Hello Stockholm – co słychać? #3

Historia pewnego breloczka

Moi dziadkowie zostali dziadkami jeszcze przed 50-tką. Mimo tego pamiętam z dzieciństwa, że byli dość zaangażowani w wychowywanie mnie, mojej siostry i kuzyna. Pamiętam gry słowne z dziadkiem, budowanie tipi w ogrodzie czy robienie bazy razem z babcią. Wspólne wakacje czy wyjazdy na narty. Myślę, że zawdzięczam im nieco mojej ciekawości świata – raz przez sam fakt bycia ich wnuczką, w końcu geny zobowiązują ;) a dwa, że to właśnie z nimi zaliczyłam dwie duże, objazdowe wycieczki. Jedną po Bałkanach, a drugą po Skandynawii. To były wakacje po mojej pierwszej licealnej klasie – dziadkowie, ja, piękno Skandynawii i dwa tygodnie w autokarze. Najlepiej pamiętam z tej wycieczki trzy sytuacje – kiedy nad jednym z pierwszych norweskich fiordów zepsuł mi się aparat; jak zimno było w lipcu na Nordkappie i szaleństwo z poznanym towarzystwem na nocnym promie z Finlandii do Szwecji, kiedy chcieliśmy doświadczyć słynnych dni polarnych. Prom przybił do Sztokholmu, a ja pewnego słonecznego dnia, lekko wykończona po nieprzespanej nocy zadurzyłam się po uszy. Nie, nie w żadnym poznanym chłopaku, a w mieście. Tak jak niektórzy uwielbiają Paryż czy Nowy Jork, tak ja od tamtego czasu uwielbiam Sztokholm i uważam go za jedno z piękniejszych miast świata, w którym chciałabym mieszkać. Na pamiątkę z tej wycieczki przywiozłam uroczy breloczek do kluczy, który od tamtej pory wisiał przy moich kluczach do domu, choć te zmieniłam już cztery razy ;)
Breloczek przy kluczach trwał, gubiąc pojedyncze kryształki. Zawitał ponownie w szwedzkiej stolicy na dwa miesiące przed naszym ślubem, a ostatnio w lutym tego roku. Tym razem jednak stracił też obrazek, więc nie było wyjścia – kupiłam nowy.
Od tamtego ciepłego, lipcowego dnia, kiedy po raz pierwszy poczułam lekką bryzę pod Zamkiem Królewskim, minęło blisko 9 lat! Prawie dekada, a Sztokholm dalej nie stracił dla mnie swojego uroku, co więcej – każdy kolejny wyjazd tylko bardziej mnie upewniał w moich odczuciach.

 

 

A może jednak?

O przeprowadzce do Szwecji myśleliśmy już kilka razy, ale dopiero teraz dość niespodziewanie nadarzyła się ku temu idealna okazja.
Po drodze mieszkaliśmy rok w Warszawie. To był rok strasznego marudzenia i od początku wiedzieliśmy, że szybko z Warszawy znikniemy. Choć mamy z nią związane miłe wspomnienia – fajną pracę czy kurs żeglarski, tak bardzo szybko zrozumieliśmy, że lepiej nam się mieszka blisko domu, blisko gór i miejsc, które znamy. Mieliśmy sporo szczęścia, które doprowadziło nas do Krakowa. Mimo smogu bardzo się polubiliśmy ze stolicą Małopolski, dość wygodnie się urządziliśmy, zarówno zawodowo jak i mieszkaniowo. Do domu blisko, w góry blisko, nad jeziora umiarkowanie ;) Ale było nam tu dobrze i zupełnie nie planowaliśmy zmiany naszego życia. Wręcz przeciwnie, powoli oswajałam się z myślą o zakupie własnego mieszkania, a największą atrakcją roku miał być wyjazd do Japonii.
Czasem jednak życie jest przewrotne, a kiedy mój mąż pewnego lutowego poranka dostał ofertę pracy, musieliśmy znów przemyśleć naszą sytuację.
Tak, zarzekałam się, że nigdy już tak daleko nie wyjadę, ale przecież rozmawiamy o Sztokholmie! Tak, mamy fajne warunki pracy i wygodne życie, ale czy za 20 lat nie będziemy żałować, że nawet nie spróbowaliśmy? Po długich rozmowach, analizowaniu, konsultowaniu warunków oferty i negocjacjach, postanowiliśmy zaryzykować. Liczyliśmy się z tym, że kilka osób może być zaskoczonych i rozczarowanych naszą decyzją i to był jeden z większych argumentów na “nie”. Podobnie jak masa wrażeń i obowiązków związanych zagraniczną przeprowadzką. Ostatecznie wygrała chęć przygody i myśl, że stabilizacja może poczekać jeszcze rok albo dwa.
Nie była to łatwa decyzja i ciągle jestem pełna obaw – jak sobie poradzimy, co z moją pracą, czy dam sobie radę w tym dużym mieście tak na co dzień, a nie tylko przejazdem, jak duże będą różnice kulturowe? Znów z własnej woli zafundowaliśmy sobie reorganizację życia i przyszłość pełną pytań bez odpowiedzi. W tej chwili jednak pozostaje być dobrej myśli, bo w końcu spełniam jedno z moich marzeń!

