Goodbye 2017

 

Jeszcze styczeń, jeszcze zdążyłam! Ale o tym dlaczego podsumowanie zeszłego roku trafia dopiero po 4 tygodniach jego trwania napiszę kolejnym razem.

***

 

Noworoczne plany i obietnice przestałam robić kilka lat temu, i jak co roku, 2017 udowodnił, że to zasada, której powinnam się trzymać.

Pamiętam z jaką radością szykowaliśmy się do pożegnania roku 2016 – nie dlatego, że był to zły rok, ale dlatego, że było nam dobrze w życiu. W Krakowie, wśród przyjaciół, w towarzystwie choinki i gier planszowych. W głowie głównie myśli o tym, żebyśmy byli szczęśliwi i kilka planów na wyjazdy. Jednak jak zawsze, życie pisze różne scenariusze.
W styczniu mieliśmy okazję odwiedzić różne górskie rejony Polski wraz ze znajomymi, jeździć i biegać na nartach, grzać się w termach i cieszyć zimą. Zaczęliśmy także planować wyjazdy w pierwszej połowie roku i całe szczęście, że nie dalej! Bo luty rozpoczęliśmy wyjazdem do Sztokholmu, a niedługo po nim dostaliśmy propozycję (prawie) nie do odrzucenia. Okazało się, że 2017 będzie zdecydowanie ciekawszy niż zakładaliśmy. Po dniach dyskusji, rozważania za i przeciw oraz konsultacji, zdecydowaliśmy, że przeprowadzamy się do Szwecji i faktycznie stało się to największym wydarzeniem minionego roku.

 

 

Marzec przyniósł nam kolejne wyjazdy, choć najlepiej zapamiętamy narciarski do Szwajcarii. To także miesiąc przygotowań do wakacji, przeprowadzki oraz informowania o naszej “szwedzkiej” decyzji.
Wraz z budzącą się wiosną i kwietniem przyszła wyczekiwana podróż – prawie 3 tygodnie w Japonii, w której się zakochaliśmy. Podróże to dość istotna część naszego życia, dlatego tym bardziej doceniam, że miałam okazję odwiedzić tak wyjątkowe miejsce na świecie. A po powrocie od razu zaczęliśmy się pakować na kolejny wyjazd, bo czekała nas tradycyjna majówka w górach.
Choć wydawało nam się, że mamy ‘tyyyyle’ czasu do przeprowadzki okazało się, że minął bardzo szybko. Maj to miesiąc rodzinnych uroczystości, a tuż po nich pożegnaliśmy poprzednią firmę, Kraków, a potem rodzinę i przyjaciół. Z pewnym żalem, ale także z ogromną ekscytacją wsiedliśmy do samolotu z biletem ‘w jedną stronę’.

 

 

Pierwsze tygodnie minęły zupełnie niezauważalnie, bo tak wciągnęła nas organizacja życia na miejscu. Choć bezrobociem cieszyłam się aż do początku sierpnia (2,5 miesiąca!), okazało się, że zupełnie nie miałam czasu na nudę. Lekcje szwedzkiego, odnajdywanie się w nowej rzeczywistości i poznawanie miasta nieco mnie zajęły. Nim się obejrzeliśmy był lipiec, a wraz z nim urlop w Polsce zakończony świetnym koncertem Depeche Mode. Tym razem wyjeżdżało się nam łatwiej, bo następnego dnia mieli dotrzeć do nas nasi przyjaciele. Ostatni tydzień lipca i początek sierpnia wprowadziły niezły gwar do naszego mieszkania, a nam dały nowe możliwości poznania miasta. Wizyta przyjaciół przyniosła także zmiany dla mnie – spróbowałam wspinaczki i stwierdziłam, że najwyższa pora zająć się nią w wolnym czasie.

 

 

Sierpień minął pod znakiem nowej pracy, z którą bardzo się polubiłam oraz kolejnych weekendowych wycieczek. To także początek dość zapracowanej części roku – duże obłożenie w pracy, szwedzki przynajmniej 2 razy w tygodniu, do tego zwykłe życie. Ale zaraz przyszedł wrzesień, który zawsze bardzo lubię – przyniósł zdany certyfikat, moje urodziny (w jednym z wymarzonych scenariuszy), zdany egzamin ze szwedzkiego oraz z asekuracji na ściance wspinaczkowej. Choć także nieco smutków z rodzinnych stron.
Październik rozpoczęłam w Lizbonie ciesząc się przedłużonym weekendem, który pozwolił doładować baterie. Później świętowanie naszej trzeciej rocznicy ślubu i tworzenie planów na ostatnie miesiące roku. Przyznam, że listopad nieco mi uciekł – postępująca szarość za oknem, oczekiwanie na jego koniec i szykowanie się do Świąt sprawiły, że jak zawsze niewiele mogę o tym miesiącu powiedzieć. Oprócz tego, że zakończył się niesamowitym wyjazdem za koło podbiegunowe!  Niewiele później znów pakowaliśmy walizki by odwiedzić Kopenhagę i Malmö. A później to znów czas tylko śmignął – drugi egzamin ze szwedzkiego, zakup choinki, cieszenie się świątecznym miastem i niecierpliwe oczekiwanie na piątek 22-go grudnia.

 

 

Nowy rok przywitaliśmy w naszym mieszkaniu w towarzystwie przyjaciół – przyznam, że z każdym rokiem doceniam coraz mocniej jak wspaniałych ludzi mam w okół siebie. Wiem, że bez nich większość przeżyć nie wzbudzałaby tak dobrych wspomnień. Teraz, kiedy praktycznie wszyscy są tak daleko, jeszcze bardziej cenię momenty, które na te wspomnienia się składają. Choć mieliśmy bardzo zajętą przerwę świąteczną, cieszę się, że nie miałam czasu sięgnąć po książkę czy obejrzeć film. I jeśli miałabym sobie życzyć czegoś na nowy rok to jak najwięcej przeżyć z ulubionymi ludźmi. Drugim moim życzeniem jest, by tak jak w tym roku, dostrzegać to co istotne i skupiać się na wydarzeniach, które przynoszą uśmiech. Nie planuję i nie robię postanowień, chcę być szczęśliwa – cokolwiek to oznacza w tym roku!

 

 

 

6 Replies to “Goodbye 2017”

  1. piękny rok za Wami :) Jestem oczywiście bardzo zadowolona, że miałam okazję poznać Ciebie osobiście :)
    Też nie robię żadnych postanowień. Im jestem starsza tym widzę w tym coraz mniej sensu. Chcę po prostu dobrze wykorzystać Nowy Rok, i każdy dzień. Choć nie zawsze się udaje cieszyć z każdej chwili, ale cóż, nie mówili,że będzie łatwo :)

  2. Pięknie ;-)
    Ja również nie robię postanowień noworocznych, nigdy nie robiłam. Chcę być zdrowa i szczęśliwa, a reszta sama przyjdzie ;-)
    Wszystkiego dobrego w Nowym roku i częstszych wpisów :*

  3. Super, oby kolejne lata były podobne do minionego roku

  4. Bardzo dobry rok za Wami :) Oby kolejne były tak samo wspaniałe! :)

  5. miałaś na prawdę fajny rok! oby kolejny był równie ekscytujący i pełen wrażeń :)

  6. Rok pełen wrażeń – niech i ten taki będzie :-)

Dodaj komentarz