Gruzja #1 – informacje praktyczne, początek i podsumowanie

Każda podróż rozpoczyna się w głowie. Od pomysłu, myśli, wspomnienia zdjęcia. Tym razem była to rozmowa ze znajomymi, z którymi rozważaliśmy wspólne wakacje. Wśród kilku propozycji padła Gruzja i po tygodniu bilety lotnicze czekały na wykorzystanie.
Wiem, że Gruzja w polskiej blogosferze została opisana wzdłuż i wszerz, bo sami korzystaliśmy z kilku blogów przy planowaniu wyjazdu, ale być może komuś się przyda opis naszego wyjazdu :)
Dzisiaj będzie o początku, o organizacji i przy okazji podsumowanie – być może trochę od końca, ale pozwoli lepiej zrozumieć dalsze wpisy.
Gruzja leży na pograniczu Europy i Azji, w basenie Morza Czarnego, granicząc z Rosją, Azerbejdżanem, Armenią oraz Turcją. Jej historia sięga daleko w czasy starożytne, natomiast dwa dość istotne okresy historyczne, które przejawiają się w gruzińskich zabytkach oraz pomnikach to pierwsza połowa IV wieku, kiedy za sprawą św. Nino władca Gruzji przyjął chrzest, czyniąc Gruzję jednym z najstarszych, chrześcijańskich krajów na świecie (za najstarszą często uznawana jest sąsiadująca Armenia). Kolejny taki ważny okres rozpoczyna się pod koniec XI wieku, za panowania króla Dawida Budowniczego. Przez czasy średniowieczne Gruzja była ciemiężona przez Państwo Osmańskie, a następnie przez Rosję – w czasach Romanowów jeden z nich zasiadał na tronie Królestwa. I w zasadzie, mimo prób Gruzinów, tak już zostało do 9-go kwietnia 1991, kiedy ogłosili niepodległość od ZSRR.
W związku z powyższym, łatwiej się dogadacie w Gruzji po rosyjsku niż angielsku ;) Co prawda w Kutaisi czy Tbilisi spora część osób po angielsku mówi, zwłaszcza młodych lub tych, którzy mają kontakt z turystami, jednak w małych wioskach ostro trenowaliśmy nasz polsko-rosyjski. Jeśli kiedyś postanowicie odwiedzić Gruzję – nauczcie się kilku podstawowych zwrotów (obowiązkowo liczb i określania godziny) po rosyjsku. Czasem pomagał nam google translate, a czasem wystarczyło chwilę pogadać, żeby się dogadać – na ogół tym ludziom również zależy, żeby się z turystami porozumieć.
A jeśli na pytanie “Odkuda wy?” odpowiecie, że “my z Polszy” możecie spodziewać się promiennego uśmiechu, opowieści o tym jak pan kierowca wiózł kogoś z Poznania, deklaracji o posiadaniu zdjęć Warszawy lub ewentualnie zdziwionego pytania: “To dlaczego nie mówicie po rosyjsku?”.
Jak dotrzeć:
Kilka lat temu WizzAir otworzył połączenia z Katowic oraz Warszawy do Kutaisi, więc jest to zdecydowanie najszybsza oraz najtańsza opcja transportu. My kupowaliśmy bilety ok 3 miesiące przed wyjazdem, co prawda tylko w jedną stronę na tej trasie (z Gruzji nie wracaliśmy od razu do Polski) i płaciliśmy ok 250 zł za bilet. Do tego wykupiliśmy duży bagaż podręczny oraz pierwszeństwo wejścia do samolotu (koszt kilkunastu złotych, a było to naprawdę wygodne i pozwoliło wnieść ze sobą dodatkowy bagaż małych rozmiarów). Natomiast, jeśli ktoś śledzi promocje lotnicze na bieżąco i nie ma sztywnych terminów wylotów to spokojnie znajdzie tańsze loty. Posiadając kartę WDC da się zejść w okolice 80-120 zł w obie strony ;)
Lot trwa około 3h, natomiast biorąc po uwagę zmianę czasu, wylecieliśmy o północy, a byliśmy o 5 rano na miejscu.
Plan podróży:
Myślę, że to każdy powinien dostosować pod siebie, swoje możliwości i oczekiwania. My przylecieliśmy w sobotę nad ranem, a wylatywaliśmy w kolejną niedzielę. Wiedzieliśmy, że nie damy rady zobaczyć wszystkiego albo będzie to okupione nocnymi podróżami pociągami, co sprawi, że będziemy bardzo zmęczeni. Po zrobieniu mapy punktów i zorientowaniu się ile czasu zajmuje dotarcie w dane miejsce nasza trasa prezentowała się następująco:
– Tbilisi
– Dawit Gareji
– Stepancminda
– Signagi
– Achalciche
– Wardzia
– Bordżomi
– Kutaisi
Najmniej podobało nam się Achalciche i z perspektywy czasu nie wiem czy nie sugerowałabym zrezygnować z niego na rzecz dłuższego pobytu w Borjomi. Staraliśmy się tak układać drogę, żeby pokonać możliwie jak najwięcej trasy do danego punktu jednym transportem, dlatego jako bazę wypadową do Wardzi przyjęliśmy Achalciche.