 

 

New chapter begins right now!

Dzisiaj 26 maja, dwa ważne dla mnie święta. Dzień Matki – to właśnie Mama na wieść o planach spytała o życie na walizkach i wtedy do głowy wpadł mi pomysł, żeby i w blogowym świecie zrobić małą rewolucję. Dzisiaj są także 75-te urodziny mojego Dziadka, a bez niego i bez Babci pewnie nigdy nie wpadłabym na mieszkanie w Sztokholmie.
Już jutro po raz pierwszy obudzimy się w szwedzkiej rzeczywistości i rozpoczniemy przygodę życia.
Ostatnie trzy tygodnie były szalone – choć od podjęcia decyzji do momentu wyjazdu minęły blisko 3 miesiące to wiedzieliśmy, że nie będzie lekko. Mieszkanie na miejscu udało się znaleźć dość sprawnie, podobnie jak dograć wiele kwestii formalnych. Jednak z powodu przygotowań i wyjazdu do Japonii, po której praktycznie od razu jechaliśmy dalej w góry, a dwa dni po powrocie zaczęliśmy sezon imprez rodzinnych, czas bardzo niespostrzeżenie się skurczył i na najcięższą pracę zostało nam… 17 dni :) Sprzedaż części naszych rzeczy, przewiezienie innych do rodziny i znajomych, ogarnięcie mieszkania w Krakowie, załatwienie spraw w urzędach, zaległe wizyty lekarskie (oraz towarzyskie) i ostatecznie – przeprowadzka, to nasza rzeczywistość z ostatnich dni. To także powrót do spania na kanapie, bo łóżko sprzedane i obijania się o własne rzeczy, bo część mebli już zniknęła.
Ale to wszystko już za nami :) Jeszcze “tylko” musimy się rozpakować, a potem biegnę się nacieszyć wiosną w Sztokholmie. Aż nie wiem, które miejsce odwiedzić jako pierwsze!

Na koniec dodam tylko, że uważajcie o czym marzycie, a nuż może się spełnić ;)

 

5 Replies to “Hello Stockholm – co słychać? #3”

  1. Mam nadzieję,że sztokholmski etap będzie dla Was bardzo szczęśliwy :)

  2. Polka w Szkocji says: Odpowiedz

    Powodzenia :)

  3. Najważniejsze, że spełniasz marzenia! Wszystko się jakoś poukłada, zobaczysz :) Wkrótce tak mocno wsiąkniesz w to miasto, że różnic kulturowych nawet nie zauważysz :)

  4. Dotarłam i ja! :)
    Powodzenia, z niecierpliwością czekam na kolejne posty i piękne zdjęcia! <3

Dodaj komentarz