Bistro Pobite Gary, Gdańsk

Wakacje mojego dzieciństwa to przede wszystkim camping w lesie, złoty piasek i szum morza. Uwielbiam nasz Bałtyk, mimo wielu minusów, które niektórzy tak licznie wyliczają. Jednym z moich małych marzeń jest mieszkanie przez pewien czas nad morzem – jestem ciekawa jak to jest móc wyskoczyć popołudniu na spacer po plaży. W ostatnie wakacje jednak na cel wzięliśmy Mazury i nie udało się nam nad morze pojechać. Jednak ku mojej radości okazało się, że w weekend, kiedy odbywa się jedna z konferencji o tworzeniu gier, na której L. wykładał, są dość tanie bilety lotnicze i postanowiłam wybrać się razem z nim. W naszym planie na weekend nie mogło zabraknąć także dobrego jedzenia. Z polecanych miejsc wybraliśmy przyjemne i nieco industrialne Bistro Pobite Gary.
 
Bardzo lubię takie wnętrza i wykorzystywanie takich prostych materiałów, jak skrzynki, w nieco innej formie. Na start dostaliśmy bagietkę z świetnie przyprawioną oliwą. Do tego spory wybór w menu – od zup, przez sałatki i makarony, do modnych burgerów, na które i my się zdecydowaliśmy. L. wziął wersję rybną, a ja dość klasycznie z dodatkiem sera – oba były bardzo smaczne. Micha frytek i sałatka (przyznam, że dość niewielki dodatek w porównaniu do ilości frytek). I dzbanek lemoniady, bo dzień był dość ciepły.

 

 

 

 

 

Z ciekawostek, przed wyjściem zostaliśmy zapytani czy burgery nie były za duże. Dla nas nie, były akurat. Z frytkami na pół się najedliśmy. Podobno byliśmy jednymi z pierwszych, którzy tak odpowiedzieli, bo większość osób nie może zmieścić swojej porcji :D Chyba nas na Śląsku lepiej karmią ;)?

 

 

ul. Bitwy Oliwskiej 34, Gdańsk
58 554-3030
56 554-1598

5 Replies to “Bistro Pobite Gary, Gdańsk”

  1. Świetne miejsce! Uwielbiam takie lokale z klimatem, gdzie nie tylko jest dobre jedzenie, ale też genialna atmosfera;)

  2. Ten pub przypomina niektóre krakowskie klimatyczne miejsca, podoba mi się :)

  3. Aj ja też zawsze chciałam pomieszkać trochę nad morzem. Ale znając życie w końcu chciałabym wrócić do siebie :)

  4. Może nie tyle na Śląsku lepiej Was karmią, co porcje są większe. Zresztą i ja, choć nie Ślązaczka, gdy patrzę na niektóre porcje w jadłodajniach i na stołach znajomych zastanawiam się, czy i przy moich pięciu posiłkach dziennie bym z głodu nie padła, bo takie są małe.

    Mieszkam bardzo blisko morza (20 minut samochodem, poza sezonem oczywiście, bo w sezonie pieszo szybciej się dojdzie) i przez jakiś czas robiłam sobie takie popołudniowo-wieczorne wypady na spacer brzegiem morza – cieszą przez jakiś czas, potem już się człowiek przyzwyczaja.

  5. Dla mnie za duże – a może je zmniejszyli już?:D ale ja mam osobny żołądek na deser i ten obiadowy nie moze za duzo miejsca zająć;)

    Te Wasze śląskie niedzielne obiadki Was po prostu szkolą do pochłaniania porcji z Pobity ch…;))

Dodaj komentarz