 

 

Jak poruszać się na miejscu:
Zasadniczo są cztery sposoby na przemieszczanie się na miejscu:
1) Wypożyczenie samochodu – najdroższa opcja i wbrew pozorom najbardziej ryzykowna, biorąc pod uwagę jak Gruzini jeżdżą ;) Daje jednak największą swobodę i wiem, że wiele osób właśnie dla tej swobody zaryzykuje ewentualne problemy na drodze. Natomiast paliwo jest tanie.
2) Marszrutki, czyli mini-busy – Sprintery czy Transity z siedzeniami. Mało miejsca, dużo wrażeń. Najtańszy sposób na przemieszczanie się, ale jest się uzależnionym od trasy busa i godzin rozkładu jazdy (o tych godzinach to jeszcze będę pisać, ale w założeniu istnieją). Dla nas jednak to był główny środek transportu. Na ogół bilety kupuje się w kasie na miejscowym dworcu (dostawaliśmy bardzo różne, podejrzane świstki, ale to naprawdę były bilety), ale jeśli będziecie zmuszeni łapać busik gdzieś po drodze to można zapłacić u kierowcy.
3) Taxi – choć bardziej pasuje określenie “analogowy Uber”. Mimo tego, że wiele z samochodów posługuje się nazwą “taxi” nie znajdziecie tam taksometru. Ludzie wożą swoimi prywatnymi samochodami za wcześniej określoną cenę. Spokojnie można się dogadać tak, by kierowca zboczył z głównej trasy albo poczekał 2-3 godziny aż obejrzycie okolicę. Jest to droższe niż marszrutka, można się jednak targować. My w ten sposób pokonaliśmy jeden z najdłuższych odcinków do przejechania, przy okazji zaliczając najbardziej szaloną jazdę samochodem w życiu.
4) Pociągi – istnieją, jeżdżą rzadko i podobno długo (nie sprawdzaliśmy, nie było okazji) i tylko na głównych szlakach komunikacyjnych.
Szybko przekonacie się, że opisy gruzińskich kierowców nie są przesadzone ;) Wyprzedzanie “na trzeciego” to standard, podobnie jak ustępowanie miejsca na swoim pasie komuś, kto wyprzedza z naprzeciwka. Ograniczenie do 30-stu i serpentyny? Żaden problem, żeby jechać 90 i ścinać zakręty. Wyprzedzanie na przejeździe kolejowym? Czemu nie! Dowiedzieliśmy się także, że można prowadzić z dwoma telefonami w ręku i przy tym wyprzedzać. Mam jednak wrażenie, że mimo tych wszystkich brawurowych zachowań Gruzini się świetnie odnajdują na swoich drogach i wiedzą czego się mogą spodziewać – czy to będzie tir na czołówce na ich pasie czy stado krów przechodzących sobie dwupasmówką. Wiem jednak, że dla europejskiego kierowcy może to być stresujące przeżycie, więc zastanówcie się dwa razy czy na pewno chcecie wypożyczyć samochód ;)
Dokładne ceny podam w postach szczegółowych, ale za marszrutki płaciliśmy 2-12 GEL, taxi to na ogół wydatek 1,5-2 razy większy od kosztu marszrutki dla 4 osób, a wypożyczenie samochodu (sprawdzałam na szybko, bez zaawansowanego szukania) to ok 200 zł za dobę.
Warto się też nastawić, że dla wielu transport turystów to niezły zarobek, więc nie zdziwcie się, że na dworcach będą na Was naskakiwać bardzo nachalni panowie wykrzykując informację gdzie jadą i za ile albo “Taxi nie nada?”. My mieliśmy sporo szczęścia, bo marszrutki albo same się znajdowały albo ktoś nas zaprowadził, a taxi jechaliśmy rzadko i załatwialiśmy przez gospodarzy guest house’ów (choć i tu były zabawne historie). Ale trzeba się nauczyć poruszać przez ten tłum.

