Holidays & Goodbye July – co słychać? #6

 

Dziś w porannej drodze na szwedzki złapałam się na tym, że pogoda nieco mnie zmyliła – poranne 15 stopni (które w ciągu dnia dochodzi do 20-23) nie jest dla mnie odczuwalne jako typowy sierpniowy poranek. Raczej to taki późny maj – wymagający lekkiej kurtki i cieszący zielenią dookoła. Jednak po chwili refleksji znów uświadomiłam sobie upływ czasu – minęły 2 miesiące życia w Szwecji, minął lipiec. Na blogu w ostatnim czasie działo się niewiele i wynika to z dwóch powodów – po pierwsze jesteśmy w trakcie wymiany twardych dysków w stacjonarce, a to własnie na niej najbardziej lubię blogować (nie mówiąc o obróbce zdjęć). A po drugie mieliśmy tak intensywny lipiec, że nie miałam ani ochoty, ani siły siedzieć przed monitorem ;) Zatem co się u nas działo?

Początek należał jeszcze do tych spokojniejszych – mój oddech ulgi po podpisaniu umowy w nowej pracy i… pierwsze spotkanie z nią związane, choć zaczynam dopiero w poniedziałek :D Cieszę się, ale jednocześnie też lekko denerwuję, bo wypływam na mniej mi znane wody. Zastanawiam się też jak uda nam się ogarnąć rzeczywistość – zachodni model pracy (8h + przerwa na lunch, więc w praktyce 8,5-9h), godzina na dojazdy w dwie strony i wieczorny szwedzki 2-3 razy w tygodniu po 3h. Ale nie ma co narzekać – damy radę :)

Pierwsze lipcowe weekendy to czas spędzony w mieście – kibicowaliśmy na regatach, poznaliśmy nowe knajpki i odwiedzaliśmy nasze ulubione “kąpielisko”. Udało nam się także wybrać na dwa spotkania towarzyskie, choć nasze kręgi socjalne dalej są tutaj bardzo ubogie. Dwa tygodnie jednak szybko minęły i zanim się obejrzeliśmy trzeba się było pakować na wakacje!

Wspominałam ostatnio, że w tym roku lipcowe wakacje wypadły nam w Polsce ;) Było kilka zdziwionych pytań jak to i dlaczego tak szybko wracamy – w Szwecji popularnym zwyczajem jest zamykanie firmy w okresie wakacyjnym, i dotyczy to także firmy L., więc dwa tygodnie urlopu ma z góry wyznaczone. Normalnie pewnie pojechalibyśmy w jakieś nowe miejsce lub obrali nieco bardziej wakacyjny kierunek niż Śląsk, ale z powodu Japonii, długich weekendów, a potem wyprowadzki nawet nie mieliśmy głowy by się nad tym zastanowić. Dodatkowo nie wiedziałam co będzie z moją pracą i czy w razie czego będę mogła być nieobecna w lipcu, a my mieliśmy już pewne lipcowe plany związane z Polską – to wszystko skłoniło nas, żeby jeszcze przed przeprowadzką kupić bilety na tygodniowe odwiedziny (i w razie czego ponieść mniejsze koszty rezygnując z tego wyjazdu).

Pobudka bladym świtem, bo o 4 musieliśmy wyjść z domu. Dodatkowo akurat tego dnia rozpoczynał się remont części torowiska na naszej linii metra, więc czekała nas przesiadka, ale bez problemu dotarliśmy na lotnisko i po szybkiej kawie pozostało nam oczekiwać na wylot. Chwilę po 10 wylądowaliśmy w Pyrzowicach, skąd odebrali nas moi rodzice i ruszyliśmy do domu. Pierwsze co na nas czekało to cała góra paczek, które pozamawialiśmy z polskich sklepów :D A zaraz potem spacer po okolicznych polach – złote łany pszenicy pięknie się prezentowały i sprawiły, że poczułam jak bardzo się stęskniłam za tym miejscem. Później czekały nas liczne odwiedziny i spotkania. Rodzice L., dziadkowie, przyjaciele, wizyty kontrolne u dentysty, fryzjer, zakupy etc. Udało nam się nawet wyrwać na żagle z przyjaciółmi i choć wiatr nie był najmocniejszy to chwila na łódce i kąpiel w jeziorze sprawiły, że mieliśmy świetne popołudnie. Kilka dni spędziliśmy pomieszkując u innych przyjaciół, więc wieczory spędzaliśmy przy grach planszowych (jeśli nie znacie “Pandemii” to bardzo polecam!) i odpoczywając od upałów, bo przyznam, że nagły wzrost temperatury nieco nas wymęczył.

