Goodbye May – co słychać? #15 i dwa lata w Szwecji

 

Zawsze zadziwia mnie przewrotność życia. Niespodziewanie spełnione pragnienia. Zmiany, które w kilka sekund zmieniają bieg życia. I to, jak często ten tor potrafi skręcać.

Przez ostatnie pół roku potrzebowałam przerwy. Być może kiedyś opowiem Wam pewną historię, tych kilkusekundowych zmian, radości, łez, wewnętrznej pustki, myśli, że gdyby jednak człowiek był bardziej uważny.
Uspokajam, nic wyjątkowo tragicznego się nie stało, ale życie się stało i na chwilę musiałam sobie odpuścić.
W ostatnią niedzielę minęły nam 2 lata życia w Szwecji, więc stwierdziłam, że to ten moment, kiedy warto na chwilę wrócić. Bo zbliża się lato, bo jest więcej słońca, dać znać co słychać, że gdzieś tam jestem (tylko momentami bardziej zagubiona).
Dzisiaj 30 maja, Ascension Day, który w Szwecji jest dniem wolnym. Nie mogliśmy się powstrzymać i wybraliśmy się na spacer korzystając z naszego promu miejskiego – bardzo podobą do tej, którą zaliczyliśmy tuż po przeprowadzce.
Do 2 lat dobiliśmy nieco niespostrzeżenie, zajęci codziennością. Pamiętam jak myślałam ostatnio, że o, już blisko 1,5 roku. A teraz i dwa.
Kiedy planowaliśmy wyjazd do Szwecji powtarzaliśmy sobie, że to na rok, może dwa. W tej chwili jesteśmy bardzo niezdecydowani. Wiem, że w tej chwili na wyprowadzkę się nie zanosi. Nie mogę jednak niczego obiecać w perspektywie roku.
Ostatnio ktoś spytał i jak po tym czasie? Przyznam, że w zasadzie bez zmian. Dalej uwielbiam tu mieszkać i darzę Sztokholm pozytywnym uczuciem. Nasycam się żółtymi fasadami z bordowymi dachami, zielenią parków, zapachem morza. Wydeptaliśmy ulubione ścieżki, znaleźliśmy miejsca, w których czujemy się najlepiej. Dobrze mi w społeczeństwie pełnym życzliwości, akceptacji i różnorodności.
Tylko czasem pojawia się to ukłucie, że coś w Polsce wydarza się bez nas. Wpadłabym do rodziców na kawę. Posiedziała, wróciła do siebie bez patrzenia na zegarek, bez tego nerwowego oczekiwania na lot, bo już trzeba wracać, bo znów kilka tygodni albo i miesięcy minie.
Wybrałabym się ze znajomymi w góry, na spacer, zaprosiła na kolację. Choć i tutaj towarzyszą nam dobre dusze to czasem odczuwam brak tego, co było już tak ułożone. Teraz w Krakowie kwitłyby Planty.
Pisałam już o tym wielokrotnie, ale niezależnie, gdzie będziemy mieszkać, zawsze nam czegoś będzie brakowało. Niemniej, decyzja o przeprowadzce to była jedna z najlepszych decyzji w naszym życiu! Jeśli ktoś się zastanawia to zachęcam i polecam :)
Wiosna w tym roku, choć słoneczna, jest dość chłodna. Mimo tego staramy się korzystać z pogody, jak i oferty miasta i nie dać zgubić w codzienności. Niestety, na zamknięcie dość kiepskiego okresu pod koniec marca, zaliczyłam mały wypadek na ściance, który dla moich pleców odczuwalny jest do teraz. Dlatego na razie rok 2019 jest rokiem bez szaleństw – mam jednak nadzieję, że lato będzie mi bardziej sprzyjało.

 

6 Replies to “Goodbye May – co słychać? #15 i dwa lata w Szwecji”

  1. Ale czas pędzi, to już dwa lata… Ważne,że jesteście zadowoleni i mimo pewnych niedogodności życie w Szwecji Wam służy;)
    No i spokojnej drugiej części roku!

    1. Dziękujemy!

  2. Chyba ściągnęłam Cię myślami – od kilku dni zastanawiałam się, co u Ciebie, gdzie teraz stoją Twoje walizki, czy coś się zmieniło – no i proszę, jest wpis :-) Miło Cię znowu czytać :-) I niech Ci się wszystko wyprostuje i będzie już tylko dobrze :-)

    1. Czarownica! To dlatego tak mnie tutaj coś ściągało :D

  3. Ależ ten czas pędzi. Pamiętam jak “dopiero co” pisałaś, że wyjeżdżacie.
    Zawsze gdzieś w sercu pojawia się ukłucie, bo coś gdzieś jakoś odbywa się bez nas. Ale życie jest sztuką wyborów. A stwierdzenie naszych babć: “wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” jest nadal aktualne.
    Powodzenia w realizacji kolejnych planów :)

  4. I ja zastanawiałam się, co u Ciebie, jak żyjecie, co się dzieje… Dobrze, że się odezwałaś! Kurczę, aż trudno uwierzyć, że to już naprawdę dwa lata…

Dodaj komentarz