. Jest kilku operatorów różnych linii – jeśli pozwala Wam na to długość JR Pass to możecie poruszać się po mieście pociągami JR, ale nie jest to rozwiązanie idealne, bo w niektóre miejsca nie docierają.
Metro w Tokio składa się z 13-stu linii, należących do dwóch operatorów (Tokyo Metro oraz Toei). Bilety na linie są osobne, co prawda można kupować łączone, ale są wtedy nieco droższe.
Najlepszym rozwiązaniem, które jest wygodne i szybko staje się opłacalne, jeśli chcecie swobodnie i dużo się przemieszczać po mieście są bilety łączone dla Metro & Toei, czasowe na 1, 2 lub 3 dni. Wersje dla turystów to 800, 1200 lub 1500 jenów – przy bilecie trzydniowym wychodzi 500 jenów dziennie, więc zwraca się przy trzecim przejeździe metrem.
Istnieje także możliwość wyrobienia karty prepaid (IC Pasmo/Suica), którą się przykłada przy bramkach, ale nie orientuję się za bardzo w stawkach.
2. Najczęściej kupuje się bilety na określoną kwotę, a nie określoną trasę. Cennik znajduje się przy automatach biletowych (które obsługują tylko gotówkę!) i informuje ile kosztuje przejazd z Waszej stacji na wybraną inną stację.
Jeśli z jakiegoś powodu kupicie zły bilet i odbijecie się na bramkach to tuż obok znajduje się maszyna do “Fare adjustment”, w której można dopłacić za przejazd. Jest to świetne rozwiązanie, jeśli mapa z cennikiem jest tylko po japońsku – wystarczy kupić najtańszy bilet, a przy wyjściu dopłacić.
3. Nie spotkaliśmy żadnych kontrolerów, ale na wejściu i wyjściu z peronów są bramki, więc należy bilet trzymać przy sobie przez całą podróż – inaczej nie wyjdziecie. Ten sposób działa także w przypadku pociągów – ani razu nikt nam biletu nie sprawdził, bo cała kontrola odbywa się na bramkach wejściowych i wyjściowych.
4. Wyjątkiem jest wyspa Odaiba, mieszcząca się w granicach miasta, do której dojeżdża się osobną kolejką Yurikamome line.

 

 

Plan zwiedzania

Plan na zwiedzanie Tokio można ułożyć na wiele sposób, zależnie od upodobań i możliwości czasowych. Wydaje mi się, że na Tokio potrzeba minimum 3-4 dni, żeby choć trochę poczuć to miasto. Dla nas tydzień to wciąż było ciut za mało, choć warto wspomnieć, że zdarzyły nam się też luźniejsze dni, kiedy popołudnie spędzaliśmy na trawie w parku, a wieczór z książką, więc nie wykorzystaliśmy naszego czasu w 100% – z drugiej strony potrzebowaliśmy też chwilę odpocząć między atrakcjami.
Najłatwiej zwiedzać dzielnicami – przed wyjazdem ułożyliśmy sobie mapę rzeczy do zobaczenia i na jej podstawie ustalaliśmy plan na kolejny dzień w zależności od pogody i naszej ochoty.
Z Tokio można zrobić kilka wycieczek do okolicznych miast – o naszych napiszę w osobnym poście.

 

Finalnie nasz plan wyglądał następująco:
Dzień 1. Transfer do hostelu, ogarnianie rzeczywistości, Asakusa, Senso-ji, Sumida River.
Dzień 2. Park Ueno, Akihabara, Chiyoda, Kyu-Iwasaki-tei Gardens, wieczorna Asakusa.
Dzień 3. Odaiba.
Dzień 4. Shinjuku – dzielnica, Ogród Narodowy Shinjuku Gyoen, Metropolitan Goverment Building (obserwatorium na 45-tym piętrze), Harajuku, Naka Meguro oraz Shibuya.
Dzień 5. Kamakura.
Dzień 6. Tsukiji (targ + dzielnica), park Yoyogi wraz z Meiji Shrine, wieczorna Akihabara.
Dzień 7. Ogrody Imperialne, pokazywanie miasta towarzyszom podróży (Ueno, Akihabara, Asakusa) + ogarnięcie formalności związanymi z JR Pass.
Dzień 8. Nikko.
Dzień 9 (w rzeczywistości 15). Asakusa, Akihabara, Roppongi i wylot do domu.

 

 

Co najbardziej mi się podobało?

