Goodbye April – co słychać? #2

Jeszcze niedawno cieszyłam się z pierwszego dnia wiosny, a już jest po majówce! Zupełnie się nie dziwię, że czas tak szybko mi minął – tegoroczny kwiecień był wyjątkowy.

Kwiecień przywitał nas piękną pogodą, prawie że letnią, zachęcającą do spacerów z lodami brzegiem Wisły. Co prawda Kraków w takich dniach zawsze jest pełen turystów, jak i mieszkańców, ale humory dzięki pogodzie dopisywały. Pierwszy weekend kwietnia był jedynym, który spędziliśmy w domu.

Kolejne kilka dni to pakowanie, ostatnie zakupy przed wyjazdem, sprawdzanie szczegółów i sprzątanie mieszkania. Nie wiem jak Wy, ale uwielbiam po urlopie wejść do posprzątanego mieszkania – jeszcze bardziej mnie wtedy cieszy powrót do domu. Po kilku dniach przygotowań, w piątkowy poranek zabraliśmy plecaki, zamknęliśmy drzwi i ruszyliśmy na wakacje. Do Japonii!

Podróż rozpoczęła się śniadaniem w knajpce koło dworca. Kolejnym przystankiem była Warszawa, skąd z przesiadką w Katarze lecieliśmy do Tokio. A potem czekały nas ponad 2 tygodnie w innym świecie. W rzeczywistości pełnej świątyń, sakury, sushi i odkrywania nowych rzeczy. O Japonii będę jeszcze pisać dokładniej, więc nie chcę się dzisiaj powtarzać.

Po powrocie czekał nas dość intensywny tydzień – 4 dni na ogarnięcie się w pracy, rozpakowanie i wypranie po jednym wyjeździe oraz przygotowania do kolejnego. Tym razem znacznie krótszego, bo tylko na 5 dni. Kwiecień tradycyjnie zakończyliśmy wyjazdem na majówkę do naszej chatki w górach. I chociaż myślałam nad wyjazdem w inne miejsce, to jednak wygrała nasza tradycja i potrzeba powrotu do tego miejsca.

Pod względem kulinarnym wiele się w tym miesiącu nie wydarzyło albo raczej wydarzyło się wiele, ale nie w Polsce ;) W Krakowie byliśmy w dwóch miejscach godnych polecenia:

  1.  Nolio – pizzeria, o które pisałam już ostatnio.
  2. Wesoła Cafe – jedna z moich ulubionych kawiarni w Krakowie, 3 minuty od dworca głównego. Serwują pyszne śniadania, kawę przelewają hektolitrami, a wegańskie ciasta potrafią zaskoczyć każdego. Jeśli również wyznajecie zasadę, że “lepiej pić kawę niż nie” to jest to miejsce, które warto odwiedzić.

 

Również pod względem książkowym było nieco mniej (ale zdecydowanie nie gorzej) niż w marcu. W kwietniu przeczytałam:

1. “Sekretne życie drzew” Peter Wohlleben
2. “Prom” Remigiusz Mróz aka Ove Løgmansbø
3. “Czy jesteś psychopatą?” Jon Ronson
4. “Życie pasterza. Opowieści z Krainy Jezior” James Rebanks
5. “Mitologia nordycka” Neil Gaiman
6. “Sekrety roślin” Anne-France Dautheville
Oraz niezliczoną liczbę ulotek z japońskich świątyń i przewodnik Lonely Planet ;)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

5 Replies to “Goodbye April – co słychać? #2”

  1. Miałaś piękny kwiecień ;) Zazdroszczę oderwania się od naszej fatalnej pogody:)

  2. Oj działo się u Ciebie w kwietniu, działo… A te japońskie lody to smaczne?

    1. Te mieszane były bardzo smaczne :) Całkiem zielone to zależy jak kto lubi smak matchy (ja umiarkowanie, więc dla mnie tylko te najdelikatniejsze wchodziły w grę). Z innych ciekawych smaków to fajne były lody z czarnego sezamu (takie szaro-czarne) i ze słodkich ziemniaków.

  3. “Życie pasterza” zaczęłam czytać i się zachwycam! :)

  4. piękne zdjęcia, piękny kwiecień i oby maj był równie piękny :)

Dodaj komentarz