Gruzja #3 – po środku niczego, czyli Dawit Gareji i Udabno

Jako pierwsze miejsce do odwiedzenia wybieramy Dawit Garedża – na tyle blisko z Tbilisi, że wycieczka zajmuje niecały dzień i można wrócić do stolicy o rozsądnej porze. Dodatkowym plusem jest to, że nie musimy zabierać ze sobą plecaków, bo zostają w hostelu.
Dawit Garedża to kompleks monastyrów położonych na zboczu wzgórza Garedża, na granicy gruzińsko-azerskiej. Jego początki sięgają VI wieku, a niezwykłe jest w nim to, że kompleks składa się przede wszystkim z jaskiń!
Do kompleksu można dojechać taksówką, my jednak jeszcze w Polsce znajdujemy “Gareji line”, czyli firmę, która organizuje wycieczki właśnie w te rejony. Koszt to 25 lari za osobę, zbiórka jest o 11 na placu Puszkina (tuż obok pl. Wolności, na przeciwko baru Warszawa), skąd wyrusza busik (lub busiki, jeśli jest więcej chętnych).
Z naszego hostelu mamy ok 15-20 minut na miejsce zbiórki, chcemy być jednak wcześniej, więc wychodzimy chwilę po 10. Na miejscu okazuje się, że nie musimy nikogo szukać, bo prawie od razu wyłapuje nas pani i po angielsku zagaja czy szukamy Gareji line. Kolejnym pytaniem jest to czy jesteśmy z Polski :D i wręcza nam plan wycieczki po polsku. Z każdą minutą pojawia się coraz więcej chętnych, a koło 11 zostajemy zaproszeni do marszrutki. To nasza pierwsza podróż tym środkiem transportu, więc z nieukrywanym zaskoczeniem obserwujemy ładowność takiego pojazdu – w rzędach znajdują się po 3 miejsca, ale w przejściu są dodatkowo rozkładane małe siedzenia, żeby zmieściły się 4 osoby. Okazuje się, że nasza marszrutka to w połowie Polacy, co później sprawi, że będzie bardzo wesoło ;)
Droga w jedną stronę to ok 2 godziny, przynajmniej gruzińskim tempem. Dzień wcześniej przespaliśmy jazdę, ale dzisiaj możemy obserwować gruzińskie szaleństwo na drodze. To właśnie przy tej okazji zostajemy wyprzedzeni przez starego Kamaza na przejeździe kolejowym…
Po ok 30 minutach zatrzymujemy się na stacji i jest to ostatnia okazja, żeby zaopatrzyć się w wodę i prowiant – później przystanki będą już po środku niczego. A woda na tę wycieczkę naprawdę się przyda.
Kiedy zaczynają nas otaczać stepy wszyscy stają się bardziej ożywieni i zainteresowani przyrodą za oknem. W okolicy zbiorników słonej wody robimy przystanek na zdjęcia. Mijamy stada krów, a nawet dzikie konie. Przejeżdżamy przez miasto-widmo, Udabno, a ostatni odcinek drogi wiedzie szutrową drogą.
Koło 13:30 dojeżdżamy na miejsce i nieco zagubieni zaczynamy wycieczkę pod górę – mamy czas do 16. Za nami rozpościerają się coraz piękniejsze, choć pustynne i surowe widoki, ale to dopiero po wejściu na grań ciężko jest powiedzieć cokolwiek więcej niż: “wow”. Przed nami rozpościera się widok na Azerbejdżan, albo raczej na azerskie pustkowie. Robimy sobie przerwę oraz liczne zdjęcia, bo to niepowtarzalny widok.
Cały czas się cieszę, że jednak ubrałam buty trekkingowe zamiast sandałów, bo mimo wysokich temperatur warto mieć stabilne obuwie na stopie.
Po chwili idziemy dalej – ścieżką pod granią, cały czas z odpowiednim widokiem. Mijamy jaskinie z malunkami, a przed jedną na skale spotykamy ogromną jaszczurkę – ma kilkadzieścia centymetrów, nigdy nie widziałam tak dużej na wolności. Pod kapliczką na górze zawracamy – dalej drogi nie ma albo staje się dość niebezpieczna po skałach. Oprócz turystów spotykamy tam żołnierzy, pewnie pilnujących granicy. Schodzimy w dół, czując zmęczenie upałem. Do marszrutki docieramy chwilę przed 16 i czekamy. Koło 16 wchodzimy do pojazdu i okazuje się, że brakuje 1 osoby. Po 15 minutach stajemy się dość mocno zniecierpliwieni, a nikt nie wie co stało się z samotną pasażerką. Staramy się rozładować atmosferę śmiechem, żartami i słuchaniem opowieści naszych towarzyszy, którzy w Gruzji są już jakiś czas. Kierowca jest zdenerwowany, nie wie co robić. W końcu słyszy, że jakiś taksówkarz widział jakąś babkę, która szła piechotą po drodze. 16:40 wyjeżdżamy, po drodze wykonujemy dwa zawrócenia w odstępie 50 metrów (tak jakby kierowca nie był pewny swojej decyzji) co tylko dodaje komizmu sytuacji, ale faktycznie po kilku minutach spotykamy naszą zaginioną towarzyszkę – pani zeszła tak szybko, że postanowiła przejść się drogą. Wydawało jej się, że wytłumaczyła to kierowcy, ale ona nie gawarit pa ruski, a kierowca nie paniemaju, jak ktoś mówi do niego po angielsku.