Ostatnie chwile wyjazdu mieliśmy zaplanowane w Warszawie – bilety na koncert Depeche Mode kupiliśmy jesienią zeszłego roku i bardzo nie chcieliśmy ich odsprzedać ;) Nie należę do najbardziej koncertowych osób, w szkole zdecydowanie więcej jeździłam po takich wydarzeniach. Ale warszawski koncert był niesamowity i z chęcią wybrałabym się jeszcze raz! Ale zanim jednak dotarliśmy na stadion czekała nas podróż pociągiem, a następnie odwiedziny jednego z ulubionych miejsc w stolicy i spotkanie z Magdą, które mimo drobnych komplikacji było bardzo sympatyczne :) A potem wraz z tłumem z naszego hotelu dotarliśmy na stadion i po chwili słabego supportu pojawili się na scenie panowie z DM! Choć nie wkręciłam się od razu, to po kilku utworach byłam oczarowana tym co się dzieje na scenie i z ciekawością obserwowałam w jaką ekstazę wpadła publika. 2/3 setlisty to moje ulubione kawałki, więc z utworu na utwór byłam coraz bardziej zachwycona i mimo, że wychodząc w uszach mi dzwoniło to bardzo się cieszyłam, że udało nam się wybrać. Kolejnego dnia czekała nas kolejna dość wczesna pobudka – musieliśmy zjeść śniadanie i złapać autobus na lotnisko, bo wczesnym popołudniem wracaliśmy do domu. Wieczorem wchodząc do mieszkania nie mieliśmy już siły na nic. Postanowiliśmy odpocząć, bo przecież i tak czekała nas intensywna niedziela – zakupy, rozpakowanie, sprzątanie i szykowanie się na przyjazd gości. Bo przez kolejny tydzień (a nawet 1,5 ;)) mieliśmy gości – przyjaciele i rodzina postanowili się chwilę u nas pourlopować.

Pomysłów na spędzanie czasu mieliśmy mnóstwo, w większości jednak wygrały te pozwalające jak najwięcej czasu spędzić razem. Długie śniadania, spacery nad wodę, grillowanie z widokiem na jezioro i przystań, wycieczka nad morze, pokazywanie naszych ulubionych zakątków miasta, wycieczka do parku narodowego, a na koniec odwiedzin – wspinanie się po skałach, bo mamy w naszym gronie zapalonych wspinaczy.

Kiedy w środę rano żegnaliśmy ostatnich gości było mi ogromnie smutno – ostatnie 2,5 tygodnia było naprawdę super i mimo zmęczenia od nadmiaru wrażeń z chęcią wydłużyłabym te wakacje. Trzeba jednak wrócić do rzeczywistości – L. już w pracy, ja ochłonęłam nieco po intensywnym czasie i przede mną ostatnie kilka dni luzu. Rzeczywistość nie będzie jednak nudna – w następny piątek mamy kolejnych gości :)

 

Lipcowe knajpki godne polecenia:

  1. Noori (Sztokholm) – surowa ryba, sushi, poke bowl
  2. Kafo (Gliwice) – nasza ulubiona kawiarnia, do której zawsze wpadamy przy odwiedzinach. Tym razem oczarowali mnie “espresso tonic” :)
  3. Pełną Parą (Warszawa) – wspomnienie warszawskiego roku i pysznych dim-sumów.
  4. Bułkę przez Bibułkę (Warszawa) – nasz śniadaniowy wybór, który był przepyszny!

 

Z powodu intensywnego czasu zwolniłam z czytaniem książek, ale wszystkie pozycje są godne polecenia:

  1. “Niespokojni zmarli” Simon Beckett
  2. “Opowieść Podręcznej” Margaret Atwood
  3. “Lokatorka” JP Delaney
  4. “Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85” Hendrik Groen
  5. “Kamień” Małgorzata i Michał Kuźmińscy

 

 

 

 

12 Replies to “Holidays & Goodbye July – co słychać? #6”

  1. Czyli z lipca są same pozytywne wspomnienia. Dziwne,ale u mnie jest dokładnie tak samo😊 coraz bardziej kusisz tym Sztokholmem. Ze zdziwieniem odkryłam,że samolot z Gdańska leci tylko 55 minut!😊
    Czaję się na Opowieści podręcznej😊

    1. Generalnie krócej lecisz niż dostajesz się z lotniska do miasta :D

  2. Przepiękne zdjęcia :)
    Jak spodobała Ci się Lokatorka?

    1. Bardzo fajnie się czytało, wciągnęła mnie, choć końcówka (wyjaśnienie historii Jane) nieco mnie rozczarowało.

  3. Ale tam pięknie :) I temperatura widzę odpowiednia dla mnie-te upały w Polsce mnie zamęczą :)

    1. Bardzo się cieszę, że w tym roku mogę od nich odpocząć :)

      1. Mnie niestety wymęczyły, mam nadzieję, że nie wrócą już :)

  4. Ciekawie i intensywnie, a na zdjęcia miło popatrzeć. Pozdrawiam że Zwaag/Hoorn 😃

    1. Udany wakacji!

  5. Powiem Ci, że ten tryb pracy jest coraz bardziej popularny w Polsce. Wiele warszawskich firm wprowadza obowiązkową przerwę lunchową. Są może tego jakieś plusy, ale ja bym mówiąc szczerze wolała szybko zjeść nawet przed komputerem i wcześniej wyjść z pracy.
    Wakacje w Polsce na pewno były dla Was odpoczynkiem, tak myślę sobie, że musi być Wam mimo wszystko ciężko póki co, to jednak wyprowadzka z kraju – kto wie czy nie na zawsze…
    Pandemię znam i całkiem lubię. Ze swojej strony mogę polecić Horror w Arhkam i Mansions of madness :)

  6. Hej Kasiu! ale zmiana! nowy blog nowa Ty i wszystko inne :)
    z przyjemnością będę tu zaglądać :D
    wracam na bloga i widzę same pozytywne zmiany mocno ściskam ;*

  7. Za każdym razem zachwycam się Twoimi zdjęciami! Są przecudne.

Dodaj komentarz