Goodbye September – co słychać? #12

 

Przyszła, rozgościła się i na razie zostaje – jesień. Nie raz wspominałam o tym jak przepadam za tą porą roku. Przynosi złote liście, wytchnienie od opałów, domowe wieczory oraz moje dwa ulubione miesiące w roku. Jeden z nich właśnie minął, drugi się zaczyna. Zanim jednak wybiegnę myślami w przyszłość, chcę się na chwile zatrzymać i wrócić do wrześniowych wydarzeń.

W Szwecji jesień zaczyna się wraz z nadejściem września – nic więc dziwnego, że dość szybko przyszło do nas ochłodzenie. Pełne buty, grubszy sweter, rano potrzebna jest także czapka i rękawiczki. Wrzesień przywitaliśmy wycieczka do Uppsali, bo choć było już nieco chłodniej, to dalej dość słonecznie. Miasto na północ od Sztokholmu zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie i dobrze nastroiło na resztę miesiąca.

Tydzień później siedzieliśmy w samolocie do Polski, by spędzić z bliskimi mój urodzinowy weekend. Rok temu chciałam zostać w Sztokholmie, w tym roku jednak tak się złożyło, że mogliśmy świętować moje kolejne urodziny w dużym gronie. W sobotę zaplanowaliśmy przyjęcie dla znajomych – często spotykamy się w mniejszych grupkach, ale tym razem postanowiliśmy zebrać 13 osób na raz. Ostatni raz w takim gronie widzieliśmy się na naszym weselu! Ponieważ widujemy się z nimi tak rzadko to nazbierało się kilka okazji do świętowania – samochody, własne domy i mieszkania, nowe zwierzaki domowe oraz powiększające się rodziny. To cudowne móc dzielić tak dużo pozytywnych zmian z bliskimi osobami. Pisałam to już wiele razy, ale mam ogromne szczęście mając tyle wspaniałych ludzi obok siebie!

W niedzielę obudziło mnie mnóstwo życzeń, a potem rodzinnie wybraliśmy się do Krakowa. Pogoda była idealna, na obiad pierogi, deser za to w Café Lisboa – miejscu, które serwuje przede wszystkim portugalskie babeczki z budyniem. W towarzystwie espresso sprawiają, że życie staje się idealne ;) Jeszcze tylko spacer do parku Jordana i trzeba było jechać na lotnisko. Tym razem wyjątkowo trudno się wracało, choć przecież w perspektywie był tylko miesiąc do kolejnych odwiedzin.

Po takim udanym, ale też intensywnym początku miesiąca nadszedł sezon chorobowy. Kolejne weekendy były bardzo domowe, z nadrabianiem seriali i spokojnymi spacerami po mieście, kiedy wychodziło słonce. Potrzebowałam takiego zwolnienia, bo w pracy intensywnie, wiec tydzień mija za tygodniem, a do tego kilka ostatnich dni września spędziłam bardzo intensywnie w Stambule. Ale to już temat na osobna notkę.

Wrzesień minął bardzo szybko, i bardzo przyjemnie. Teraz czas na drugi z moich ulubionych miesięcy, który zaczniemy dość hucznie, bo weselem, na kilka dni przed nasza czwarta rocznica ślubu. Ciężko mi uwierzyć, ze to już 4 lata od naszego dnia, ale jeszcze trudniej w to, ze moja mała siostrzyczka wychodzi za mąż!

 

5 Replies to “Goodbye September – co słychać? #12”

  1. bardzo przyjemny miesiąc widzę był :) Marzy mi się kilka wolniejszych dni, takich totalnie bez myślenia, zupełnie na luzie :)
    Czekam na relację ze Stambułu:)

  2. Ja ostatnio też polubiłam jesień. Piękne zdjęcia 🙂

  3. U Was 4 rok, a u nas 10 ;) W kolejnym tygodniu robimy sobie dwudniową przerwę od wszystkiego i świętujemy ;) Ale już teraz ode mnie wszystkiego najlepszego!

  4. Ale piękna biblioteka – gdzie jest?

    1. Główna biblioteka w Sztokholmie. Robi wrażenie!

Dodaj komentarz