Japonia #1 – informacje praktyczne, początek i podsumowanie

Pomysł na podróż do Azji miałam w głowie już od pewnego czasu, ale zawsze pojawiało się “coś”. A to terminy w pracy, a to przeprowadzka, a to jeszcze coś innego. W międzyczasie było kilka innych wyjazdów, a po zeszłorocznej Gruzji mój mąż stwierdził, że po weryfikacji naszych podróżniczych oczekiwań Azja Południowo-Wschodnia może nie być najlepszym pomysłem. Wśród opowieści znajomych z Bali, Wietnamu czy Tajlandii dość często powtarzały się słowa – brud, brak punktualności, ciężka komunikacja, problemy żołądkowe, dość natarczywi miejscowi. Niektórym to zupełnie nie przeszkadza, inni są po prostu turystami i wolą mieć nieco więcej komfortu. Wiedziałam, że może mi się nie udać namówić L. na Kambodżę i włóczenie się po dżungli, skoro on preferuje miejsca bardziej rozwinięte i najchętniej wybrałby Singapur. By móc zrealizować azjatyckie marzenie musieliśmy podejść do tematu nieco inaczej – wybraliśmy kilka miejsc, które nas interesują, ale zapewniają większy komfort podróży. Po analizie terminów, które wchodziły w grę i stref klimatycznych zawęziliśmy wybór do trzech opcji – Korea Południowa, Chiny (+ Hong Kong) oraz Japonia, która dla nas dwojga była jednym z wymarzonych kierunków.

Po wstępnym przeliczeniu kosztów stwierdziliśmy, że chyba jednak będziemy celować w Koreę lub Chiny, bo wg. wyliczeń wyjazd tam może być tańszy i tak polowanie na bilety się rozpoczęło! Z początkiem stycznia byliśmy blisko zakupu biletów do Chin, ale za namową koleżanki daliśmy sobie chwilę do namysłu i kilka dni później dzięki promocji Qatar Airways zdecydowaliśmy, że jednak wybieramy Japonię.

 

 

Jak dotrzeć?

Dla Polaków najszybszą opcją jest lot samolotem. Ceny biletów oscylują w okolicy 2,5-3,5 tys. zł (w dwie strony, za osobę). Oczywiście dużo zależy od linii lotniczej, pory kiedy chcecie lecieć i wyprzedzenia z jakim kupujecie bilet. Ceny spokojnie dobijają do 4-5 tys., ale da się kupić bilet poniżej 2,5 tys.
My bilety kupowaliśmy niecałe 3 miesiące przed wyjazdem i kosztowały ok 2000 zł (w dwie strony, za osobę). Wiem, że nie jest to cena życia (bo czasem można znaleźć loty nawet za 1200zł), ale i tak uważam, że jak na termin zakupu, naszą niedużą elastyczność w kwestii terminów, czas naszego wyjazdu i linię, którą lecieliśmy to cena była w porządku i przede wszystkim – zmieściła się w naszych założeniach ;)
Loty bezpośrednie trwają ok 10-12 godzin, a z przesiadkami od 13 godzin wzwyż.
My lecieliśmy z przesiadką w Doha, więc podróż trwała 5h + 6h + 10h, a w drugą stronę 12h + 2.5h + 6h.
Drugą opcją o której czytałam to prom z Korei Południowej, więc jeśli ktoś ma więcej czasu do dyspozycji niż 2 tygodnie może zaliczyć dwa kraje w trakcie jednej podróży :)

Jak poruszać się po Japonii?

Przede wszystkim warto zacząć od przemyślenia trasy, którą chcemy pokonać. Jeśli lecicie np. tylko na tydzień lub kilka dni i zostajecie w Tokio, Osace czy innym mieście Waszego przylotu to wystarczą Wam bilety komunikacji miejskiej.
Jeśli chcecie zobaczyć tylko dwa miejsca to można sprawdzić cenę wewnętrznych połączeń lotniczych lub jednorazowo wybrać autobus lub pociąg.
Natomiast jeśli ktoś chce zobaczyć jak najwięcej, a do tego nie dysponuje dużą ilością czasu to warto rozważyć zakup JR Pass, czyli biletu czasowego uprawniającego do nieokreślonej liczby przejazdów kolejami JR, w tym Shinkansenami (choć nie wszystkimi, te najszybsze są wyłączone).
Bilety na cały kraj są sprzedawane na 7, 14 lub 21 dni. I kosztują (Q1 2017) odpowiednio 238 euro, 379 euro, 485 euro. Jak widać – nie jest to tani zakup, ale zapewniam Was, że po 2-3 dłuższych podróżach pociągiem się zwróci. Dodatkowo w ramach tego biletu można rezerwować miejscówki bez dodatkowych opłat.
Warto też wspomnieć, że istnieją warianty regionalne biletów, ale my od początku nastawialiśmy się na podróż przez większość kraju.
Sam JR Pass wymienia się dopiero na miejscu (w momencie zakupu dostajecie voucher) na stacjach kolejowych i trzeba mieć przy sobie paszport. Czasem wymiana może zająć sporo czasu (np. na lotniskach, a w trakcie naszego wyjazdu widzieliśmy spore kolejki też na Ueno).
Korzystanie z passów jest banalnie proste – przechodząc przez bramki należy udać się do tej przy okienku, gdzie jest obsługa, pokazać im passa (przez tydzień tylko jedna pani do sprawdziła!) i przejść dalej. Passy pokazujemy też na wyjściu!

