Goodbye June – co słychać? #5

 

5 tygodni temu… tak tak, myślę, że jeszcze chwilę będę odliczać względem momentu przeprowadzki do Szwecji ;) 5 tygodni i czerwiec już za nami, to oznacza, że także połowa roku 2017 właśnie minęła!

Jaki był ten miesiąc? Wyjątkowy pod wieloma względami – przede wszystkim musieliśmy się ogarnąć ze wszystkimi sprawami na miejscu. Mieszkając w swoim kraju człowiek nie zdaje sobie sprawy ile rzeczy tak naprawdę jest do załatwienia – tutejszy numeru identyfikacyjnego, szwedzki dowód, telefon, konto w banku etc. Spotkanie tu, wizyta tam i kolejne dni mijają, ale na szczęście (chyba) już wszystko mamy pozałatwiane w tej kwestii i przyznam, że jestem pod wrażeniem sprawności szwedzkiej biurokracji.

 

Przeprowadzka oznacza także urządzanie się – przed wyjazdem z Polski pozbyliśmy się części naszych mebli, bo zdecydowana większość mieszkań na wynajem w Sztokholmie jest umeblowana (nasze włącznie z telewizorem, garnkami, zastawą i …pościelą). Jednak po rozpakowaniu kartonów okazało się, że jednak potrzeba nam kilku rzeczy, głównie drobnostek, ale kupiliśmy także komodę (czwartą w ciągu 6,5 roku od mojej wyprowadzki z domu rodzinnego… ale tę zamierzam sobie zostawić na dłużej ;)) – dzięki temu zaliczyliśmy wypad do szwedzkiej IKEA.

 

Pogoda jest na ogół dość przyjemna – nie ma tutaj upałów, maks to ok 26 stopni, a na ogół jest to raczej 20, więc dla mnie idealnie. Świetna pogoda na wycieczkę rowerową albo na przyjemny dzień na dworze bez męczenia się w upale. No i woda mająca 14 stopni wydaje się nieco mniej zimna ;)
W weekendy często jesteśmy poza domem. W tym miesiąc zaliczyliśmy np. wycieczkę śladami książek Stiega Larssona, wyjazd do parku narodowego 20km pod Sztokholmem oraz masę spacerów nad wodę, jak i wylegiwania się na skałkach.

 

Czerwiec jest także wyjątkowy pod tym względem, że dawno nie byłam tak długo bezrobotna – odkąd zaczęłam pracować raz zrobiłam sobie przerwę na 2 tygodnie pomiędzy pracami, a i to tak głównie dlatego, że była to okolica Świąt, więc nie było sensu zaczynać w połowie grudnia.
Na szczęście się to zmieni wraz z nadejściem sierpnia – kilka dni temu podpisałam umowę! Piszę, że “na szczęście”, bo mimo tego, że zajęć mam i tak sporo, to jednak nie należę do kobiet, które spełniają się tylko w roli pani domu. Pewnie, że przyjemnie jest mieć czas na spacery i zwiedzanie miasta lub muzeów w ciągu dnia, pieczenie dwóch ciast w tygodniu itd. ale nie mogę się doczekać, żeby znów wpaść w wir projektów, tym bardziej, że zapowiada się na sporo nauki!
A jeśli o nauce mowa to od 3 tygodni uczę się szwedzkiego i bardzo mi się podoba. Sam język jest dość przyjemny, do tego nie jest bardzo trudny (choć wymowa i rozumienie ze słuchu sprawia mi trochę problemów) – znając angielski i niemiecki widzę wiele wzorów i podobieństw, więc mam nadzieję, że tym razem nie będę potrzebować kilku lat edukacji, żeby móc się komunikować. Codziennie między 8 a 12 mam zajęcia, w grupie z ludźmi z całego świata – od Rosji i Włoch, przez Tadżykistan czy Irak i Syrię, do Argentyny i Tajlandii.
Biorąc pod uwagę, że wstaję o tej samej porze jak chodząc do pracy, a zanim po zajęciach zrobię zakupy lub pozałatwiam sprawy “na mieście” to w domu jestem najwcześniej o 13, a czasem niewiele wcześniej od L. to krótko mówiąc, to moje bezrobocie jest dość mało “bez” ;) Niemniej jednak, doceniam fakt, że mogę sobie pozwolić jeszcze na miesiąc laby. Choć i tutaj jestem przekonana, że nie będę się nudzić, bo za dwa tygodnie lecimy na wakacje. Tym razem do Polski, gdzie spędzimy tydzień w rodzinnych stronach. A drugi tydzień urlopu L. spędzimy w domu, ciesząc się towarzystwem gości – przez najbliższe 2 miesiące czeka na przyjazd 5 par rodziny i znajomych! Ale o tym na pewno jeszcze będę pisać :)
Na razie cieszę się z wydarzeń ostatnich dni i pomimo stresów na rozmowach kwalifikacyjnych uważam, że czerwiec był naprawdę ekstra miesiącem!