 

 
Bezpieczeństwo:
Gruzja jest dość bezpiecznym krajem, a oprócz Osetii Płd. i Abchazji sytuacja polityczna jest stabilna. Nikt nas nie próbował okraść, natomiast naciągnąć już tak i z tym trzeba się liczyć, że np. w sklepie bez wystawionych cen zapłacicie więcej niż miejscowi. Podobnie ceny wyjściowe za taxi mogą być dość kosmiczne – zawsze warto spróbować się potargować.
Przed wyjazdem pamiętajcie też o zakupieniu ubezpieczenia turystycznego – my na szczęście nie musieliśmy z naszego korzystać, ale zawsze lepiej mieć. Przy zakupie upewnijcie się, na którym kontynencie wg. ubezpieczyciela leży Gruzja.
A, i chociaż to powinno być oczywiste, to EKUZ w Gruzji nie działa ;)
 
Waluta:
W Gruzji mamy lari (GEL), które dzieli się na 100 tetri. Dla uproszczenia używaliśmy żelków i tetrisów ;)
Przeliczniki (wrzesień 2016):
1 GEL = 1,6-1,7 PLN
1 USD = 2,30-2,35 GEL
1 EUR = 2,5-2,6 GEL
Głównie używaliśmy gotówki, jednak w dużych miastach nie ma problemu, żeby płacić kartą. Nie było też dużego problemu z bankomatami i kantorami, co więcej, kursy nie różniły się aż tak drastycznie między stolicą a mniejszymi miejscowościami.
Przy okazji tego wyjazdu wyrobiłam sobie zestaw kart do Kantoru Aliora i polecam to rozwiązanie, bo jeśli chcecie używać w Gruzji karty najlepiej wybrać wersję w USD (najmniejsze straty na przewalutowaniu).
Protip: Jeśli w jakimś kantorze powiedzą Wam, że macie złe banknoty i macie iść z nimi do banku, to sprawdźcie inny kantor ;)Cenowo Gruzja jest trochę tańsza niż Polska. Za obiad na 4 osoby z napojami płaciliśmy 40-50 GEL, za butelkę wina 7-12 GEL, 10 jajek to ok 3,20-3,50 GEL, chleb ok 1-1,5 GEL, woda 0,8-1,5 GEL za butelkę 1,5 litrową.