Miejscówki można rezerwować w Ticket Office, najlepiej kilka dni przed podróżą, bo może nie być miejsc. Natomiast warto się nie martwić brakiem miejsca zarezerwowanego, bo bez większego problemu da się też znaleźć miejsca w wagonach nieobjętych rezerwacją (sprawdzaliśmy dwa razy ;)).

Pamiętajcie też, żeby zawsze dawać sobie dodatkowy zapas czasu – i to nie 10 minut, a najlepiej pół godziny. Nie spodziewacie się jak duże potrafią być japońskie dworce i ile czasu można stracić na samym przemieszczaniu się po nich!

Gdzie spać i jak wcześnie wybierać nocleg?

Jeżeli jest Wam wszystko jedno w jakich warunkach śpicie lub jak dużo za nocleg zapłacicie to w zasadzie możecie to załatwić na ostatnią chwilę. Jednak, jeśli wybieracie się w sezonie, macie ograniczony budżet i chcecie spać dość komfortowo to warto zainteresować się rezerwacją noclegów wcześniej. I pisząc “wcześniej” w przypadku Tokio czy Kioto oznacza to ok 2-3 miesiące przed wyjazdem. W przypadku Hiroszimy w naszym hostelu pojedyncze noclegi były dostępne na miesiąc przed.

O czym warto pamiętać:

– czy nie rezerwujecie miejsc w pokoju/hotelu tylko dla jednej płci, bo rozdział ma male dorm oraz female dorm w Japonii jest dość powszechny,
– przy rezerwacji przez booking praktycznie każde miejsce oferuje darmową anulację do dnia (albo dwóch) poprzedzającego Wasz przyjazd, więc jeśli nie macie czasu na szukanie najlepszej opcji – wybierzcie cokolwiek co Was zadowala, a poszukajcie dokładniej później ;)
– żeby chociaż jedną noc przespać w tradycyjny, japoński sposób tj. na futonie :)
– niewiele miejsc oferuje śniadania.
Spaliśmy w hostelach, w pokojach zarówno kilkuosobowych, jak i prywatnych. I chociaż obawiałam się wszystkich noclegów w hostelach to byłam bardzo pozytywnie nastawiona, bo japońskie potrafią zapewnić zupełnie inny standard niż znane mi z Europy. Spore i wygodne łóżka, kurtyny oddzielające dane łóżko od reszty pokoju, szafki wewnątrz tego małego pokoiku, ręczniki i kapcie w cenie, bardzo czyste i zadbane sanitariaty oraz przestrzenie wspólne.
Jeśli chodzi o ceny to warto się nastawić na ceny od 2800-3000 jenów za osobę (w takich cenach zaczynają się także hotele, choć te na ogół mają bardzo nieduże pokoje). Da się taniej, ale to już kwestia wyboru standardu.
Polecaną opcją jest także airbnb – my jednak się nie zdecydowaliśmy, bo kilka razy musieliśmy opuścić hostel ok 6-7 rano, co w przypadku mieszkania prywatnego może nie być takie proste.

 

 

Plan podróży i na jak długo lecieć?

