Goodbye October – co słychać? #13

 

No i już. Moja ulubiona część roku dobiegła końca, co oznacza, że trzeba jeszcze przeżyć listopad, a potem adwent i ta wyczekiwana końcówka roku. Zanim jednak o planach, wróćmy do kilku ostatnich tygodni. Koniec września spędziłam w Stambule, i choć nieco zmęczona, wróciłam z pozytywnym nastawieniem – ładna pogoda, zaczynał się właśnie październik, a do tego kilka dni później znów czekało mnie pakowanie walizki. W domu spędziłam w zasadzie 3 dni, i w czwartek rano byłam w drodze na lotnisko – kierunek Kraków, zaliczając tym samym… 20 lot w tym roku! Był to jeden z przyjemniejszych lotów w ostatnim czasie, w trakcie którego towarzyszyła mi świetna “Biografia raka”. W Krakowie jeszcze tylko musiałam odebrać samochód w wypożyczalni i ruszyłam w kierunku rodzinnych stron. Miałam wrażenie, że z każdym kilometrem cieszę się coraz bardziej, bo przede mną był nie tylko kolejny długi weekend, ale najważniejsze rodzinne wydarzenie tego roku – ślub mojej siostry. Kiedy niecały rok temu na początku grudnia młodzi pochwalili się nowiną trochę zrozumiałam jak czują się rodzice – przecież to takie dzieciaki, jak to ślub?! Większość przygotowań obserwowałam z oddali, ale jako świadkowa miałam kilka drobnych rzeczy do załatwienia jeszcze przed imprezą. Czwartek i piątek minęły na przyjemnościach i załatwianiu spraw, wieczorem jeszcze musiałam odebrać mojego męża z lotniska i podekscytowana czekałam na sobotę. A w sobotę obudziło nas piękne słońce, zupełnie tak jak w przypadku naszego ślubnego dnia. Moja siostra wyglądała przepięknie, ja na szczęście chwilę wzruszenia miałam przy błogosławieństwie, więc potem mogłam już działać. A tu czekały formalności w kościele, oddanie obrączek, dogranie szczegółów ślubnego szpaleru z kwiatów, no i najważniejszy znak tuż po 14, że muzykę czas zacząć – panna młoda idzie!

Wesele było bardzo udane, sporo się wytańczyliśmy i porozmawialiśmy z rodziną. Rodzina mojego szwagra, jak i znajomi młodych również świetnie się bawili – my poszliśmy spać przed 3, a impreza trwała jeszcze w najlepsze.
Do tego wszystkiego postanowiłam zabrać mój aparat z uchwytem stabilizującym i pobawić się w nagrywanie. Okazało się, że była to świetna decyzja, bo choć w kościele nagrywali L. oraz nasz dziadek innymi kamerkami, to udało się trochę fajnych ujęć stworzyć, i w ramach spóźnionego prezentu zmontowałam jeszcze młodym filmik do ‘Bonfire heart’ Jamesa Blunta.
Niedzielę przeznaczyliśmy na relaks – hotelowe śniadanie z młodymi oraz niektórymi gośćmi, którzy również zdecydowali się tu przenocować. Potem załadowanie dwóch samochodów weselnym jedzeniem i napojami ;) Większość dnia spędziliśmy z rodzicami na omawianiu szczegółów imprezy, a popołudniu wpadliśmy w odwiedziny do teściów. Był to tylko rodzinny weekend, który sprawił nam bardzo dużo radości i na długie lata zostanie w pamięci. A potem powrót do domu i chwila zwolnienia po dwóch bardzo intensywnych, długich weekendach.
Choć starałam się dużo odpoczywać, spacerować i łapać jesienne słońce, to w połowie miesiąca odczułam przesilenie jesienne. Problemy z pobudkami, zasypianie w ciągu dnia – już dawno nie miałam takiego dołka motywacyjnego. Na szczęście ten moment już za mną i mogłam cieszyć się jesiennymi chwilami. Odwiedziliśmy kilka nowych miejsc, zaliczyliśmy wiele weekendowych kilometrów po mieście oraz dobre jedzenie tu i tam, ale żadne inne wydarzenia nie mogą się równać z początkiem miesiąca :)
Październik oznaczał także odkładany już nieco powrót na ściankę – ostatni raz byłam wiosną, ale wraz z piękną pogodą ochota na odwiedzanie hali minęła. Teraz wróciłam i jest lepiej niż myślałam – pewne rzeczy zostają w głowie. I co więcej – czasem wymyślenie jak ładnie przejść daną trasę cieszy bardziej niż sam fakt, że mam więcej siły.
Bardzo fajny to był miesiąc. Chociaż jak każdemu, zdarzyły się i gorsze chwile, problemy czy poważne rozmowy i przemyślenia, to cieszę się tymi pozytywnymi momentami. Teraz przed nami listopad, jeden z moich mniej ulubionych momentów w roku. Mam jednak nadzieję, że nie będzie to miesiąc tylko do przetrwania. Jeszcze przed Świętami czekają nas 2 wyjazdy, kilka spotkań towarzyskich i sezon światełek!

 

4 Replies to “Goodbye October – co słychać? #13”

  1. Ślub siostry musiał być przepięknym wydarzeniem :) Fajny ten miesiąc ;) Chociaż mnie też dopadło przesilenie, poranne wstawanie ? Męka.

    1. Kilka dni w zeszłym tygodniu dostaliśmy w gratisie po zmianie czasu, ale dzisiaj już smutek – ciemno za oknem, kiedy budzik dzwoni :(

  2. Też miałam wesele w tym terminie, ale u kumpla :) Było wesoło ;)
    Listopada też za bardzo nie lubię, najgorzej jest z porannym wstawianiem, gdy za oknem wciąż ciemno. No i ta plucha, brrr….

  3. Domyślam się, co czułaś – 10 lat temu moja młodsza o 6 lat siostra wychodziła za mąż – takie maleństwo :-)

Dodaj komentarz