 

 

 

 

 

Kolejnym przystankiem jest najbardziej odosobniona miejscowość w Gruzji, miasto-widmo, Udabno. Nazwa oznacza pustynię, a samo miasteczko zostało sztucznie utworzone przez Sowietów, którzy korzystając z okazji przesiedlili Swanów ze Swanetii (drugiego końca kraju…) po powodzi niszczącej ich domu, jednocześnie dając znać Azerom, że to ich ziemia. Obecnie w wiosce mieszka 300 osób, jest pełno pustostanów, a pomiędzy nimi, na tym pustkowiu stoi polska knajpa wraz z hostelem i kilkoma pokojami do wynajęcia. To właśnie tam zmierzamy, by w Oasis Club zjeść szybki posiłek przed dalszą drogą.
O Udabno czytałam jeszcze przed wyjazdem i myślałam nad opcją organizacji noclegu, ale niestety – bez swojego samochodu ciężko jest się tam dostać, nie mówiąc o wydostaniu się. Godzinny przystanek musi nam wystarczyć.
Zaraz po wejściu obskakuje nas tłum dzieciaków chcących sprzedać swoje rysunki. My jednak zamawiamy przekąski oraz lemoniady i siadamy przy stołach z palet. Po posiłku szwendamy się po okolicy – w okół nas biegają psy, na ulicy pasą się krowy i świnie, a do knajpy miejscowi przyjeżdżają… konno. To niesamowite jak bardzo inaczej można żyć.

 

 

 

 

Mamy trochę opóźnienia, ale przyjeżdżamy do Tbilisi jeszcze przed 20. Po drodze obserwujemy kolejny z obrazków pt. “Gruzińskie BHP” – nasz palący kierowca (tak, Gruzini palą, gdzie chcą) podjeżdża na stację benzynową, gdzie pan z obsługi (również z papierosem w ustach) tankuje nasz busik przy włączonym silniku!
Po tej wycieczce pełnej wrażeń kierujemy się do naszego hostelu, a potem do knajpki dwa lokale obok. Kolejna gruzińska uczta przed nami. Później jeszcze szybkie zakupy i znów kładziemy się spać po 23, bo kolejnego dnia ruszamy dalej. Kierunek – północ.

One Reply to “Gruzja #3 – po środku niczego, czyli Dawit Gareji i Udabno”

  1. Tankowanie przy włączonym silniku – już mi się Gruzini podobają.

Dodaj komentarz