Cały nasz wyjazd trwał 2,5 tygodnia – w sumie 3 dni w drodze i 15 dni na miejscu. Według mnie jest to zupełnie minimum. Można się wybrać na tydzień do Tokio, ale ja na początku byłam tak oszołomiona i zachwycona wszystkim na około, że tygodniowy wyjazd byłby dla mnie ledwo odczuwalny, a poświęcać 3 dni na podróż, żeby spędzić w mieście tylko tydzień to dość nierówne proporcje. Z drugiej strony po Japonii można jeździć miesiącami, więc gdybym miała zasugerować optymalną długość podróży byłyby to 3-4 tygodnie.
Jeśli chodzi o plan na 2 tygodnie to każdy będzie dobry :) My w Tokio spędziliśmy tydzień, a zobaczyliśmy i tak kilka najważniejszych i najbardziej polecanych miejsc/dzielnic. I chociaż niektórzy stwierdzali “aż tydzień chcecie siedzieć w jednym miejscu?!” to była to bardzo dobra decyzja – nie musieliśmy się śpieszyć z tym miastem (za to śpieszyliśmy się w kolejnym tygodniu objazdowym :p), plan tworzyliśmy na bieżąco i mieliśmy szansę, żeby do najfajniejszych miejsc wpaść więcej niż raz. Będąc w Tokio zaliczyliśmy dwie jednodniowe wycieczki – do Kamakury oraz Nikko.
Drugi tydzień spędziliśmy podróżując na południe – zaczęliśmy od Himeji, przez Hiroszimę oraz Itsukushimę, a skończyliśmy w Kioto (z dodatkiem Arashiyamy i Nary), z którego wracaliśmy na ostatni dzień do Tokio. Nie starczyło nam czasu na Osakę, Nagoję czy północ kraju. Niestety, w 2 tygodnie nie zobaczycie wszystkiego i niezależnie od planu z czegoś trzeba zrezygnować.

 

Bezpieczeństwo

Japonia jest bardzo bezpiecznym krajem. Nikt nas nie próbował okraść ani naciągnąć. Tylko raz byliśmy w sytuacji, kiedy cena za obiad nie była do końca przejrzysta – inna na plakacie na zewnątrz restauracji, inna w środku, ale obstawiam, że brak znajomości japońskiego też miał na to wpływ ;) Spacerowaliśmy wieczorami, często wąskimi uliczkami przez tyły zabudowań i ani razu nie było sytuacji, że czułabym się zagrożona.
Jeśli chodzi o bezdomnych – spotkaliśmy kilku w Tokio i Kioto, ale nikt nie próbował nas zaczepiać czy wyciągać pieniądze od turystów.

 

 

Kiedy lecieć i jak się spakować?

Japonia jest bardzo popularna wśród turystów w dwóch okresach – kiedy kwitną wiśnie (połowa marca-połowa kwietnia) oraz w trakcie jesieni, kiedy pokrywa się pięknymi kolorami liści (październik).
Warto zwrócić uwagę, że wiśnie w Japonii kwitną wcześniej niż w Polsce – w połowie kwietnia, kiedy dolecieli do nas towarzysze podróży, kwiatów już prawie nie było. My ostatniego dnia odwiedziliśmy kilka miejsc z początków naszego wyjazdu i tam, gdzie pierwszego dnia porwał nas widok sakury, ostatniego cieszyła piękna zieleń.
Temperatury były wiosenne – 18-22 stopnie, przez 3 dni padało (z tego jednego naprawdę lało i było też 10 stopni, więc przydały się dwie warstwy swetrów).
Podobno warto unikać wyjazdów w trakcie pierwszego tygodnia maja, kiedy Japończycy mają wolne z okazji Złotego Tygodnia i sami sporo podróżują. W lecie natomiast potrafi być gorąco i parno.
Tradycyjnie wybraliśmy plecaki do pakowania, których przewagą nad walizką w Japonii jest to, że wygodniej nosi się je po schodach i na 99% zmieszczą się na półkach bagażowych w pociągach. Tymczasem walizki, choć na ogół wygodniejsze, po schodach trzeba taszczyć, a w pociągu wiele osób musiało je trzymać w nogach. Nie ma jednak dodatkowych przeciwwskazań dla walizek i szacuję, że 80% turystów wybiera właśnie je.
Pakując się warto zabrać wygodne buty (w tym jedne wodoodporne i dobrze, jeśli będą też łatwe w ściąganiu, bo do niektórych świątyń czy muzeów wchodzi się bez butów), kurtkę przeciwdeszczową i okulary przeciwsłoneczne. Pozostałe ubrania to już kwestia gustu, parasol można wypożyczyć z każdego hotelu/hostelu lub kupić w sklepie obok. Wszystkie miejsca, w których spaliśmy udostępniały pralkę oraz suszarkę, więc nie trzeba brać pełnego zestawu ubrań, bo bez problemu można zrobić pranie.