Internet:
Dla wielu pewnie ważna kwestia, dla nas także. Praktycznie w każdej restauracji, jak i hostelu/guest housie, w których byliśmy było wifi. Do tego zakupiliśmy na lotnisku kartę Geocell, którą można doładować np. w elektronicznych kioskach na ulicach Tbilisi. Za 15 lari mieliśmy 6GB do wykorzystania, i sporo nam z tego zostało. Karta w miarę działała – były problemy na krańcach kraju z zasięgiem, ale ostatecznie dało radę.
Noclegi: 
Spaliśmy głównie z hostelach i tzw. guest house’ach. Wybieraliśmy głównie takie, gdzie nocleg kosztował 30-40 zł. Często ze śniadaniem, a warto brać śniadania w “pensjonatach” prowadzonych przez Gruzinów, bo są dość obfite. Do tego w wielu takich miejscach można dostać domowe wino, które mimo tego, że jest mocno wytrawne to jest bardzo dobre.
Oboje z L. lubimy mieć choć trochę komfortu w podróży i jego podstawą jest posiadanie noclegu ;) Przed wyjazdem przekopaliśmy internet szukając noclegów i jechaliśmy z Gruzji z rezerwacjami. I o ile w przypadku Tbilisi było to dobre posunięcie, bo wiele najfajniejszych hosteli na 2 tygodnie przed już nie miało miejsc, tak w przypadku małych miasteczek na dworcach zawsze witał nas tłum pań oferujących noclegi, a często okazywało się, że kierowca zna pensjonat po drugiej stronie kraju itd.
Jedzenie:
Gruzja jest znana z dobrego jedzenia i po części jest to prawda, bo mają dobre jedzenie, ale przez pierwsze 2-3 dni. Po tym czasie, przynajmniej dla nas, stało się monotonne. Do tego opiera się głownie na mące, serze oraz tłustym mięsie, co nie jest najlżejszą dietą i zdarzyło się trochę problemów żołądkowych. Warto pamiętać, że Gruzini mają w zwyczaju podawać potrawy na dużych talerzach oraz małe talerzyki dla każdego przy stole – dzięki temu łatwo jest spróbować każdego dania, które się pojawi oraz można zamówić tylko 3 porcje na 4 osoby, jeśli nie jesteście pewni swoich możliwości.
Mi osobiście najbardziej do smaku przypadło chaczapuri adżarskie (z jajkiem “sadzonym”), które zjadłam ze smakiem, ale dopiero po wyłowieniu całego nieściętego białka, adżapsandali (potrawka z bakłażana i papryki) oraz pielmieni, czyli małe pierożki z mięsem. L. polubił mcwadi, czyli szaszłyk oraz kawałki mięsa zapiekane z ziemniakami (nie pamiętam dokładnie nazwy).
Do tego koniecznie miejscowe lemoniady (dla nas wygrała marka Zedazeni) oraz woda Borjomi.
Byłam zaskoczona ograniczoną ilością warzyw w menu. “Narodowa” sałatka to pomidory, ogórki zielone, cebula i pietruszka. A wszystkie inne sałatki, które braliśmy wyglądały jak takie paczkowane ze sklepu, całe w majonezie. Największym rozczarowaniem była sałatka z kurczakiem, gdzie kurczak był poszarpany na drobne kawałki w porcji – robiliśmy dwa podejścia do tej sałatki, więc nie był to pojedynczy przypadek, zatem uważajcie na gruzińskie sałatki ;)Większość restauracji, w których byliśmy z miejsca dolicza 10% za serwis. Nie wiem czy warto szukać takich, które tego nie robią, bo możecie stracić sporo czasu ;)