To jest bardzo ciężkie pytanie, bo praktycznie wszystko. Gdybym miała polecić tylko część atrakcji z naszego planu to na pewno byłby to dzień 3 – Shinjuku, Harajuku, Naka Meguro, Shibuya. Bardzo dobrze wspominam też dzień 6 – pyszne sushi na śniadanie na targu, a potem zwiedzanie parku i wylegiwanie się na trawie. Nie był to intensywny dzień, ale przyjemny.
Bardzo polubiłam również Asakusę oraz Akihabarę – dwie zupełnie różne dzielnice, ale dające poczuć klimat miasta. W nich bywaliśmy najczęściej.

Co mi się nie podobało?

Największą “wtopą” w Tokio (i chyba całego wyjazdu) były ogrody Kyu-Iwasaki-tei – z małym i nieciekawym terenem, willą w stylu zachodnim w remoncie, a najciekawszy punkt (willa w stylu japońskim) zajęła jakieś 5 minut. Całe zwiedzanie zajęło nam 25 minut – trochę zmarnowane 400 jenów.
Nie zrobiły też na mnie wrażenia ogrody imperialne – może dlatego, że wcześniej widzieliśmy już kilka innych, ładniejszych?

Jakie jest Tokio?

Tokio jest wspaniałe i bardzo różnorodne! Z miast to chyba ono najbardziej mnie urzekło, choć nigdy nie chciałabym tutaj mieszkać. Z jednej strony jest to bardzo nowoczesne miasto, nieco futurystyczne. Z drugiej, pełne parków i świątyń, w których czas zwalnia, nagle robi się ciszej i w jednej chwili człowiek może przenieść się do nieco innej Japonii. Bardzo przypadły mi też do gustu nieco starsze dzielnice, gdzie można spacerować pomiędzy bardziej tradycyjnymi tokijskimi domami i z setką restauracji na wyciągnięcie ręki.
Być może na moją opinię wpływa fakt, że Tokio było pełne kwitnących wiśni, kiedy je poznawaliśmy, a w drugim tygodniu naszego wyjazdu, jasnoróżowych kwiatów prawie już nie było gdzie indziej. W każdym razie, mogłabym do Tokio przyjechać jeszcze nie raz i jeszcze bardziej wczuć się w to miasto.

 

 

 

11 Replies to “Japonia #2 – Tokio (informacje praktyczne + plan zwiedzania)”

  1. ależ ciekawa podróż, i tyle atrakcji za Wami. Pięknie. :) Zazdroszczę :) Chociaż nie zazdroszczę długiego lotu:)

    1. Długiego lotu nie ma co zazdrościć – najgorszy etap podróży, szczególnie ten na miejsce.

  2. Annette ;-) says: Odpowiedz

    Ciekawa wyprawa, czekam na dalszy ciąg wrażeń.

  3. piękne zdjęcia :-) Ja póki co zachwycam się Szkocją :-) i cieszę się, że tu mieszkam. Z każdym dniem odkrywam coraz to piękniejsze miejsca.

    1. Nigdy w Szkocji nie byłam, ale bardzo chcę pojechać, bo ze zdjęć prezentuje się wspaniale :)

  4. Przepięknie tam jest!!!
    Te kwitnące wiśnie, kultura… Muszę tam pojechać!

  5. Z przyjemnością oglądałam filmiki na instagramie z Waszej wyprawy. Miejsca przepiękne, choć mojemu sercu bliższe są takie kierunki jak Skandynawia, Irlandia, Szkocja…

    1. Mi również północ Europy jest bliska, ale na świecie jest jeszcze cała masa miejsc, które chciałabym zobaczyć!

  6. Wreszcie dotarłam do Ciebie tutaj :) Ale tam jest pięknie :) tyle naoglądałam się zdjęć Tokio z perspektywy ulic i wieżowców a tu tak pięknie i naturalnie :) Nauczyłaś się coś mówić po japońsku? :)

    1. Japonia wiele ma twarzy ;)
      Mój zasób słów pozostał prawie niezmieniony :p Niestety, japoński jest tak zupełnie inny od języków, które znam, że nie ma szans w 2 tygodnie dużo podłapać.

  7. Kasiu pierwszy raz jestem na Twoim portalu “Katarzyna na walizkach”. Jest wspaniały-gratuluję-zresztą zawsze miałaś talent pisarski. Zdjęcia też przepiękne. Wzruszałem się gdy czytałem niektóre fragmenty. Przypominam sobie naszą wspólną wyprawę do Skandynawii-miałaś wówczas chyba 16 lat- a już mnie zadziwiałaś swoją inteligencją, mądrością, szybkimi decyzjami i niecodziennymi umiejętnościami no i oczywiście “niezwykłymi” pomysłami, które nie zawsze mogłem z babcią zaakceptować. Korzystaj dalej z możliwości, na które Bóg jeszcze pozwala. Całuję Cie gorąco i ściskam
    Twój dziadek

Dodaj komentarz