Jedzenie

Jestem fanką kuchni azjatyckiej, ale nigdy wcześniej nie miałam okazji spróbować jak smakuje naprawdę, a nie w polskim wydaniu. I chociaż w kuchni japońskiej jest sporo węglowodanów (albo ryż albo nudle) to cały wyjazd byłam zachwycona i nie wiem czy umiałabym wskazać posiłek, który mi nie smakował. Za to jest cała masa, którą mogłabym powtarzać w nieskończoność. Najlepiej będę wspominać restaurację serwującą surowego tuńczyka (najlepsze sashimi w życiu) w Narze, ramen Afuri oraz sushi z taśmy pod arkadami na Asakusie. Bardzo smakowało mi także okonomiyaki oraz ostrygi w Hiroszimie, które jadłam po raz pierwszy w życiu. I niestety, nie da się najeść sushi na zapas…
Były jednak rzeczy, które zupełnie mi nie smakowały – herbata z wodorostów, sfermentowana soja (natto) oraz kiszone śliwki (umeboshi). Potrafią się przytrafić w sklepowym sushi lub onigiri, więc warto uważać.

Waluta i kwestie płatności

W Japonii operuje się jenami. 1000 jenów to ok. 35-37 zł (kwiecień 2017). Japonia to także kraj gotówki – szacunkowo wydaje mi się, że ok 50-60% naszych wydatków musieliśmy realizować gotówką. Wchodzi w to część noclegów, 95% restauracji, wszelkie automaty oraz komunikacja miejska. Za 3 hostele, w których zostawaliśmy najdłużej mogliśmy płacić kartą, podobnie za większość zakupów spożywczych. Na straganach z pamiątki też tylko gotówka.

 

 

Czy Japonia jest droga i ile kosztuje wyjazd?

Na pytania o to czy jest drogo odpowiadam: i tak, i nie.
Patrząc z perspektywy polskich zarobków – tak, jest to kraj dość drogi. Zdecydowanie nie jest to Gruzja, gdzie za 1000 zł można pojechać na tydzień.
Z drugiej strony opinie o najdroższym mieście świata (Tokio) z perspektywy turysty są przesadzone. Noclegi oraz jedzenie są w cenach z Europy Zachodniej, a czasem nawet tańsze. Bilet dzienny na komunikację miejską to wydatek 500-800 jenów, czyli ok 18-28 zł, gdzie np. w Sztokholmie jest to wydatek ok 50 zł. Podobnie wyglądają wejścia do świątyń i atrakcji – średnio kosztują 500 jenów (18 zł). W Szwecji na jedno muzeum trzeba przeznaczyć 60-120 zł.
Jednak w przeciwieństwie do Europy Zachodniej, koszty wyjazdu dość mocno podbijane są przez ceny lotów oraz pass na pociągi – myślę, że zależnie od standardu podróży jaki preferujecie będzie to koszt ok 40-60% całego wyjazdu!
Obiad można zjeść za ok 500-600 jenów (18-22 zł) w postaci udonu. Dobry ramen to wydatek ok 800-900 jenów (28-35 zł). Sushi na dwie osoby to wydatek od 1500 jenów (w restauracjach z sushi automatycznym – zamawiamy przez tablet, przyjeżdża na taśmie) do 3000-4000 jenów w lepszych restauracjach, o ile nie zamawiacie najbardziej wymyślnych zestawów, bo w menu są pozycje i za 10.000 (ok 360 zł) ;)  Warto też dodać, że w 95% restauracji w cenie posiłku jest woda (na ogół do ciepłych dań) lub matcha (do sushi). W dwóch miejscach zdarzyło nam się, że musieliśmy zamówić napoje – w kawiarni ze śniadaniami (woda i tak była podana, a my planowaliśmy zamówić kawę i herbatę, bo miło wypić rano coś ciepłego) oraz w restauracji z okonomiyaki, ale była o tym informacja przy wejściu.
Ciekawy może być także fakt, że w Japonii nie daje się napiwków, ale za to można trafić na ceny w menu podane bez podatku (podatek wynosi 8%).
Śniadania i kolacje można załatwić kupując onigiri (ryżowe “kanapki”) lub gotowe zestawy sushi w sklepach typu “7-Eleven”, “Family Mart”, “SunKus” – ryżowa kanapka to 100-130 jenów, zestaw sushi 250-500 jenów. Przy takich zakupach cena za posiłek to 10-20 zł za osobę.
Woda jest zdatna do picia, a w razie potrzeby praktycznie wszędzie stoją automaty z napojami (przedział cen to ok 120-150 jenów za butelkę 0,5l, niewiele drożej niż w sklepie).
Budżetując nasz wyjazd opierałam się na wyliczeniach Madam Edith oraz Backpakuje, choć ich wyjazd jest dość tani.
Przy okazji dodam, że wyjazd samodzielny to bardzo duża oszczędność w stosunku do wyjazdów organizowanych przez biura podróży.

