Goodbye May – co słychać? #4

Myślę, że nikt się nie zdziwi kiedy napiszę, że nasz maj był podporządkowany tylko jednej kwestii: naszej przeprowadzce.

Początek zaczął się spokojnie – po Japonii czekał nas wyjazd z przyjaciółmi w góry. Taki nam wyszedł kwiecień, że z jednego wyjazdu ruszyliśmy w kolejny :) 5 dni, nasza chatka, przez którą przewinęło się w sumie… 12 osób, bo postanowili nas odwiedzić moi koledzy z liceum na jeden wieczór. Pogoda była majowa, ale i tak odpoczęliśmy i nacieszyliśmy się swoim towarzystwem. Kolejna taka okazja będzie dopiero w wakacje, a pewnie i tak nie będziemy w pełnym komplecie.

Zaraz po powrocie z góry zaczęły się rodzinne imprezy – urodziny dzieciaków oraz dziadków,  a do tego Pierwsza Komunia. Dzięki temu mieliśmy idealne okazje by spotkać się z całą rodziną, opowiedzieć o podróży i pożegnać się ze wszystkimi, choć tak naprawdę wystarczy przecież wsiąść do samolotu i po 1,5h będziemy ponownie na polskiej ziemi ;)

Maj to także połączenie normalnego życia z przygotowaniami o których pisałam ostatnio. Ostatni tydzień w Polsce był zupełnie nietypowy. Rozpoczęliśmy go od imprezy pożegnalnej w firmie, następnie od ostatnich spotkań ze znajomymi. L. wybrał się jeszcze na konferencję, ja załatwiałam ostatnie sprawy urzędowe i lekarskie. A potem wielkie pakowanie, wielkie sprzątanie i szalenie przyjemny dzień w Gliwicach. Śniadanie w ulubionej kawiarni, przejażdżka rowerami miejskimi po mieście, deser w rodzinnym gronie z okazji Dnia Matki, a wieczór u przyjaciół. A potem transfer na lotnisko, lot i witaj Szwecjo! Nasze kartony zajęły nam kolejne 1,5 dnia, ale na szczęście już praktycznie wszystko jest na swoim miejscu. Najprawdopodobniej potrzebujemy jeszcze dokupić niedużą komodę na ostatnie ubrania i powiesić ostatnie dwa obrazki na ścianach.

Sztokholm od razu nas oczarował, pewnie w dużej mierze dzięki cudnej pogodzie :) Rozpakowywanie przerywaliśmy spacerami nad wodę i po okolicy, a w niedzielę udało nam się wybrać na wycieczkę promowo-rowerową (w skład komunikacji miejskiej w Sztokholmie wchodzą także promy :)). Ostatnie majowe dni to załatwianie spraw urzędowych na miejscu, ale już prawie wszystko za nami i teraz możemy się oswajać z nową rzeczywistością.

Książki przeczytane w maju:

  1. “Bezcenny” Zygmunt Miłoszewsi
  2. “#WstydźSię!” Jon Ronson
  3. “Wieża Milczenia” Remigiusz Mróz
  4. “Nic Zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej” Michał Rusinek
  5. “Deniwelacja” Remigiusz Mróz
  6. “Saszeńka” Simon Sebag Montefiore

 

 

 

11 Replies to “Goodbye May – co słychać? #4”

  1. Dużo się u Was działo… widziałam zdjęcia z chatki na instagramie – magiczne i urocze miejsce. Jak wrażenia po przeczytaniu Deniwelacji?

    1. Wrażenia różne ;) Czyta się szybko i przyjemnie, jeden motyw bardzo mi się podobał na załączenie historii, ale Forst miał być trylogią a nie serią :p

      1. Zgadza się, wiele osób zresztą pisało o całej serii (łącznie ze mną!) trylogia tatrzańska :)
        Deniwelacja jeszcze przede mną.

  2. Saszeńka- jak Ci się podobała? Mi bardzo :)
    Bardzo intensywny maj mieliście. :)

    1. Bardzo mi się podobała :) Co prawda mam kilka zastrzeżeń do części III np. długowieczność niektórych bohaterów i trochę kliszowe rozwiązanie historii rodzinnej, ale oprócz tego będę polecać :)

  3. Ale ładna sukienka – Orsay?

    1. Zgadza się ;)

  4. Ja zapytam o “Bezcennego” bo się przymierzam- warto?:)

    1. Szacki to to nie jest ;) miejscami dość naiwna historia, ale lektura przyjemna.

  5. Ale intensywny maj! Super! :) I zazdroszczę wyjazdu do chatki w góry – może uda mi się gdzieś w czerwcowy grafik wepchnąć coś podobnego.

  6. Super! Bardzo, bardzo zazdroszczę!
    I trochę żałuję, że my w ostatniej chwili zrezygnowaliśmy z naszej wyprowadzki na kilka lat…
    Ale wierzę, że za jakiś czas znów pojawi się nowa możliwość.

Dodaj komentarz