Goodbye August – co słychać? #11

 

Kolejna kartka w kalendarzu i uśmiech na moich ustach. To już, mój ulubiony czas w roku! Choć mam problem, żeby zdecydować, która pora roku jest moją ulubioną (oprócz lata, to już mam ustalone, że lubię najmniej ;)), to zdecydowanie wrzesień i październik to miesiące, na które zawsze czekam. Niosą ze sobą wytchnienie po upałach, jako dziecko zawsze lubiłam początek szkoły i niecierpliwie czekałam na pierwszy dzwonek, do tego dochodzą moje urodziny, urodziny kilku innych bliskich osób, nasze rocznice i świat pokrywający się kolorami. I zawsze się zastanawiam czy te miesiące po prostu są tak przyjemne, czy to moje nastawienie sprawia, że takie się zawsze stają?

Ale ale, zanim za bardzo wybiegnę myślami do złotych liści, wieczorów z herbatą i ulubionego swetra, to zatrzymajmy się jeszcze w sierpniu. Jaki był ostatni wakacyjny miesiąc? Zaskakujący, i to już od samego początku. Ostatni post “co słychać” opublikowałam z małym opóźnieniem względem pisania – dość często nie publikuję od razu, żeby móc jeszcze raz na spokojnie przeczytać tekst. Zastanawiałam się czy na pewno opisywać moje zawodowe przemyślenia, ale stwierdziłam, że warto czasem podzielić się doświadczeniami różnych smaków. Kliknęłam, a niewiele później dostałam wiadomość. Choć wiele sobie po niej nie obiecywałam, bo wcześniej już było takich kilka, to okazało się, że tym razem mam szczęście i od dwóch tygodni działam przy ciekawym zleceniu. Ogólna sytuacja w firmie wciąż jest bez szału, ale praca w ciekawej dziedzinie robiąc to, co się lubi sporo zmienia. Znów lubię poniedziałki, mimo, że początek jest bardzo wymagający – w tym tygodniu zaliczyłam ponad 40h w biurze prawie cały czas na wysokich obrotach. Ta zmiana to jedno z najistotniejszych wydarzeń sierpnia.
Drugą zmianą jest pogoda, bo cóż – lato u nas się skończyło jeszcze przed połową miesiąca. Kiedy odbierałam siostrę z narzeczonym z dworca było prawie 30 stopni. Udało im się jeden dzień skorzystać z naszej pięknej pogody, ale potem przyszło ochłodzenie, by zakończyć ich pobyt deszczem. Mimo to, przyjemnie było znów mieć gości. Przyznam, że brakuje mi w Szwecji urządzania imprez, bo w Polsce zawsze wypadało kilka w roku. A teraz zwyczajnie nie mamy ich dla kogo robić, bo choć czasem ktoś wpadnie na obiad lub kolację, to za mało jest osób na większą imprezę.
W sierpniu nie zabrakło także korzystania z uroków miasta – spacery, joga na łące tuż obok jeziora (i kąpiel w tymże po treningu), przejażdżki na targ, wizyta w muzeum etnograficznym na japońskiej ceremonii herbacianej (tak, tęsknię za Japonią!) i wycieczka na archipelag.  Do tego sporo spacerów i tak zawędrowaliśmy do września. A wrzesień to historia na oddzielny wpis ;)
 Jedyny minus tak wielu zmian i pędzącego czasu to, że udało zrobić mi się bardzo niewiele zdjęć. A w temacie zdjęć – ostatnio uporządkowałam fotki z prawie 4 lat, i wracam do postanowienia wywoływania najlepszych 50-100 z każdego roku.

 

5 Replies to “Goodbye August – co słychać? #11”

  1. Ja nigdy nie lubiłam powrotu do szkoły,po takiej przerwie było to dla mnie szczerze przerażające ;) Zaczynam dochodzić do wniosku, że lepiej mieć wakacje krótsze, ale częściej. Jako dziecko wypadałam z rytmu, i cały wrzesień walczyłam by do tego rytmu wrócić ;) Więc wrzesień nigdy mi się miło nie kojarzył. Choć lubię ten miesiąc za to, że wciąż potrafi rozpieszczać słońcem i temperaturą, oby w tym roku było podobnie :)

    1. Ja bardzo lubiłam chodzić do szkoły, do tego początek roku to był zawsze taki świeży start. Nowe zeszyty, nowe książki, porządki w rzeczach szkolnych etc. Poza tym po tych 2 miesiącach laby często już mi się nudziło (wspominałam, że na wakacjach w górach miałam ze sobą nie tylko tonę książek, ale i zbiory zadań z matmy :p?). Plus jako wrześniowe dziecko zawsze czekałam na urodziny, to swoją dodawało.

      1. Miałam identycznie, wszystko nowe, piękne, aż chciało się uczyć ;)

  2. Wszystkiego najlepszego zatem :-) A co do jogi – czy w Szwecji jest znane coś takiego jak Nirvana Fitness? Uwielbiam to :-)

    1. Oj, przyznam, że nie słyszałam. Mi tam zwykłe rozciąganie wystarczy ;)

Dodaj komentarz