Pamiątki

Przy planowaniu budżetu warto zostawić sobie margines (spory margines!) na pamiątki. Na ogół nie jestem pamiątkową osobą, ale w tym miejscu naprawdę miałam ochotę kupić wszystko! Całe szczęście, że mamy sporo rodziny i znajomych do obdarowania to dla każdego można było wybrać coś innego :)

Wśród naszych pamiątek znalazły się:

– tanie (nieco retro) zegarki Casio kupione na Akihabarze :D
– parasole – w Japonii często można spotkać sklepy z parasolami (ciekawostka: nie tylko z parasolami, a w zasadzie sklepy specjalizujące się we wszystkim np. w plastikowych opakowaniach albo wyposażeniu do restauracji typu amerykański diner) – mój to mini-katana, L. jest przezroczysty (najbardziej popularne parasole w Japonii są białe lub przezroczyste, kilkanaście złotych w każdym sklepie spożywczym),
– nóż kuchenny zakupiony na targu w Kioto, na stoisku z narzędziami,
– bambusowe zakładki do książek,
– pałeczki,
– papier do origami,
– “maneki-neko” – najbardziej charakterystyczny kot Japonii,
– breloczki i zawieszki (Japończycy je uwielbiają) – w tym też kokeshi dolls,
– serwetki,
– szkatułka z japońskimi zdobieniami,
– tradycyjna japońska grafika z serwowaniem herbaty,
– herbatę,
– sake (w szklankach! świetny pomysł, do kupienia w każdym supermarkecie),
– KitKaty np. z Wasabi,
– inne słodycze i przekąski z zieloną herbatą oraz wasabi.
Plus obraz, który ktoś wystawił na ulicę z innymi niepotrzebnymi rzeczami i etykietką “take for free” :D

Internet

WiFi w Japonii jest praktycznie wszędzie – jeśli potrzebujecie to lećcie na najbliższą stację metra albo do 7-Eleven. My dodatkowo kupiliśmy kartę Visitor SIM z b-mobile, żeby w razie czego móc sprawdzić rozkład jazdy albo drogę. Kilka razy bardzo się przydała, ale na 99% i tak poradzilibyśmy sobie bez niej.

 

 

Podsumowując

Najważniejsze co powinnam napisać to, że jestem zachwycona Japonią, a cały wyjazd to ogromna liczba małych, spełnionych marzeń. Przez pierwsze kilka dni ciągle chodziłam zachwycona i nie sądziłam, że aż tak bardzo mnie ten kraj kręci.
W przypadku wielu innych wyjazdów cieszyłam się, że już wracam do domu – tym razem miałam spory niedosyt i z chęcią wróciłabym do Japonii jeszcze nie raz. Poszłabym na spacer do Yoyogi parku, obserwowałabym malarzy w ogrodzie Shinjuku, a po najlepszym ramenie wybrała się obejrzeć wieczorne neony Akihabary. Jeszcze raz zajrzałabym do malutkiej restauracji serwującej tuńczyka w Narze i próbowała znów spotkać maiko w Gion, w Kioto.
Z jednej strony Japonia jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i przyciąga innością. Z drugiej, jest tak znajoma – nie wiem czy ze względu na wszystkie zdjęcia i obecność w kulturze, czy ze względu na podobieństwa z Europą. Dzięki temu podróż była fascynująca, ale też bardzo przyjemna i tak naprawdę dość prosta – kiedy już zrozumieliśmy jak działa metro, automaty, kolejkowanie etc. praktycznie nie mieliśmy z niczym problemów. Jest to idealny kierunek dla tych, którzy wolą podróżować nieco wygodniej i nie aż tak daleko od swojego komfortu.
Dzisiejszy wpis to początek relacji – postaram się podzielić ją tak, żeby Was nie wymęczyć ;) Natomiast z racji tego, że w trakcie wyjazdu dostałam różne pytania o wrażenia i ciekawostki to jako ostatni wpis planuję coś w rodzaju Q&A połączonego ze zbiorem informacji dziwnych – w końcu to kraj, gdzie codziennie jeździsz Mitsubishi (schody ruchome), a deski sedesowe produkuje Panasonic. Jeśli macie jakieś pytania, chcielibyście się czegoś dowiedzieć o Kraju Kwitnącej Wiśni lub o naszej podróży, przeczytać o konkretnym miejscu to dajcie znać – komentarz, mail, wiadomość na instagramie. Każda forma mile widziana!