 
Jak się spakować:
Gruzja nie jest egzotycznym krajem, który wymaga szczepień przed wyjazdem lub innych niecodziennych przygotowań. Warto jednak dokładnie sprawdzić pogodę, bo ta bywa zróżnicowana. W centralnej części kraju mieliśmy 24-28 stopni, na północy koło 16-18, a na południu akurat trafiliśmy na załamanie pogody i bardzo intensywne opady deszczu (krótkie, ale kiedy lało to jak z cebra i w kilka minut na ulicach robił się rzeki).
Przede wszystkim, jeśli zamierzacie sporo się poruszać po kraju to weźcie plecak zamiast walizki. W dużym mieście walizka to nie problem, ale w małych miastach i w transporcie już tak. My mieliśmy plecaki 30-40 litrów, mieszczące się jako podręczny i spokojnie starczyło na Gruzję i potem na kilka dni we Włoszech przy założeniu spania w hostelach/pensjonatach i zrobieniu prania.
Warto mieć wygodne buty, które pozwolą na chodzenie po mieście, jak i trekking. Lekkie oraz wodoodporne. Na zmianę wystarczyły nam sandały, ale nawet w Dawit Gareji, gdzie było sucho i upalnie lepszą opcją były buty zabudowane z odpowiednią podeszwą.
Tuż przed wyjazdem kupiliśmy w Decathlonie bluzy-peleryny, które świetnie się sprawdziły w przypadku deszczu. Do tego mają fajny system pakowania i zmieszczą się nawet do małego bagażu. Używaliśmy ich częściej niż kurtek.
Dla kobiet – szal/chusta, jeśli zamierzacie wejść do miejscowych świątyń. Zasady są takie, że mężczyźni wchodzą w długich spodniach, a kobiety w spódnicach i chustach na głowie – co prawda przed każdym takim miejscem są do pożyczenia “fartuszki” oraz chusty, ale z przyczyn higienicznych warto mieć własną.
Cała reszta to jak przy każdym innym wyjeździe :)

 

 

 
Podsumowując:
Po tej podróży mam dość ambiwalentne odczucia. Z jednej strony Gruzja jest piękna pod względem przyrody oraz swoich zabytków. Z drugiej, jest to kraj bardzo biedny, gdzie gazociągi tworzą ogrodzenia i bramy przy domach. Pomiędzy sklepami Versace i Burberry w stolicy jest pełno żebraków, a codziennie na ulicach pojawiają się przenośne stragany z chińskimi bibelotami oraz starymi książkami. Z jednej strony jeździ tu sporo SUV-ów, ale tuż obok przejeżdżają Łady, Nivy oraz Wołgi. Wszędzie (nie dotyczy centrum Kutaisi i Tbilisi) wypasane są krowy, owce oraz świnie, ale często na tych pastwiskach jest pełno śmieci. A najwięcej jest bezpańskich psów, z których połowę mieliśmy ochotę zabrać ze sobą do domu.
Był to wyjazd dość męczący, ale również ciekawy i bardzo przyjemny. Taki, gdzie po kolejnych “śmiesznych akcjach” zastanawiasz się co nas może jeszcze spotkać i dzieje się jeszcze do ostatnich chwil w samolocie powrotnym.Zakresy cen wypisałam już powyżej, bardziej szczegółowo będę pisać w kolejnych postach. Ale, w naszym przypadku za jedną osobę na 8 dni wyszło 780 zł (jedzenie, noclegi, transport, atrakcje), a jak się przekonacie szalenie nie oszczędzaliśmy ;) Co prawda w rozliczeniu pominęliśmy drobne wydatki pt. pojedyncza butelka wody czy dwie paczki chusteczek, ale zdarzały się one sporadycznie i razem z nimi nie przekroczyliśmy 800 zł za osobę. Razem z biletami lotniczymi wyjazd na tydzień do Gruzji może się zamknąć w 1000 zł, a zakładając wersję bardziej rozrzutną to w 1500 zł (nie wiem na co mielibyście wydać te dodatkowe 500 zł, ale każdy podróżuje inaczej).

4 Replies to “Gruzja #1 – informacje praktyczne, początek i podsumowanie”

  1. Kocham Gruzję!!! Piękny kraj, ludzie fantastyczni i gościnni do tego, wspaniała kultura… Świetnie, że udało Wam się tam wybrać :)
    Fotki super :)

    1. Oj tak, ludzie sympatyczni i otwarci, choć momentami było to nieco męczące ;)

  2. Ilu podróżujących, tyle wrażeń i opinii, kaźdy zwraca uwagę na coś innego, więc warto dzielić się swoimi przemyśleniami, nawet gdy wydaje się, że dane miejsce zostało juź wyczerpująco opisane.

    1. A po drugie, po części blog jest też dla mnie – a fajnie czasem wrócić do wspomnień z wyjazdu, kiedy się nieco zatrą.

Dodaj komentarz