 

Czerwcowa lista książek:
1. “Jeżynowa zima” Sarah Jio
2. ” Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4″ Hendrik Groen
3. “Ósme życie (dla Brilki). Tom 1” Nino Haratischwili
4. “Ósme życie (dla Brilki). Tom 2” Nino Haratischwili
5. “Cisza” Erling Kagge
6. “Krew na śniegu” Jo Nesbo
7. “Człowiek, który zrozumiał naturę” Andrea Wulf
8. “Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica” Iwona Kienzler
9. “W cieniu prawa” Remigiusz Mróz
10. “Żony SS-manów. Kobiety w elitarnych kręgach Trzeciej Rzeszy” Gudrun Schwarz
11. “Zombie” Wojciech Chmielarz

 

 

 

 

 

 

 

 

8 Replies to “Goodbye June – co słychać? #5”

  1. Widzę po zdjęciach, że pogodę masz przepiękną. Dużo lepszą niż po drugiej stronie Bałtyku, czyli u mnie. Tęsknię za tymi 20 stopniami i słońcem :) W ogóle muszę przyznać, że pięknie tam u Ciebie teraz. Śliczny wydaje się Sztokholm :)
    Powiem Ci, że jak tam ciurkiem chodzę do pracy to marżę o wolnym. A jak potem mam wolne to nie wiem co z sobą robić;)
    Jak drugi tom Ósmego życia? Ja niestety nie dorwałam znowu w bibliotece :( I jak Ci się Jeżynowa Zima podobała?

    1. Dla pocieszenia dodam, że koniec tego tygodnia nieco gorzej wygląda – może nie mamy takich burz jak w Polsce, ale 16 stopni już tak :/
      Bo to naprawdę wspaniałe miasto! Dlatego tak zapraszam w odwiedziny :D

      Drugi tom równie dobry. Ciężko tak naprawdę porównać, bo to jedna historia i pierwszy tom bez drugiego jest trochę niepełny.
      A Jeżynowa zima przyjemna – szybko lektura, nieco naiwna, ale także wzruszająca.

  2. Świetne zdjęcia :) Tam naprawdę jest pięknie :)
    Kiedyś spakuję śpiwór i zwalę Wam się na głowę na kilka dni ;)

    1. Nie potrzeba śpiworów, mamy wyposażenie dla gości :)

  3. Oby Wam się pięknie żyło w tym pięknym Sztokholmie :-)

  4. Polka w Szkocji says: Odpowiedz

    Już wakacje w Polsce? Hehe szybko :)

    1. W Szwecji popularnym zwyczajem jest zarządzanie przerwy wakacyjnej dla całej firmy. Taki zwyczaj obowiązuje także w firmie mojego męża, więc 2 tygodnie w lipcu ma z miejsca zarezerwowane na urlop :p Biorąc pod uwagę, że mieliśmy w krótkich odstępach do zaplanowania kilka mniejszych wyjazdów na długie weekendy, Japonię i przeprowadzkę to zupełnie nie mieliśmy głowy do myślenia co zrobić z tymi dwoma tygodniami w lipcu, a dodatkowo mieliśmy już kupione bilety na Depeche Mode w Wawie, więc stwierdziliśmy, że na tydzień lecimy do Polski.
      Ja się cieszę, bo bardzo lubię spędzać czas na Śląsku, z rodziną i znajomymi. Miną prawie 2 miesiące od wyprowadzki, więc dla nas akurat odpowiednio, żeby się zobaczyć. Dodatkowo, nie wiem czy przed grudniem będzie kolejna okazja do odwiedzin, więc korzystamy z okazji.

Dodaj komentarz