Goodbye October – co słychać? #8

Każdy taki poranek wygląda tak samo. Kiedy usłyszę magiczne stwierdzenie albo gdy niespodziewanie moją uwagę przykuje sytuacja za oknem na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech, a ja nie mogę się nadziwić, że znów prószy śnieg. Tym razem zaskoczył mnie już pod koniec października, ale jest to jedna z tych niespodzianek, które naprawdę lubię (znacznie bardziej niż śnieg w maju). Oj tak, ciekawa końcówka miesiąca się zrobiła. A jaka była reszta?

 

Październik przywitałam w Lizbonie – kilka dni w cieple, kiedy w domu jesień pokazuje swoją zimną stronę to naprawdę miła odskocznia. Do tego czas z bardzo sympatycznymi ludźmi i baterie podładowane. Szkoda, że nie wystarczyły na zbyt długo, bo już w samolocie powrotnym musiałam zacząć robić porządek w sprawach służbowych, bo wraz z początkiem października dostałam kolejne zlecenie. Cały czas muszę wzbijać się na wyżyny organizacyjnych możliwości, żeby móc rozsądnie zaplanować każdy tydzień (i jeszcze rozsądniej wybrnąć z każdej nieoczekiwanej zmiany).
Pierwszy tydzień października był dodatkowo pracowity, gdyż urządzaliśmy firmową cykliczną konferencję, na której wystąpiłam. Dawno nie stałam przed tak dużą publiką, ale po raz kolejny przekonałam się jaką frajdę mi sprawiają takie momenty (mimo wszystkich nerwów przed ;)).
Na szczęście zaraz po czekał mnie bardzo leniwy weekend, który tym razem to ja spędzałam sama w domu, kiedy mój mąż przebywał na konferencji w Polsce.

 

Nasze ostatnie weekendy należą do tych spokojniejszych – co prawda dla mnie oznaczają wiszenie na linie, pomiędzy podejściami na ściance, ale oprócz tego zaliczamy spacery, obiady w przyjemnych miejscach i kawę w towarzystwie koca i dobrej książki. Po wrażeniach całego tygodnia na niewiele więcej mam ochotę, choć w listopadzie mamy już nieco planów weekendowych.
Październik to także miesiąc, w którym świętujemy obie nasze rocznice – 7 lat razem i 3 lata po ślubie to nasze tegoroczne liczby. Przyznam, że zupełnie nie wiem kiedy ten czas minął, ale z drugiej strony, dwa weekendy bez towarzystwa L. uświadomiły mi, że zupełnie nie pamiętam jak to było funkcjonować bez niego.
Jak już wspomniałam – nieco mojego czasu spędzam na ściance. Podstawowy sprzęt zakupiony, na pobliskiej wspinalni dostępna auto-asekuracja, więc próbuję swoich sił i cieszę się z każdego małego postępu.

 

A jak październik wyglądał pod kątem książek? Okazuje się, że dość umiarkowanie, bo trochę czasu poświęciłam literaturze branżowej.
1. ‘Oskarżenie’ Ramigiusz Mróz
2. ‘Dżentelmen w Moskwie’ Amor Towles
3. ‘Serce z piernika’ Magdalena Kordel
4. ‘Mindhunter’ John Douglas

 

 

 

 

9 Replies to “Goodbye October – co słychać? #8”

  1. Ja to wciąż nie mogę się nadziwić, że już po październiku. Minął tak szybko, ale może to i dobrze, pogoda była taka,że szkoda wspominać :)
    Dżentelmen w Moskwie – mam na czytniku, ale nie wiem czy warto czytać od razu, czy ma trzymać grzecznie kolejkę? :)

    1. Bardzo przyjemna książka, ale spodziewałam się ciut więcej. Co do trzymania kolejki to zależy z czym konkuruje ;)

  2. Nawet nie wiem, kiedy ten miesiąc zleciał- moment i już listopad ;)

  3. Też nie wiem kiedy minął październik. Pierwszy śnieg widziałam tylko na szczytach gór, na które mam widok z kuchni. W miasteczku póki co tylko lekkie przymrozki.

    Piękne zdjęcia ;-)

  4. To październik już się skończył? Przecież dopiero co się zaczął i dopiero co przeniosłam się w pracy na lepsze stanowisko, a tu już połowa listopada? Jak to możliwe?

  5. I zaraz będzie koniec listopada… Nie wiadomo kiedy dni uciekają.

  6. Wow to już 3 lata?! Pamiętam jak się przygotowywaliście do ślubu! Życzę kolejnych 100 w zdrowiu i miłości!

  7. Pamiętam dobrze ten czas, kiedy zarówno Ty, jak i ja przygotowywałyśmy się do ślubu. Czasami nie chce mi się wierzyć, że ten czas tak szybko mija…

  8. Fajne liczby, kolejnych szczęśliwych lat Wam życzę :)

Dodaj komentarz