 

7 Replies to “Japonia #1 – informacje praktyczne, początek i podsumowanie”

  1. Czekałam na relację z Waszej podróży, na bieżąco śledziłam na Instagramie :)
    Moja kuzynka cały rok spędziła w Japonii-dostała stypendium od rządu Japonii i mogła uczyć się języka w praktyce, a nie tylko na studiach, bo jako fanka Japonii, studiuje japonistykę. Mówi,że rok to za mało, nie poznała dobrze tego kraju! Ogólnie wróciła zachwycona, a ja mam zapas matchy na pół życia ;)

    1. Super przygoda! Jasne, są miejsca, które ciężko przez całe życie dobrze poznać, zwłaszcza będąc “obcym”. Nie chciałabym mieszkać na stałe w Japonii, ale zdecydowanie wybrałabym się na wakacje jeszcze nie raz!

  2. I Ja czekałam na ten wpis ;-) Cieszę się, że pobyt w Japonii udany. Zdjęcia z insta przepiękne :-) Pozdrawiam serdecznie.

  3. Powiem Ci, że teraz mnie zaskoczyłaś – z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy.

  4. O kurczę, fantastyczne miejsce! Japonia zawsze mnie pociągała, bardzo chciałabym tam pojechać! :) Świetnie, że Wam się udało! Nie mogę się napatrzeć na fotki :)

  5. Wow! Ale super wyprawa! My planujemy Japonię, ale jeszcze za trochę, chcemy, żeby córka była trochę większa, żeby cokolwiek zapamiętała z tej wyprawy! Powiem Ci, że przez chwilę była taka opcja, żeby wyskoczyć na 2 tygodnie do Tajwanu, ale nie udało nam się niestety. Ale to też jeszcze nie jest temat zamknięty, chcielibyśmy może spróbować w przyszłym roku. Na razie wycieczkujemy się po Europie. I jeśli miałabym wybierać Tajwan albo USA, to pewnie wybrałabym to drugie. Ale przed tym też muszę się jeszcze nieco przygotować, chcę zrobić prawo jazdy i poczuć się pewnie za kierownicą, bo w USA chcielibyśmy zrobić objazdówkę.
    A powiedz mi – czy w Japonii bardziej opłaca się jeździć pociągami, czy może lepiej jednak wynająć auto? Bo zazwyczaj zdania są podzielone, ale w kwestii Japonii nawet nie miałam się kogo zapytać do tej pory ;)

    1. Też przez chwilę zastanawiałam się nad Tajwanem, ale jednak Japonia była najbardziej kusząca.

      Co do transportu – to kraj, który słynie z punktualnych i bardzo wygodnych pociągów, które na głównych trasach kursują np. co pół godziny i jeżdżą z prędkością 280-300 km/h. Trasę z Tokio do Hiroszimy, czyli trochę ponad 800 km, przejeżdża się pociągiem w 5h, a estymaty dla samochodu zaczynają się od 8h :) Dla nas samochód odpadł w przedbiegach.
      Cenowo przy czterech osobach samochód pewnie wyszedłby taniej – wynajem to cena porównywalna jak wszędzie (ok 200-300 zł za dobę), więc doliczając paliwo to pewnie zostałby pokryty koszt biletów dla dwóch osób. Ale, nie wiem co mielibyśmy zrobić z samochodem w niektórych miastach, bo parkingi widziałam pojedyncze. Mogłoby się okazać, że zamiast podjechać metrem/tramwajem/busem z dworca na przystanek 5 minut od noclegu, musielibyśmy drałować 15 min na parking :p Naprawdę, komunikację publiczną (tj. pociągi oraz transport wewnątrz miast) mają w Japonii bardzo sprawną i wygodną – zostawia naszą polską lata świetlne za sobą.
      Jeśli bałabyś się, że z dzieckiem to jednak wygodniej samochodem to polecam dwa blogi – dwóch par, które podróżowały z dwójką maluchów:
      http://kawki4.travellerspoint.com/ oraz http://www.tasteaway.pl/category/podroze/japonia/ :) A, i dla dzieci to 6-go roku życia pociągi są za free :)

Dodaj komentarz